Anka nie mogła spać przez całą noc. W głowie układała plan. Myśląc o tym, nie używała słowa "zabójstwo". Nie była zabójcą. "To co innego niż zabijanie"- powtarzała w myślach. "To ratowanie siebie, rodziny, bliskich". Leżąc niespokojnie próbowała wyprzeć z pamięci wszystkie pozytywne wspomnienia o Dawidzie. Słowo "Dawid" zastępowała słowem "Polikarp", a "przyjaciel" zamieniła na "oszust". Pomagało. Chciała wzbudzić w sobie nienawiść, czystą nienawiść, niezmąconą żadnym pozytywnym uczuciem. "Wampiry manipulują ludźmi, on manipulował mną. Robił ze mną to, co chciał. Muszę to zrobić, muszę..." Nie wiedziała nawet kiedy nastał dzień. Wstała z podkrążonymi oczami. W torbie zamiast książek spoczywał kołek. Ubrała się i zeszła na dół. Oliwka spokojnie jadła śniadanie.
- Idziemy razem?- Zapytała
- Yyy, nie. Muszę jeszcze coś załatwić. Poza tym mam na dziesiątą- skłamała.
- Serio? Co takiego musisz zrobić, że specjalnie wstałaś wcześniej?
"Zabić pewnego wampira, który zagraża naszej rodzinie"
- Muszę spotkać się z Wiktorią. Robimy razem projekt na biologię i musimy wszystko omówić- wymyśliła.- Musze już iść. To cześć.- Zamknęła za sobą drzwi i westchnęła.
Spojrzała na zegarek. Musiałą jeszcze chwilę poczekać, żeby mieć pewność, że kiedy odwiedzi dworek nie będzie w nim Isabel, a w szczególności Franciszka. Powoli szła na spotkanie z przeznaczeniem, nerwowo łapiąc torebkę i sprawdzając, czy jest w niej zaostrzony, drewniany przedmiot. Po dwóch kwadransach była przed domem. Zapukała do drzwi drżącą ręką. Otworzyła Abigail. Anka zupełnie o niej zapomniała.
- Dzień dobry. Chciałabym porozmawiać z Dawidem.
- Proszę, niech pani wejdzie. Zawołam go.
Anka weszła do salonu, a Abigail zniknęła na korytarzu. Dziewczyna nie miała pojęcia co robić. Po chwili przyszedł zdziwiony Dawid. Ich ostatnie spotkanie było kłótnią i myślał, że więcej się nie spotkają. Właściwie był tego pewien.
- Musimy porozmawiać- powiedziała Ania.
- Mów.
- Ale sami.
Dawid podszedł do Abigail. Dał jej pieniądze, które wyciągnął z kieszeni.
- Zrób zakupy- polecił jej.
Służąca wyszła tak szybko jak mogła.
- Nie rozumiem cię. Ostatnio... Coś się stało?
- Tak, właściwie to tak. Nabrałam odwagi.
- Odwagi do czego?- zdziwił się jeszcze bardziej. Nie mówiła zbyt jasno.
Ręka trzęsła się jej bardziej niż do tej pory. Wyjęła kołek z torby, którą rzuciła na podłogę.
- Muszę to zrobić.
Nie spodziewała się reakcji Dawida. Zaczął rozpinać koszulę. Z każdym, guzikiem Ance mocniej pulsowała skroń. Wyczuła, że coś jest nie w porządku. Gdy zrzucił koszulę podeszła do niego niepewnie. Wymierzyła kołkiem między piersi wampira. Ostrzem lekko dotknęła, jego niemal stalowego ciała. Delikatnie chwycił jej dłoń, która teraz razem z jego dłonią lekko pokierowała się w prawą stronę.
- Tu dokładnie jest serce, sam środek.
Anka na chwilę odsunęła rękę, żeby z większą siłą zaatakować chłopaka, ale on znów objął jej rękę.
- Zaczekaj- powiedział patrząc prosto w jej oczy. Nie spodziewał się, że jednak będzie chciała to zrobić.- Możesz mnie zabić za co chcesz i tak nie mam już życia, ale nie jestem tym kim myślisz.
- Więc kto?!- rozpaczliwie cedziła słowa przez zęby.
- Dowiem się- zapewnił.
Rozpłakała się na dobre. Nie wiedziała kiedy kołek wypadł jej z ręki, której Dawid już nie trzymał. Zbliżyła się do niego, chciała przytulić, ale otrzeźwiła ją myśl, że może kłamać. W końcu jest w tym dobry. Jednocześnie wiedziała, że sama nie znajdzie zabójcy ojca, jeśli on nim nie jest. Zebrała się na odwagę, by powiedzieć mu prosto w twarz:
- Daję ci tydzień, żeby odzyskać moje zaufanie, albo zginąć. Znajdziesz zabójcę, a ja spojrzę mu w twarz z tą świadomością. Jeśli za tydzień nie będę wiedziała niczego nowego nie dam ci kolejnej szansy.- Schyliła się.- Ten kołek przebije ci serce. Uwierz, że jestem w stanie to zrobić. Nie mogę ci wierzyć.- Odwróciła się w stronę drzwi wyjściowych i otarła łzy.- Masz siedem dni na zebranie dowodów morderstwa- ruszyła w stronę drzwi.
- Uważaj na siebie- powiedział spokojnym, troskliwym tonem.
Uznała to za ironię. Teraz chciała wrócić i wepchnąć mu kołek tak głęboko, żeby przebił go na wylot, ale powstrzymała się i zignorowała jego bezczelny zwrot. Wyszła trzaskając drzwiami.
Wreszcie była silna i zdecydowana.
Obiecany rozdział. Jak wasze odczucia? Co myślicie o bohaterach? Proszę o komentarze :)
Jeśli chcecie mogę Wam wysłać maile z informacją o kolejnym rozdziale. Możecie napisać do mnie: liniasmierci@gmail.com
Dziękuję, że jesteście :)
Ania
niedziela, 7 lutego 2016
wtorek, 24 listopada 2015
32. Zabić
Anka zamarła. Nie potrafiła zabijać, nie chciała tego robić.
Monika stanęła przy niej.
- To najlepsze rozwiązanie- przekonywała.
- Wolałabym, żeby zrobił to ktoś inny.
- Ty jesteś najodpowiedniejszą osobą.
- Ale to ty jesteś łowcą. A właściwie jak się o tym dowiedziałaś?
Monikę zdziwiło to pytanie, bo przez chwilę nic nie mówiła.
- Nie wiem, czy powinnaś to wiedzieć, ale ci zaufam. To jest całe zgromadzenie. Dowiedzieli się, ze wampiry są w mieście i dlatego jedno z nich przyjechało i powiedziało, że jestem potrzebna. Że nadszedł czas, żebym dowiedziała się kim jestem. Przeszłam szkolenie i wróciłam, żeby walczyć z krwiopijcami.
- Ale ja naprawdę nie potrafię tego zrobić.
- Znajdź w sobie siłę. Ból dodaje siły, a im szybciej pozbędziesz się osoby przez którą cierpisz, tym lepiej. On nie zasługuje, żeby dalej chodzić po ziemi.
- Ale przez chwilę wydawał się być najlepszym przyjacielem.
- Tak. Wampiry świetnie udają, grają ludzkimi uczuciami. Omamił cię.
Anka wzięła głęboki oddech. Spojrzała na Monikę. Na szyi miała jakiś amulet, widząc, że Anka jej się przygląda, szybko schowała go pod bluzkę.
- Co to?- Zapytała Anka.
- Dla ciebie kawałek metalu na rzemyku, dla mnie znak łowcy. Dostałam go od nauczyciela. Każdy ma taki. A wracając do tematu: Schowaj ten kołek i przebij mu nim serce. Nie będzie się spodziewał tego po tobie. Nie będzie się bronił.
- A co kiedy go zabiję?! Zostanę mordercą, trafię do więzienia.
- Nie, spokojnie. Zajmę się tym.
- Nie mogę- powtórzyła Anka.
Monika szukała kolejnych powodów, które mogły ją przekonać.
- Przebijając mu serce uratujesz go. Jego dusza odzyska spokój. Wyświadczysz mu przysługę.
Ania niepewnie otworzyła torbę i schowała kołek.
- Najlepiej zrób to, kiedy będzie sam.
- Dobrze, zrobię to, ale...
Monika jej przerwała
- O nic się nie martw. Zajmę się resztą.
- Lepiej już pójdę- wyszła i dziwnie zaczęło kłuć ją serce. Życie było trudniejsze niż do tej pory, ale musiała zrobić coś, żeby przywrócić spokój sobie i swojej rodzinie.
Mała zapowiedź powrotu po miesiącach nieobecności.
Proszę o komentarze :)
Jeśli to przeczytałaś/ przeczytałeś- dziękuję ;)
Monika stanęła przy niej.
- To najlepsze rozwiązanie- przekonywała.
- Wolałabym, żeby zrobił to ktoś inny.
- Ty jesteś najodpowiedniejszą osobą.
- Ale to ty jesteś łowcą. A właściwie jak się o tym dowiedziałaś?
Monikę zdziwiło to pytanie, bo przez chwilę nic nie mówiła.
- Nie wiem, czy powinnaś to wiedzieć, ale ci zaufam. To jest całe zgromadzenie. Dowiedzieli się, ze wampiry są w mieście i dlatego jedno z nich przyjechało i powiedziało, że jestem potrzebna. Że nadszedł czas, żebym dowiedziała się kim jestem. Przeszłam szkolenie i wróciłam, żeby walczyć z krwiopijcami.
- Ale ja naprawdę nie potrafię tego zrobić.
- Znajdź w sobie siłę. Ból dodaje siły, a im szybciej pozbędziesz się osoby przez którą cierpisz, tym lepiej. On nie zasługuje, żeby dalej chodzić po ziemi.
- Ale przez chwilę wydawał się być najlepszym przyjacielem.
- Tak. Wampiry świetnie udają, grają ludzkimi uczuciami. Omamił cię.
Anka wzięła głęboki oddech. Spojrzała na Monikę. Na szyi miała jakiś amulet, widząc, że Anka jej się przygląda, szybko schowała go pod bluzkę.
- Co to?- Zapytała Anka.
- Dla ciebie kawałek metalu na rzemyku, dla mnie znak łowcy. Dostałam go od nauczyciela. Każdy ma taki. A wracając do tematu: Schowaj ten kołek i przebij mu nim serce. Nie będzie się spodziewał tego po tobie. Nie będzie się bronił.
- A co kiedy go zabiję?! Zostanę mordercą, trafię do więzienia.
- Nie, spokojnie. Zajmę się tym.
- Nie mogę- powtórzyła Anka.
Monika szukała kolejnych powodów, które mogły ją przekonać.
- Przebijając mu serce uratujesz go. Jego dusza odzyska spokój. Wyświadczysz mu przysługę.
Ania niepewnie otworzyła torbę i schowała kołek.
- Najlepiej zrób to, kiedy będzie sam.
- Dobrze, zrobię to, ale...
Monika jej przerwała
- O nic się nie martw. Zajmę się resztą.
- Lepiej już pójdę- wyszła i dziwnie zaczęło kłuć ją serce. Życie było trudniejsze niż do tej pory, ale musiała zrobić coś, żeby przywrócić spokój sobie i swojej rodzinie.
Mała zapowiedź powrotu po miesiącach nieobecności.
Proszę o komentarze :)
Jeśli to przeczytałaś/ przeczytałeś- dziękuję ;)
środa, 4 marca 2015
31. Nowi
Franek zdenerwowany krążył w salonie dookoła dywanu.
- Co się stało?- zapytał go brat.
- Co się stało?! Pozwoliłem czarownicy iść do szkoły i nie zażądałem niczego w zamian. A kiedy powiedziałem, żeby zrobiła mi amulet nie zgodziła się. Dlaczego jeszcze jej nie zabiłem?! Ciągle mam nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie. Na Abigail nie mam co liczyć w tej kwestii, ona nigdy nie pomoże wampirowi. Spełnia tylko swój obowiązek i nic poza tym. Czeka tylko kiedy zapragnę spojrzeć na Słońce. Myślałem, że po tym co zrobiłem dla Isabel ona odwdzięczy się przysługą.
- To ja powiedziałem, że jest wolna, nie odbiera tego jako przysługi z twojej strony.
We Franciszku zagotowała się krew.
- Uważasz, że wystarczy być miłym, a zrobi to czego żądam?
- Nie. Uważam, że zrobi to, co uzna za stosowne.
- Ale jak ja mam teraz żyć wśród ludzi bez...
- Weź mój amulet- przerwał mu Polikarp.- Mi już nie będzie potrzebny. Świat się na mnie zamknął, nie mam po co wychodzić, nie mam do kogo. Popełniłem wielki błąd, ale to było silniejsze ode mnie. Chciałem pomóc, a zabiłem. Jestem mordercą i nie zasługuję na życie wśród ludzi- mówił zamyślony, ściągając wisior z szyi.
- Dzięki. Mi się przyda.- Franciszek przerwał monolog brata i zabrał naszyjnik z jego dłoni.
- Zaczekaj!- krzyknął Dawid, gdy brat wziął amulet i wychodził.
Franciszek obrócił się i uniósł brwi w geście zapytania.
- Uważaj na Anię.
- A co? Zabije mnie?- prychnął
- Uważaj na nią, nie na siebie. Może tobie zaufa bardziej niż mi. Nie pozwól, żeby stała się jej krzywda.
- Nie wiedziałem, że muszę się za niego odwdzięczyć. Nie jestem żadną niańką, ale jeśli chodzi o nią to mogę zerkać od czasu do czasu co się dzieje. Zapiszę się do jej klasy- mruknął i wyszedł na zewnątrz, po kilkudziesięciu latach przywitać się ze słońcem.
Gdy wyszedł z rozczarowaniem zauważył, że zapada zmrok. Będzie musiał czekać do jutra.
To była wyjątkowo jasna noc, wzrok Franciszka przez kilka godzin skierowany był na wschód. Na jego szyi dumnie wisiał amulet podarowany przez brata.
Dawid stał przed oknem w swoim pokoju, wiedział, że za kilkadziesiąt minut będzie skazany na areszt domowy. Sam był sobie winien, nie mógł cofnąć czasu. Spojrzał na Franka. Nie wiedział czego może się po nim spodziewać, ale miał nadzieję, że życie w świetle dnia zbliży go do człowieczeństwa, do tego, czego jemu się nie udało.
Anka nie mogła spać. Księżyc tak mocno oświetlał jej pokój, a w głowie kłębiły się myśli o Antonim. Wstała z łóżka najciszej jak potrafiła poruszała się w kierunku pokoju siostry. Przemieszczając się na palcach doszła tam i stanęła obok leżącej Oliwii. Uspokoiła się trochę, gdy zobaczyła, że jej klatka piersiowa podnosi się i opada w wolnym tempie, oddychała. Na krześle Oliwia miała już przygotowane ubrania do szkoły. Anka powoli wróciła do swojej sypialni. Wyszła na balkon. Trzęsąc się z zimna usiadła na podłodze i zaczęła cicho płakać. Pierwsze promienie słońca nasiliły ból. Czuła, ze zaczyna się dziać coś o wiele gorszego niż do tej pory.
Franciszek znudzony siedział na schodach przed dworkiem, wschodzące słońce nagle skupiło jego uwagę. Wstał automatycznie i przyglądał jak zaczyna się pierwszy od niepamiętnych czasów dzień. W tym momencie przestał być tylko dzieckiem nocy. Mógł prowadzić podwójne życie, za dnia udając zwyczajnego człowieka, wtapiając się w normalność.
Przejęta Isabel wstała o świcie. Była przepełniona radością. Zaczynała prawdziwe, zwyczajne życie. Ubrała się i zeszła na parter. Przez szybę spostrzegła Franciszka, jak zahipnotyzowany wpatrywał się w słońce. Poczuła lekki niepokój. Wiedziała, czego może się po nim spodziewać, choć bardzo zmienił się od jej ucieczki. Był pod wpływem brata. "Jego brat jest inny niż pozostałe wampiry"- pomyślała. "Może dzięki pozorom normalnego życia zachował w sobie część człowieczeństwa".
Oliwka stała w drzwiach pokoju Ani.
- Jak się czujesz przed pierwszym dniem nauki?- zapytała szatynka.
- Dobrze, ale jestem trochę zawiedziona tym liceum. Spodziewałam się jakichś lepszych towarów, a u mnie w klasie nie ma na kim oka zawiesić. U Ciebie jest Robert, ale jakoś nie najlepiej mi się kojarzy.
- A co z Antonim? Chcesz się z nim rozstać?- dopytała zdziwiona i jednocześnie pełna obaw.
- Nie. Antek to chłopak moich marzeń, moich snów...
- Chyba koszmarów- dopowiedziała szeptem Ania. Na szczęście siostra niczego nie usłyszała, nie trzeba było się tłumaczyć.
Dziewczyny szybko zabrały potrzebne rzeczy i poszły razem do szkoły.
Anka weszła do klasy, w której była już większość osób. Nie patrząc na nich usiadła na swoim miejscu, obok Wiktorii.
- Mamy nowego- powiedziała Wiki.- Ejjj, słyszysz?!- dodała po chwili, Ania nie reagowała przez jakiś czas.
- Tak, słyszę.- Nie obchodziło jej to czy ma nową osobę w klasie. Miała dużo ważniejsze sprawy do przemyślenia.
Nauczycielka weszła do sali i zaczęła czytać listę obecności. W momencie, gdy czytała "Franciszek Ferenc" Wiki szturchnęła ją w ramię.
- To on, no popatrz! Tam siedzi, po twojej prawej.- Wiki była tym widocznie podekscytowana. W końcu Ania dla odzyskania spokoju zerknęła za prawe ramię. Zszokował i zdenerwował ją widok Franciszka, brata Dawida. Siedział pewnie i patrzył jej prosto w oczy. Nawet nie drgnął.
"Nie, tego już za wiele"- pomyślała.
- Ej- szepnęła Wiki, ponownie szturchając przyjaciółkę w ramię.
- Co znowu?!- zapytała.
Nauczycielka patrzyła na nią zza swoich grubych szkieł.
- Lista obecności Mrozowska. Pierwsze zajęcia po wakacjach, a ty masz problemy z koncentracją? Rozumiem, że zainteresował cię nowy kolega, ale będziecie mieli przerwę, żeby się poznać.
- Tak, na pewno porozmawiamy na przerwie, przepraszam.
Przez pozostałą część lekcji w ogóle nie potrafiła skupić uwagi na matematyce. Wiedziała też, że co jakiś czas Wiki jej coś podszeptuje, ale to ignorowała. Ciągle czuła na sobie wzrok wampira i wyczekiwała aż usłyszy dzwonek. W końcu się doczekała. Zabrała torbę i wyszła z sali, czekała na Franciszka. Wreszcie wyszedł spokojny, opanowany, zadowolony.
- Chciałaś ze mną rozmawiać?- zapytał.
- Tak. Czego ode mnie chcecie? Czemu Dawid mnie szpieguje? Dlaczego nasłał ciebie, żebyś mnie śledził? Co robisz w mojej szkole i...
- Spokojnie, po kolei. Niczego od ciebie nie chcę. Dawid, jak o nim mówisz, nie ma z trym nic wspólnego. Sam chciałem zacząć żyć na nowo, a to jedyna szkoła w okolicy. Wystarczy?!
Prychnęła z niezadowoleniem i ruszyła przed siebie krzyżując ręce. Nie uszła nawet metra, kiedy dopadła ją siostra.
- Słyszałam, że macie nowego chłopaka w klasie, prawda?
- Tak, tam stoi- wskazała Franciszka, który był już na drugim końcu korytarza.
Oliwka popatrzyła na niego. Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głowy.
- Eeee... Nie dość, że brzydki to jeszcze rudy- wyszeptała siostrze do ucha.
- Głupia blondynka!- wykrzyczał wampir.
Anka obróciła się w jego stronę. Czy naprawdę chciał się zdemaskować?
Oliwka głośno przełknęła ślinę. Było jej głupio, ale jednocześnie miała nadzieję, że nieznajomy nie mówi o niej. Uśmiechnęła się do niego z niechęcią i wróciła do rozmowy z siostrą.
- A u mnie jest jeszcze jedna osoba, której nie było wczoraj. Niestety dziewczyna.
Anka była przekonana, że chodzi o Karolinę, dla pewności zapytała.
- Kto to? Jaka dziewczyna?
- Jakaś taka dziwaczka. Ubiera się dziwnie i w ogóle to jest taka latynoska, więc zwraca uwagę. Izabela czy jakoś tak.
- Isabel?- spytała.
- O to to. A ty skąd wiesz?
- Poznałam ją podczas wakacji. Bardzo sympatyczna dziewczyna. Nie oceniaj ludzi po pozorach i wyglądzie.
- Dobra, dobra. Idę na lekcje, bo zaraz się spóźnię. Hej- Oliwka obróciła się na pięcie i poszła.
Ania zobaczyła Monikę rozmawiającą z Robertem. No tak, o niej jeszcze zapomniała. Niespodziewanie Monika podeszła do niej i z zatroskaną miną powiedziała:
- Musimy porozmawiać po zajęciach.
Anka zgodziła się, bo nie miała nic do stracenia, a Monika stała się od wczoraj dla niej największą zagadką.
Jakoś przetrwała wszystkie lekcje. Wzięła torbę i wyszła z klasy, Monika szła za nią.
- O co chodzi?- zapytała Anka.
- O ciebie, o mnie, o otoczenie. Najlepiej będzie jeśli porozmawiamy w mniej zatłoczonym miejscu. Chodźmy do mnie.
Anka zmarszczyła brwi.
- Chodź, bo autobus nam ucieknie- ponaglała brunetka.
Dziewczyna niepewnym krokiem ruszyła za nią. Kilkanaście minut później już przez szybę obserwowała znienawidzone miejsca. Ten okropny las, droga, na której spotkała Dawida, jezioro, o którym chciała zapomnieć. Monika nerwowo szukała kluczy do mieszkania. Po chwili były na przystanku niedaleko jej domu. Weszły do pokoju dziewczyny. Był ciepły, dobrze oświetlony i pełen obrazów, które Monika sama malowała. Ale Anka nie przyszła po to, żeby oglądać obrazy.
- Zmieniłaś się- powiedziała w końcu z niepokojem.- Czy teraz możesz mi wszystko wyjaśnić?- dodała po chwili ciszy.
- Lepiej usiądź.
Anka usiadła na skrzyni obok łóżka.
- Nie tutaj- odparła Monika.- Muszę coś stąd wyjąć.
Skrzynia otworzyła się z piskiem. Anka zajrzała do niej. Skrzynia była pełna drewnianych kołków różnej długości. Brunetka wyjęła jeden.
- Weź go- poleciła.
- Ale...- zaczęła Anka- Skąd ty...
- Wakacje dużo zmieniły w moim życiu. Poznałam swoje prawdziwe przeznaczenie.
- O czym ty mówisz?
- Jestem łowcą wampirów i moim obowiązkiem jest ratowanie ludzi przed tymi bestiami.
Anka chwyciła kołek, był bardzo ostro zakończony.
- Po co mi go dajesz?
- Żebyś mogła się bronić, żebyś mogła atakować.
- Co ja? W jaki sposób?- Anka była w szoku.
- Musisz wycelować prosto w serce. Z całej siły pchnąć kołek zanim wampir zdąży zareagować. Wiem, ze jesteś w niebezpieczeństwie. Ktoś zabił twojego ojca i dobrze wiesz kto. Najlepiej, jeśli ty go przebijesz. Tobie wyrządził najwięcej krzywd. Bawił się tobą i twoimi emocjami.
Bardzo długo mnie nie było, może jakimś cudem ktoś tu zajrzy. Jeśli tak- proszę o komentarz :)
- Co się stało?- zapytał go brat.
- Co się stało?! Pozwoliłem czarownicy iść do szkoły i nie zażądałem niczego w zamian. A kiedy powiedziałem, żeby zrobiła mi amulet nie zgodziła się. Dlaczego jeszcze jej nie zabiłem?! Ciągle mam nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie. Na Abigail nie mam co liczyć w tej kwestii, ona nigdy nie pomoże wampirowi. Spełnia tylko swój obowiązek i nic poza tym. Czeka tylko kiedy zapragnę spojrzeć na Słońce. Myślałem, że po tym co zrobiłem dla Isabel ona odwdzięczy się przysługą.
- To ja powiedziałem, że jest wolna, nie odbiera tego jako przysługi z twojej strony.
We Franciszku zagotowała się krew.
- Uważasz, że wystarczy być miłym, a zrobi to czego żądam?
- Nie. Uważam, że zrobi to, co uzna za stosowne.
- Ale jak ja mam teraz żyć wśród ludzi bez...
- Weź mój amulet- przerwał mu Polikarp.- Mi już nie będzie potrzebny. Świat się na mnie zamknął, nie mam po co wychodzić, nie mam do kogo. Popełniłem wielki błąd, ale to było silniejsze ode mnie. Chciałem pomóc, a zabiłem. Jestem mordercą i nie zasługuję na życie wśród ludzi- mówił zamyślony, ściągając wisior z szyi.
- Dzięki. Mi się przyda.- Franciszek przerwał monolog brata i zabrał naszyjnik z jego dłoni.
- Zaczekaj!- krzyknął Dawid, gdy brat wziął amulet i wychodził.
Franciszek obrócił się i uniósł brwi w geście zapytania.
- Uważaj na Anię.
- A co? Zabije mnie?- prychnął
- Uważaj na nią, nie na siebie. Może tobie zaufa bardziej niż mi. Nie pozwól, żeby stała się jej krzywda.
- Nie wiedziałem, że muszę się za niego odwdzięczyć. Nie jestem żadną niańką, ale jeśli chodzi o nią to mogę zerkać od czasu do czasu co się dzieje. Zapiszę się do jej klasy- mruknął i wyszedł na zewnątrz, po kilkudziesięciu latach przywitać się ze słońcem.
Gdy wyszedł z rozczarowaniem zauważył, że zapada zmrok. Będzie musiał czekać do jutra.
To była wyjątkowo jasna noc, wzrok Franciszka przez kilka godzin skierowany był na wschód. Na jego szyi dumnie wisiał amulet podarowany przez brata.
Dawid stał przed oknem w swoim pokoju, wiedział, że za kilkadziesiąt minut będzie skazany na areszt domowy. Sam był sobie winien, nie mógł cofnąć czasu. Spojrzał na Franka. Nie wiedział czego może się po nim spodziewać, ale miał nadzieję, że życie w świetle dnia zbliży go do człowieczeństwa, do tego, czego jemu się nie udało.
Anka nie mogła spać. Księżyc tak mocno oświetlał jej pokój, a w głowie kłębiły się myśli o Antonim. Wstała z łóżka najciszej jak potrafiła poruszała się w kierunku pokoju siostry. Przemieszczając się na palcach doszła tam i stanęła obok leżącej Oliwii. Uspokoiła się trochę, gdy zobaczyła, że jej klatka piersiowa podnosi się i opada w wolnym tempie, oddychała. Na krześle Oliwia miała już przygotowane ubrania do szkoły. Anka powoli wróciła do swojej sypialni. Wyszła na balkon. Trzęsąc się z zimna usiadła na podłodze i zaczęła cicho płakać. Pierwsze promienie słońca nasiliły ból. Czuła, ze zaczyna się dziać coś o wiele gorszego niż do tej pory.
Franciszek znudzony siedział na schodach przed dworkiem, wschodzące słońce nagle skupiło jego uwagę. Wstał automatycznie i przyglądał jak zaczyna się pierwszy od niepamiętnych czasów dzień. W tym momencie przestał być tylko dzieckiem nocy. Mógł prowadzić podwójne życie, za dnia udając zwyczajnego człowieka, wtapiając się w normalność.
Przejęta Isabel wstała o świcie. Była przepełniona radością. Zaczynała prawdziwe, zwyczajne życie. Ubrała się i zeszła na parter. Przez szybę spostrzegła Franciszka, jak zahipnotyzowany wpatrywał się w słońce. Poczuła lekki niepokój. Wiedziała, czego może się po nim spodziewać, choć bardzo zmienił się od jej ucieczki. Był pod wpływem brata. "Jego brat jest inny niż pozostałe wampiry"- pomyślała. "Może dzięki pozorom normalnego życia zachował w sobie część człowieczeństwa".
Oliwka stała w drzwiach pokoju Ani.
- Jak się czujesz przed pierwszym dniem nauki?- zapytała szatynka.
- Dobrze, ale jestem trochę zawiedziona tym liceum. Spodziewałam się jakichś lepszych towarów, a u mnie w klasie nie ma na kim oka zawiesić. U Ciebie jest Robert, ale jakoś nie najlepiej mi się kojarzy.
- A co z Antonim? Chcesz się z nim rozstać?- dopytała zdziwiona i jednocześnie pełna obaw.
- Nie. Antek to chłopak moich marzeń, moich snów...
- Chyba koszmarów- dopowiedziała szeptem Ania. Na szczęście siostra niczego nie usłyszała, nie trzeba było się tłumaczyć.
Dziewczyny szybko zabrały potrzebne rzeczy i poszły razem do szkoły.
Anka weszła do klasy, w której była już większość osób. Nie patrząc na nich usiadła na swoim miejscu, obok Wiktorii.
- Mamy nowego- powiedziała Wiki.- Ejjj, słyszysz?!- dodała po chwili, Ania nie reagowała przez jakiś czas.
- Tak, słyszę.- Nie obchodziło jej to czy ma nową osobę w klasie. Miała dużo ważniejsze sprawy do przemyślenia.
Nauczycielka weszła do sali i zaczęła czytać listę obecności. W momencie, gdy czytała "Franciszek Ferenc" Wiki szturchnęła ją w ramię.
- To on, no popatrz! Tam siedzi, po twojej prawej.- Wiki była tym widocznie podekscytowana. W końcu Ania dla odzyskania spokoju zerknęła za prawe ramię. Zszokował i zdenerwował ją widok Franciszka, brata Dawida. Siedział pewnie i patrzył jej prosto w oczy. Nawet nie drgnął.
"Nie, tego już za wiele"- pomyślała.
- Ej- szepnęła Wiki, ponownie szturchając przyjaciółkę w ramię.
- Co znowu?!- zapytała.
Nauczycielka patrzyła na nią zza swoich grubych szkieł.
- Lista obecności Mrozowska. Pierwsze zajęcia po wakacjach, a ty masz problemy z koncentracją? Rozumiem, że zainteresował cię nowy kolega, ale będziecie mieli przerwę, żeby się poznać.
- Tak, na pewno porozmawiamy na przerwie, przepraszam.
Przez pozostałą część lekcji w ogóle nie potrafiła skupić uwagi na matematyce. Wiedziała też, że co jakiś czas Wiki jej coś podszeptuje, ale to ignorowała. Ciągle czuła na sobie wzrok wampira i wyczekiwała aż usłyszy dzwonek. W końcu się doczekała. Zabrała torbę i wyszła z sali, czekała na Franciszka. Wreszcie wyszedł spokojny, opanowany, zadowolony.
- Chciałaś ze mną rozmawiać?- zapytał.
- Tak. Czego ode mnie chcecie? Czemu Dawid mnie szpieguje? Dlaczego nasłał ciebie, żebyś mnie śledził? Co robisz w mojej szkole i...
- Spokojnie, po kolei. Niczego od ciebie nie chcę. Dawid, jak o nim mówisz, nie ma z trym nic wspólnego. Sam chciałem zacząć żyć na nowo, a to jedyna szkoła w okolicy. Wystarczy?!
Prychnęła z niezadowoleniem i ruszyła przed siebie krzyżując ręce. Nie uszła nawet metra, kiedy dopadła ją siostra.
- Słyszałam, że macie nowego chłopaka w klasie, prawda?
- Tak, tam stoi- wskazała Franciszka, który był już na drugim końcu korytarza.
Oliwka popatrzyła na niego. Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głowy.
- Eeee... Nie dość, że brzydki to jeszcze rudy- wyszeptała siostrze do ucha.
- Głupia blondynka!- wykrzyczał wampir.
Anka obróciła się w jego stronę. Czy naprawdę chciał się zdemaskować?
Oliwka głośno przełknęła ślinę. Było jej głupio, ale jednocześnie miała nadzieję, że nieznajomy nie mówi o niej. Uśmiechnęła się do niego z niechęcią i wróciła do rozmowy z siostrą.
- A u mnie jest jeszcze jedna osoba, której nie było wczoraj. Niestety dziewczyna.
Anka była przekonana, że chodzi o Karolinę, dla pewności zapytała.
- Kto to? Jaka dziewczyna?
- Jakaś taka dziwaczka. Ubiera się dziwnie i w ogóle to jest taka latynoska, więc zwraca uwagę. Izabela czy jakoś tak.
- Isabel?- spytała.
- O to to. A ty skąd wiesz?
- Poznałam ją podczas wakacji. Bardzo sympatyczna dziewczyna. Nie oceniaj ludzi po pozorach i wyglądzie.
- Dobra, dobra. Idę na lekcje, bo zaraz się spóźnię. Hej- Oliwka obróciła się na pięcie i poszła.
Ania zobaczyła Monikę rozmawiającą z Robertem. No tak, o niej jeszcze zapomniała. Niespodziewanie Monika podeszła do niej i z zatroskaną miną powiedziała:
- Musimy porozmawiać po zajęciach.
Anka zgodziła się, bo nie miała nic do stracenia, a Monika stała się od wczoraj dla niej największą zagadką.
Jakoś przetrwała wszystkie lekcje. Wzięła torbę i wyszła z klasy, Monika szła za nią.
- O co chodzi?- zapytała Anka.
- O ciebie, o mnie, o otoczenie. Najlepiej będzie jeśli porozmawiamy w mniej zatłoczonym miejscu. Chodźmy do mnie.
Anka zmarszczyła brwi.
- Chodź, bo autobus nam ucieknie- ponaglała brunetka.
Dziewczyna niepewnym krokiem ruszyła za nią. Kilkanaście minut później już przez szybę obserwowała znienawidzone miejsca. Ten okropny las, droga, na której spotkała Dawida, jezioro, o którym chciała zapomnieć. Monika nerwowo szukała kluczy do mieszkania. Po chwili były na przystanku niedaleko jej domu. Weszły do pokoju dziewczyny. Był ciepły, dobrze oświetlony i pełen obrazów, które Monika sama malowała. Ale Anka nie przyszła po to, żeby oglądać obrazy.
- Zmieniłaś się- powiedziała w końcu z niepokojem.- Czy teraz możesz mi wszystko wyjaśnić?- dodała po chwili ciszy.
- Lepiej usiądź.
Anka usiadła na skrzyni obok łóżka.
- Nie tutaj- odparła Monika.- Muszę coś stąd wyjąć.
Skrzynia otworzyła się z piskiem. Anka zajrzała do niej. Skrzynia była pełna drewnianych kołków różnej długości. Brunetka wyjęła jeden.
- Weź go- poleciła.
- Ale...- zaczęła Anka- Skąd ty...
- Wakacje dużo zmieniły w moim życiu. Poznałam swoje prawdziwe przeznaczenie.
- O czym ty mówisz?
- Jestem łowcą wampirów i moim obowiązkiem jest ratowanie ludzi przed tymi bestiami.
Anka chwyciła kołek, był bardzo ostro zakończony.
- Po co mi go dajesz?
- Żebyś mogła się bronić, żebyś mogła atakować.
- Co ja? W jaki sposób?- Anka była w szoku.
- Musisz wycelować prosto w serce. Z całej siły pchnąć kołek zanim wampir zdąży zareagować. Wiem, ze jesteś w niebezpieczeństwie. Ktoś zabił twojego ojca i dobrze wiesz kto. Najlepiej, jeśli ty go przebijesz. Tobie wyrządził najwięcej krzywd. Bawił się tobą i twoimi emocjami.
Bardzo długo mnie nie było, może jakimś cudem ktoś tu zajrzy. Jeśli tak- proszę o komentarz :)
sobota, 15 lutego 2014
30. Powrót do normalności?
Oliwka smutno westchnęła stojąc przed lustrem i poprawiając fryzurę. Wpinała we włosy wsuwki, które podtrzymywały jej koka.
- Idziesz?- zapytała zniecierpliwiona Ania, opierając się o ścianę w pokoju siostry, nerwowo zerkając na zegarek. - Przez ciebie się spóźnimy.
- Muszę się jakoś prezentować przed nowymi znajomymi, nie chcę wyjść na dziewczynę, która o siebie nie dba.
Ania przyjrzała się siostrze: była idealna. Czarne, obcisłe spodnie, podkreślające jej smukłe nogi i dopasowana, biała koszula spięta w talii paskiem.
- Popatrz w lustro. Na pewno na taką nie wyjdziesz. Poza tym rozpoczęcie roku szkolnego to nie wybory miss.
- Ale nie zaszkodzi dobrze wyglądać. Poza tym zaraz po inauguracji jestem umówiona z Antkiem- uśmiechnęła się do swojego odbicia.
Szatynka nie miała zamiaru protestować i naprowadzać Oliwki na dobrą drogę. Od niedawna upewniała się w przekonaniu, że z dwojga wampirów to Dawid jest tym złym, który wykorzystuje ludzką naiwność. Właściwie nie mogła niczego zarzucić chłopakowi siostry. Wszystkie złe rzeczy, które uczynił były wykonywane na rozkaz Karoliny, a zainicjował je ktoś, kto wydawał się być przyjacielem.
- Możemy już iść?- wskazała palcem na swój zegarek.
- Już, już- odparła Oliwka, zabierając z łóżka małą, czarna kopertówkę.
Dziewczyny w ostatniej chwili zdążyły ustawić się na szkolnym boisku. Anka zobaczyła swoją klasę. Wszyscy wypoczęci i opaleni szeptali sobie coś do uszu, lecz zamilknęli, gdy zajęła wśród nich miejsce.
- Cześć!- Wiktoria złapała ją za ramię. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Fakt- dodał Igor- trzeba będzie to naprawić. Nie możemy tak porzucić przyjaźni od podstawówki.
Ania uśmiechnęła się do nich. Czuła, że wszystko wraca do normy, jest tak jak wcześniej, jakby nie było wakacji, jakby nigdy nie poznała Dawida, jakby nic się nie wydarzyło. Wiedziała, że za chwilę wszyscy zaczną plotkować.
- Widziałaś Pawła?- zapytała Wiki- jakby wyładniał przez te dwa miesiące.
- Ej!- Igor szturchnął jej ramię. Stanął naprzeciw niej.- To na mnie masz patrzeć.
Brunetka roześmiała się i ucałowała go w policzek.
- Patrzcie na Monikę. Ta dopiero zdziwaczała. Chyba zapisała się do satanistów- przyjaciel szeptał tak, by tylko one to słyszały.
- Co z nią?- dopytała Anka.
- No popatrz tylko. Glany, lateksowe spodnie, wyciągnięty sweter i kupa metalu w uszach. Zgłupiałą przez nadmiar wolnego czasu.
- A Oliwia idzie w twoje ślady? Wybrała tą samą szkołę- wtrąciła Wiki, zmieniając temat.
- Nie miała zbyt dużego wyboru. To jedyne liceum w mieście, poza tym z tego co wiemy jest całkiem dobre- odpowiedziała Ania.
- Aż za dobre. Kolejny rok gnębienia biednych uczniów. Mam nadzieję, że dla nas ostatni. Matura i do widzenia. Wreszcie się stąd wyniesiemy.
- A tak, planujemy z Igorem pójść razem na studia i wynająć mieszkanie.
- Macie jeszcze sporo czasu, a teraz nadchodzi dyrektor, więc pogadamy później. Możemy skoczyć na piwo po rozpoczęciu- zaproponowała Ania.
- Dobra myśl- Monika wtrąciła się do ich rozmowy.- Mogę iść z wami?
- Jasne- odparła Wiki z niechęcią.
Po dwóch godzinach spędzonych w szkole udali się do pobliskiego baru. Wszyscy zamówili piwo. Ania zaczęła je powoli sączyć. Igor przyglądał się jej ze zdziwieniem.
- No nie gap się tak, z tego co mi wiadomo skończyła osiemnaście lat kilka dni temu- powiedziała Monika.
- Nie zrobiliśmy ci przyjęcia- westchnęła Wiktoria, chyba nie chciała się przyznać do tego, że zapomniała o jej urodzinach.
Anka domyślała się co przyjaciółka ma na myśli:
- Sama o nich zapomniałam, miałam sporo spraw na głowie, dużo się działo.
- Co takiego?- zapytał Igor.- Pewnie spotkania z Dawidem.
- Tym Dawidem?- dodała Monika.
- Nie spotykam się z nim, właściwie nie utrzymujemy kontaktu.
Monika nagle wstała.
- Muszę iść do toalety- odparła i odeszła od stolika.
- To teraz możesz mówić. Co się stało?- ciągnęła czarnowłosa.
- Nic się nie stało, ja też muszę na chwilę iść do łazienki. Zaraz wrócę.- Nie chciała rozmawiać z nimi o Polikarpie, z nikim nie chciała o nim rozmawiać. Weszła do łazienki. Stanęła w holu, przy lustrze. Z toalety dobiegały dźwięki rozmowy. Rozpoznała głos Moniki.
- Udało ci się ich skłócić. Nie rozmawiają ze sobą. Wykonałaś plan- nastała chwila ciszy.- Tak, porozmawiamy później. Teraz jestem z nimi w barze. Odezwę się. Cześć.
Anka zdążyła opuścić pomieszczenie, zanim dziewczyna wyszła z kabiny. Szybkim krokiem ruszyła w stronę stolika. Obejrzała się za siebie, upewniając się, że Monika za nią nie idzie.
- Błagam was, nie mówcie jej, że odchodziłam od stolika- powiedziała do przyjaciół.
Popatrzyli na nią zdziwieni.
- Proszę, później wam wyjaśnię- usiadła na swoim miejscu.
- Okej- odrzekli chórem.
Monika chwilę potem pojawiła się wśród nich.
Dawid tępo patrzył przez okno.
- Wchodzę- powiedział Franciszek.
- Poczekaj chwilę- wampir podszedł do okna i zasłonił je grubymi, ciemnymi zasłonami, które nie przepuszczały światła- Już.
Brat wszedł do pokoju.
- Wpadłem na genialny pomysł- powiedział siadając na kanapie- pójdę do szkoły.
- Faktycznie genialny plan- odparł beznamiętnie.- A dokumenty?
- Nie takie rzeczy się załatwiało- machnął ręką.
- Jaką szkołę wybierasz?- zapytał tym samym tonem, bez zainteresowania.
- Tutejsze liceum. Dawno nie chodziłem do szkoły, zawsze to jakaś odmiana.
Dawid wzruszył ramionami.
Isabel przechodziła akurat korytarzem i usłyszała ich rozmowę. Niepewnie podeszła do braci.
- Czy ja też mogłabym się uczyć?
- Ucz się, masz te swoje magiczne książki- powiedział rudowłosy.
- Mam na myśli szkołę- wyjaśniła.
- Nie pytaj go o zdanie, nie może zabraniać ci chodzenia do szkoły.
- Do tej pory mogłem- odpowiedział surowo.
- To człowiek, nie przedmiot, nie jesteś jej właścicielem.
Isabel z podziwem patrzyła na Polikarpa. Kolejny raz stawał po jej stronie.
- Ale ona nigdy nie chodziła do szkoły. Musiałaby zacząć od podstawówki- zaśmiał się.
- Panie, uczę się tak jak moi rówieśnicy. Jestem na tym samym poziomie. mam książki.
- Musiałabyś więc mieć świadectwo ukończenia gimnazjum.
Czarownica zasmuciła się, cicho westchnęła.
- Nie takie rzeczy się załatwiało, prawda?- powiedział Dawid patrząc bratu prosto w twarz.
Franciszek zastanowił się, po chwili wypowiedział jedno słowo:
- Zgoda.
Latynoska zaczęła piszczeć i skakać.
- Dziękuję- była bardzo szczęśliwa. Nie kierowała tych słów do Franciszka, ale do Dawida. Pobiegła pochwalić się mamie.
Anka stała już przed swoim domem. Całą drogę zastanawiała się z kim rozmawiała Monika. Kto chciał skłócić ją z Dawidem i dlaczego? Isabel? Chyba nie byłaby zdolna do oszustwa, po tym jak dziękowała Ani za wstawienie się w jej sprawie. Ale przecież nikt inny nie mógł mieć wpływu na rozmowę z duchem jej ojca. Wyświetlił jej się obraz Dawida wpatrzonego w jej szyję. Nim tym bardziej nikt nie mógł sterować, był zbyt silny, niepodatny na wpływy innych. Dziewczyna rozmyślając powoli wchodziła na górę po schodach. Usłyszała głos Antoniego, był z Oliwką w jej pokoju.
Wampir palcem wskazującym wodził po wewnętrznej stronie dłoni dziewczyny.
- To linia szczęścia- mówił- jest długa i zakrzywiona, to znaczy, że będziesz miała dużo szczęścia- zmyślał.
- A ta?- wskazała krótką. poprzeczną linię.
- Linia życia.
- Taka malutka?
- Może jeszcze się wydłuży, zobaczymy- mówił tak, bo wiedział, że przy drzwiach stoi Anka i wszystkiego słucha- położył palec na linię obok, rysował palcem wykraczając poza dłoń, powoli zbliżał się do łokcia.- A to jest twoja linia śmierci, wyjątkowo długa- dodał głośniej, żeby Ania wszystko dokładnie słyszała- był już przy szyi, wodząc palcem po tętnicy. Przysunął twarz w to miejsce. Zbliżył usta do tętnicy, Oliwka zachichotała.
- Mam łaskotki- powiedziała uśmiechając się niewinnie.
Anka czuła, że musi wkroczyć. Pewnym krokiem weszła do pokoju siostry.
- Cześć Antonii, mogę z tobą porozmawiać?
Zadowolony wstał z łóżka.
- Oczywiście- odpowiedział.
- Chodźmy do mnie- zaprowadziła chłopaka do pokoju naprzeciwko. Zamknęła drzwi.
- Zostaw ją!
- Hmm... Czy ja muszę słuchać twoich poleceń?- zastanawiał się.- Nie- dodał z uśmiechem.
- Zostaw ją w spokoju- powtórzyła cedząc słowa przez zęby.
Antonii przyłożył jej palec do ust, uciszając ją.
- Nie możesz ciągle jej pilnować. Będę jej chłopakiem, a ty będziesz siedziała cicho, albo nie będę jej chłopakiem, ale ty też nie będziesz miała siostry. Kto wie, może i matki?!
Anka milczała wzburzona. Łzy zbierały jej się w oczach, nie mogła nic zrobić, była bezsilna.
- Umowa stoi?- czekał na jej odpowiedź.
Ania tylko kiwnęła głową.
- Bądź cicho to wszyscy będą szczęśliwi.
- Chyba tylko ty- odpowiedziała cicho.
- Coś mówiłaś?
- Tak- powiedziała spokojnie, ręce krzyżując na klatce piersiowej.
- Ooo... Ty też masz linię śmierci- powiedział patrząc na jej szyję.- Zadziorna jesteś i bardzo pewna siebie.- Położył dłoń na jej policzku, natychmiast ją odepchnęła.
- Nic innego mi nie pozostało.
- Zaczynasz mi się podobać, lubię twarde dziewczyny.
- To co robisz z Oliwią?
- Jest ładna- uśmiechnął się mrużąc oczy- i głupiutka, więc nie muszę się jej obawiać.- Wyszedł, a Anka czuła, że nikt nie może jej pomóc w walce z wampirami. Mogła liczyć tylko na siebie, a sama nie była wystarczająco silna.
I jak? Czekam na komentarze, proszę, jeśli już zadajecie sobie trud, żeby czytać, to napiszcie parę słów:)
- Idziesz?- zapytała zniecierpliwiona Ania, opierając się o ścianę w pokoju siostry, nerwowo zerkając na zegarek. - Przez ciebie się spóźnimy.
- Muszę się jakoś prezentować przed nowymi znajomymi, nie chcę wyjść na dziewczynę, która o siebie nie dba.
Ania przyjrzała się siostrze: była idealna. Czarne, obcisłe spodnie, podkreślające jej smukłe nogi i dopasowana, biała koszula spięta w talii paskiem.
- Popatrz w lustro. Na pewno na taką nie wyjdziesz. Poza tym rozpoczęcie roku szkolnego to nie wybory miss.
- Ale nie zaszkodzi dobrze wyglądać. Poza tym zaraz po inauguracji jestem umówiona z Antkiem- uśmiechnęła się do swojego odbicia.
Szatynka nie miała zamiaru protestować i naprowadzać Oliwki na dobrą drogę. Od niedawna upewniała się w przekonaniu, że z dwojga wampirów to Dawid jest tym złym, który wykorzystuje ludzką naiwność. Właściwie nie mogła niczego zarzucić chłopakowi siostry. Wszystkie złe rzeczy, które uczynił były wykonywane na rozkaz Karoliny, a zainicjował je ktoś, kto wydawał się być przyjacielem.
- Możemy już iść?- wskazała palcem na swój zegarek.
- Już, już- odparła Oliwka, zabierając z łóżka małą, czarna kopertówkę.
Dziewczyny w ostatniej chwili zdążyły ustawić się na szkolnym boisku. Anka zobaczyła swoją klasę. Wszyscy wypoczęci i opaleni szeptali sobie coś do uszu, lecz zamilknęli, gdy zajęła wśród nich miejsce.
- Cześć!- Wiktoria złapała ją za ramię. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Fakt- dodał Igor- trzeba będzie to naprawić. Nie możemy tak porzucić przyjaźni od podstawówki.
Ania uśmiechnęła się do nich. Czuła, że wszystko wraca do normy, jest tak jak wcześniej, jakby nie było wakacji, jakby nigdy nie poznała Dawida, jakby nic się nie wydarzyło. Wiedziała, że za chwilę wszyscy zaczną plotkować.
- Widziałaś Pawła?- zapytała Wiki- jakby wyładniał przez te dwa miesiące.
- Ej!- Igor szturchnął jej ramię. Stanął naprzeciw niej.- To na mnie masz patrzeć.
Brunetka roześmiała się i ucałowała go w policzek.
- Patrzcie na Monikę. Ta dopiero zdziwaczała. Chyba zapisała się do satanistów- przyjaciel szeptał tak, by tylko one to słyszały.
- Co z nią?- dopytała Anka.
- No popatrz tylko. Glany, lateksowe spodnie, wyciągnięty sweter i kupa metalu w uszach. Zgłupiałą przez nadmiar wolnego czasu.
- A Oliwia idzie w twoje ślady? Wybrała tą samą szkołę- wtrąciła Wiki, zmieniając temat.
- Nie miała zbyt dużego wyboru. To jedyne liceum w mieście, poza tym z tego co wiemy jest całkiem dobre- odpowiedziała Ania.
- Aż za dobre. Kolejny rok gnębienia biednych uczniów. Mam nadzieję, że dla nas ostatni. Matura i do widzenia. Wreszcie się stąd wyniesiemy.
- A tak, planujemy z Igorem pójść razem na studia i wynająć mieszkanie.
- Macie jeszcze sporo czasu, a teraz nadchodzi dyrektor, więc pogadamy później. Możemy skoczyć na piwo po rozpoczęciu- zaproponowała Ania.
- Dobra myśl- Monika wtrąciła się do ich rozmowy.- Mogę iść z wami?
- Jasne- odparła Wiki z niechęcią.
Po dwóch godzinach spędzonych w szkole udali się do pobliskiego baru. Wszyscy zamówili piwo. Ania zaczęła je powoli sączyć. Igor przyglądał się jej ze zdziwieniem.
- No nie gap się tak, z tego co mi wiadomo skończyła osiemnaście lat kilka dni temu- powiedziała Monika.
- Nie zrobiliśmy ci przyjęcia- westchnęła Wiktoria, chyba nie chciała się przyznać do tego, że zapomniała o jej urodzinach.
Anka domyślała się co przyjaciółka ma na myśli:
- Sama o nich zapomniałam, miałam sporo spraw na głowie, dużo się działo.
- Co takiego?- zapytał Igor.- Pewnie spotkania z Dawidem.
- Tym Dawidem?- dodała Monika.
- Nie spotykam się z nim, właściwie nie utrzymujemy kontaktu.
Monika nagle wstała.
- Muszę iść do toalety- odparła i odeszła od stolika.
- To teraz możesz mówić. Co się stało?- ciągnęła czarnowłosa.
- Nic się nie stało, ja też muszę na chwilę iść do łazienki. Zaraz wrócę.- Nie chciała rozmawiać z nimi o Polikarpie, z nikim nie chciała o nim rozmawiać. Weszła do łazienki. Stanęła w holu, przy lustrze. Z toalety dobiegały dźwięki rozmowy. Rozpoznała głos Moniki.
- Udało ci się ich skłócić. Nie rozmawiają ze sobą. Wykonałaś plan- nastała chwila ciszy.- Tak, porozmawiamy później. Teraz jestem z nimi w barze. Odezwę się. Cześć.
Anka zdążyła opuścić pomieszczenie, zanim dziewczyna wyszła z kabiny. Szybkim krokiem ruszyła w stronę stolika. Obejrzała się za siebie, upewniając się, że Monika za nią nie idzie.
- Błagam was, nie mówcie jej, że odchodziłam od stolika- powiedziała do przyjaciół.
Popatrzyli na nią zdziwieni.
- Proszę, później wam wyjaśnię- usiadła na swoim miejscu.
- Okej- odrzekli chórem.
Monika chwilę potem pojawiła się wśród nich.
Dawid tępo patrzył przez okno.
- Wchodzę- powiedział Franciszek.
- Poczekaj chwilę- wampir podszedł do okna i zasłonił je grubymi, ciemnymi zasłonami, które nie przepuszczały światła- Już.
Brat wszedł do pokoju.
- Wpadłem na genialny pomysł- powiedział siadając na kanapie- pójdę do szkoły.
- Faktycznie genialny plan- odparł beznamiętnie.- A dokumenty?
- Nie takie rzeczy się załatwiało- machnął ręką.
- Jaką szkołę wybierasz?- zapytał tym samym tonem, bez zainteresowania.
- Tutejsze liceum. Dawno nie chodziłem do szkoły, zawsze to jakaś odmiana.
Dawid wzruszył ramionami.
Isabel przechodziła akurat korytarzem i usłyszała ich rozmowę. Niepewnie podeszła do braci.
- Czy ja też mogłabym się uczyć?
- Ucz się, masz te swoje magiczne książki- powiedział rudowłosy.
- Mam na myśli szkołę- wyjaśniła.
- Nie pytaj go o zdanie, nie może zabraniać ci chodzenia do szkoły.
- Do tej pory mogłem- odpowiedział surowo.
- To człowiek, nie przedmiot, nie jesteś jej właścicielem.
Isabel z podziwem patrzyła na Polikarpa. Kolejny raz stawał po jej stronie.
- Ale ona nigdy nie chodziła do szkoły. Musiałaby zacząć od podstawówki- zaśmiał się.
- Panie, uczę się tak jak moi rówieśnicy. Jestem na tym samym poziomie. mam książki.
- Musiałabyś więc mieć świadectwo ukończenia gimnazjum.
Czarownica zasmuciła się, cicho westchnęła.
- Nie takie rzeczy się załatwiało, prawda?- powiedział Dawid patrząc bratu prosto w twarz.
Franciszek zastanowił się, po chwili wypowiedział jedno słowo:
- Zgoda.
Latynoska zaczęła piszczeć i skakać.
- Dziękuję- była bardzo szczęśliwa. Nie kierowała tych słów do Franciszka, ale do Dawida. Pobiegła pochwalić się mamie.
Anka stała już przed swoim domem. Całą drogę zastanawiała się z kim rozmawiała Monika. Kto chciał skłócić ją z Dawidem i dlaczego? Isabel? Chyba nie byłaby zdolna do oszustwa, po tym jak dziękowała Ani za wstawienie się w jej sprawie. Ale przecież nikt inny nie mógł mieć wpływu na rozmowę z duchem jej ojca. Wyświetlił jej się obraz Dawida wpatrzonego w jej szyję. Nim tym bardziej nikt nie mógł sterować, był zbyt silny, niepodatny na wpływy innych. Dziewczyna rozmyślając powoli wchodziła na górę po schodach. Usłyszała głos Antoniego, był z Oliwką w jej pokoju.
Wampir palcem wskazującym wodził po wewnętrznej stronie dłoni dziewczyny.
- To linia szczęścia- mówił- jest długa i zakrzywiona, to znaczy, że będziesz miała dużo szczęścia- zmyślał.
- A ta?- wskazała krótką. poprzeczną linię.
- Linia życia.
- Taka malutka?
- Może jeszcze się wydłuży, zobaczymy- mówił tak, bo wiedział, że przy drzwiach stoi Anka i wszystkiego słucha- położył palec na linię obok, rysował palcem wykraczając poza dłoń, powoli zbliżał się do łokcia.- A to jest twoja linia śmierci, wyjątkowo długa- dodał głośniej, żeby Ania wszystko dokładnie słyszała- był już przy szyi, wodząc palcem po tętnicy. Przysunął twarz w to miejsce. Zbliżył usta do tętnicy, Oliwka zachichotała.
- Mam łaskotki- powiedziała uśmiechając się niewinnie.
Anka czuła, że musi wkroczyć. Pewnym krokiem weszła do pokoju siostry.
- Cześć Antonii, mogę z tobą porozmawiać?
Zadowolony wstał z łóżka.
- Oczywiście- odpowiedział.
- Chodźmy do mnie- zaprowadziła chłopaka do pokoju naprzeciwko. Zamknęła drzwi.
- Zostaw ją!
- Hmm... Czy ja muszę słuchać twoich poleceń?- zastanawiał się.- Nie- dodał z uśmiechem.
- Zostaw ją w spokoju- powtórzyła cedząc słowa przez zęby.
Antonii przyłożył jej palec do ust, uciszając ją.
- Nie możesz ciągle jej pilnować. Będę jej chłopakiem, a ty będziesz siedziała cicho, albo nie będę jej chłopakiem, ale ty też nie będziesz miała siostry. Kto wie, może i matki?!
Anka milczała wzburzona. Łzy zbierały jej się w oczach, nie mogła nic zrobić, była bezsilna.
- Umowa stoi?- czekał na jej odpowiedź.
Ania tylko kiwnęła głową.
- Bądź cicho to wszyscy będą szczęśliwi.
- Chyba tylko ty- odpowiedziała cicho.
- Coś mówiłaś?
- Tak- powiedziała spokojnie, ręce krzyżując na klatce piersiowej.
- Ooo... Ty też masz linię śmierci- powiedział patrząc na jej szyję.- Zadziorna jesteś i bardzo pewna siebie.- Położył dłoń na jej policzku, natychmiast ją odepchnęła.
- Nic innego mi nie pozostało.
- Zaczynasz mi się podobać, lubię twarde dziewczyny.
- To co robisz z Oliwią?
- Jest ładna- uśmiechnął się mrużąc oczy- i głupiutka, więc nie muszę się jej obawiać.- Wyszedł, a Anka czuła, że nikt nie może jej pomóc w walce z wampirami. Mogła liczyć tylko na siebie, a sama nie była wystarczająco silna.
I jak? Czekam na komentarze, proszę, jeśli już zadajecie sobie trud, żeby czytać, to napiszcie parę słów:)
piątek, 7 lutego 2014
29. Rozmowa z duchem
- Kogo podejrzewasz?- zapytała.
Anka westchnęła.
- Antoniego i Karolinę- powiedziała bez namysłu.
Czarownica w górnej części planszy ułożyła ich imiona po prawej i lewej stronie.
- Nie będziemy musiały przywoływać twojego taty, skoro tu jest. Zaczniemy od razu od pytań. - Chwyciła grubą, białą świecę w obie ręce.
Dziewczyna usiadła obok i obserwowała planszę.
- Kto cię zabił- zapytała Isabel.
Płomień świecy wydłużył się. Wskazówka wskazująca dół planszy drgnęła. Ruszyła ku górze. W Ance rosło napięcie. Niespodziewanie wskazówka minęła słowo Antonii i zatrzymała się na środku, pomiędzy dwoma imionami.
- Zrobili to razem- wypowiedziała z żalem córka zmarłego.
- Nie- czarownica pokiwała przecząco głową.- To oznacza, że żadne z nich tego nie zrobiło- wytłumaczyła.
- To przecież niemożliwe. Musiało to zrobić któreś z nich.
- A jednak nie. Masz jeszcze jakichś podejrzanych?
Dziewczynie wyświetlił się obraz Dawida tulącego ją w szpitalu po śmierci taty. Zaczęła się bać. Nie wiedziała w co ma wierzyć.
- Nie- pośpieszyła z odpowiedzią- nikogo innego nie podejrzewam.
Isabel wzięła oddech, by zgasić świecę, a Ania chciała wstać i opuścić pokój.
- Zaczekaj- zatrzymała ją czarownica.- Mam jeszcze jeden pomysł. Ułożę pytanie pomocnicze.- jednym ruchem ręki zgarnęła litery składające się w imiona Karoliny i Antoniego, a w ich miejscu ułożyła słowa "wampir" i "człowiek" nie wypuszczając przy tym świecy z lewej ręki. Następnie znów chwyciła ją w obie dłonie. Powtórzyła to samo pytanie. Płomień powtórnie się wydłużył. Chwiejąca się wskazówka tym razem wskazała konkret. Była skierowana na słowo "wampir".
Ance rozszerzyły się źrenice i serce zaczęło szybciej bić. Odwróciła na chwilę twarz, by upewnić się czy to co widziała było prawdą. Teraz miała już pewność, że człowiek nie byłby zdolny do takiego okrucieństwa. Jednak najtrudniejsze było dla niej to, że nie znała innego wampira poza dwojgiem, które podejrzewała i Dawidem, którego uważała za swojego przyjaciela.
- Isabel.
- Tak?- czarnowłosa spojrzała na nią.
- Chcę już stąd iść.
Czarownica zgasiła świecę i schowała wszystkie przyrządy na swoje miejsce. Otworzyła drzwi. Anka wyszła. Stojąc na górnym stopniu rozglądała się czy na dole nie ma Dawida. Nie widząc go spokojniejsza zaczęła ostrożnie schodzić, tak aby nie wydawać najmniejszego dźwięku.
- Zaczekaj!- usłyszała znajomy głos i poczuła dotyk dłoni na lewym ramieniu. Z niespokojnym oddechem odwróciła się. Stał za nią Dawid. Jak zwykle cały w czerni magnetyzujący spojrzeniem. Dziewczyna chciała uniknąć kontaktu z nim.- Co robiłaś u Isabel?
Anka w pośpiechu szukała odpowiedzi. Nie mogła powiedzieć mu prawdy.
- Chciałam zapytać jak się czuje.
Wampir zmarszczył brwi.
- Czyżby?- dociekał.
Dziewczyna wymusiła uśmiech.
- Tak, ale muszę już iść do domu- pokonała kolejny stopień schodów.
- Jesteś zdenerwowana- zauważył Polikarp wyprzedzając ją i zagradzając jej drogę.
- Nie. Wydaje ci się. Po prostu jestem umówiona. Spieszę się- chciała, by ją przepuścił.
- Z kim się umówiłaś?- zapytał jak na przesłuchaniu.
- Nie musisz o mnie wiedzieć wszystkiego, ja też niewiele wiem o tobie- skierowała się do drzwi.
- Pamiętaj, uważaj na Karolinę i Antoniego. Mam nadzieję, że to nie z nimi jesteś umówiona!- krzyknął gdy wychodziła z domu.
"No tak"- pomyślała Anka "Boi się, że mogliby zdradzić jego sekrety"
- Ma charakter- wtrącił Franciszek patrząc na brata.- Ciekawe stworzenie.
Dawid nie słuchał go, zastanawiał się co dziewczyna zamierza zrobić.
Na zewnątrz zrobiło się ciemno. Franciszek skorzystał z tej okazji i wyszedł na spacer. Dawid samotne myślał o Ani, o tym, że może popełnić jakieś głupstwo, a on jej przed tym nie powstrzyma. Chciał się z nią zobaczyć mimo tego jak go potraktowała. Zabrał swoją skórzaną kurtkę i wyszedł. Wybrał dłuższą drogę, wzdłuż drogi w lesie.
Karolina upewniła się, że Polikarp wyszedł z domu i obserwowała którędy idzie. Bez trudu do wyprzedziła tak, aby nie zauważył, że jest obserwowany. Była zdecydowana na realizację swojego planu. Autobus pełen ludzi powoli zbliżał się do ustawionej przez wampirzycę przeszkody. Upewniła się, że żaden inny pojazd nie znajduje się w pobliżu. Ludzie zajęci swoimi sprawami rozmawiali między sobą, nie zwracając uwagi na drogę. Zmęczony kierowca prawie zasypiał za kierownicą. Karolina stała na środku lewego pasa drogi i patrzyła w dół. Czuła pod stopami, że pojazd się do niej zbliża, usłyszała go. Uniosła ręce do góry. Ze wszystkich stron nadleciały wrony. Kumulacja ich odgłosów połączona z wyciem wilków nadawała charakter grozy. Demoniczna melodia narastała. Autobus był już widoczny. Karolina spojrzała przed siebie, odblaski w jej oczach poraziły kierowcę. Stracił władzę nad kierownicą, chmara ptaków zasłoniła przednie szyby autobusu. Kierowca oszołomiony jechał przed siebie na oślep. Napotkał jednak na przeszkodę Karoliny. Sterta pni przewróciła pojazd. Szybu z hukiem wpadły do środka, kiedy autobus lądował w przydrożnym rowie. Wampirzyca upewniła się, że nikt nie wychodzi z autobusu i idąc dostojnym krokiem zniknęła w zaroślach. Ptaki odleciały. Część z nich leżała martwa na drodze.
Dawid usłyszał huk. Pobiegł przed siebie, zauważył autobus leżący w rowie. Bez wahania wskoczył na bok maszyny i dostał się do środka wchodząc przez dziurę po szybie. To co zobaczył w środku nawet dla niego było przerażające. Ludzie krwawili, odłamki szkła powbijały się im w twarze i szyje. Większość z nich już nie żyła. Na końcu były trzy osoby, które z trudem oddychały. Musiał im pomóc. Najpierw zajął się kobietą leżącą na brzuchu, odwrócił ją. Miała rozciętą skórę w okolicy mostka. Wziął głęboki oddech i poczuł zapach jej krwi. Nie miał sił, by się przed tym bronić. Kręciło mu się w głowie. Nie otwierał nowej rany. Wyssał trochę krwi znad piersi dziewczyny. Wydała z siebie ostatni oddech i umarła. Teraz wolał zająć się kimś żywym. Mężczyzna z odłamkiem szkła w szyi wszystko widział. Dawid wyrwał szkło, świeża krew trysnęła prosto do jego ust. Mężczyzna zesztywniał. Stał się bezużytecznym trupem. Wampir szybko ocierał resztki krwi z ust, rozmazując ją po twarzy. Wtedy spostrzegł, że ktoś jeszcze się ruszał. Młoda dziewczyna miała telefon w ręce. Na pewno chciała zadzwonić po pogotowie. Wyrwał jej z rąk komórkę i wyrzucił do lasu. Odgarnął włosy do tyłu i rozgryzł żyłę. Porcja gorącej, słodkiej krwi krążyła już w jego organizmie. Dziewczyna umarła. Autobus był pełen ofiar śmiertelnych. Dawid nasycony wstał. Rozejrzał się dookoła. Nikt nie oddychał. Wampir miał wrażenie, że oczy zmarłych są w niego wpatrzone. Podniósł fragment szkła i wbił swojej ostatniej ofierze w miejsce, gdzie ją ugryzł.
Anka próbowała zasnąć. Bezskutecznie. Było jej duszno, nie mogła oddychać. Odsłoniła okno, żeby je uchylić. Na balkonie stał Dawid. Niepewnie otworzyła drzwi.
- Co ty tu robisz w środku nocy?- spytała zaniepokojona.
- Zabiłem człowieka- powiedział jakby jego ciało z nim nie współpracowało. Stał sztywny, patrząc na jej szyję.
Anka przestraszyła się, próbowała zamknąć drzwi, nie udało jej się. Wampir był silniejszy. Odeszła kilka kroków w tył, osłaniając dłonią szyję.
- Zabiłem troje ludzi- powiedział po chwili.- Mam teraz siłę, by tobą manipulować. Sprawiłem, że wstałaś, nie mogłaś spać.
- Dobrze.
- Co dobrze?- zapytał poirytowany.
- Zabij teraz i mnie. Przynajmniej zginę wiedząc kto jest zabójcą mojego ojca- rozłożyła ręce, poddała się.
- O czym mówisz? O kim?
- Skończmy już tą farsę. O tobie. Nie wierzę, ze mogłam się aż tak pomylić. Że manipulowałeś mną do tego stopnia, że uwierzyłam, że jesteś moim przyjacielem. Po co to wszystko było? Jesteś w zmowie z Karoliną, tak? Te wszystkie historie o rodzinie, bólu to bajki. Wszystko było zaplanowane. Tylko po co? Większą przyjemność sprawia zabicie kogoś z kim spędziło się dużo czasu? A ja głupia myślałam, że mnie chronisz. Zabij mnie, ale najpierw powiedz dlaczego.
Łza spłynęła mu po policzku. Szybko ją wytarł.
- Bo najbardziej ranią nas ci, na których najbardziej nam zależy.
Odszedł zeskakując z balkonu, biegł przed siebie.
Anka stała jakby była posągiem. Dopiero teraz mogła dać upust swoim emocjom. Dolna warga drżała, łzy zbierały jej się w oczach.
Mam nadzieję, że ten rozdział Was nie zawiódł:)
Anka westchnęła.
- Antoniego i Karolinę- powiedziała bez namysłu.
Czarownica w górnej części planszy ułożyła ich imiona po prawej i lewej stronie.
- Nie będziemy musiały przywoływać twojego taty, skoro tu jest. Zaczniemy od razu od pytań. - Chwyciła grubą, białą świecę w obie ręce.
Dziewczyna usiadła obok i obserwowała planszę.
- Kto cię zabił- zapytała Isabel.
Płomień świecy wydłużył się. Wskazówka wskazująca dół planszy drgnęła. Ruszyła ku górze. W Ance rosło napięcie. Niespodziewanie wskazówka minęła słowo Antonii i zatrzymała się na środku, pomiędzy dwoma imionami.
- Zrobili to razem- wypowiedziała z żalem córka zmarłego.
- Nie- czarownica pokiwała przecząco głową.- To oznacza, że żadne z nich tego nie zrobiło- wytłumaczyła.
- To przecież niemożliwe. Musiało to zrobić któreś z nich.
- A jednak nie. Masz jeszcze jakichś podejrzanych?
Dziewczynie wyświetlił się obraz Dawida tulącego ją w szpitalu po śmierci taty. Zaczęła się bać. Nie wiedziała w co ma wierzyć.
- Nie- pośpieszyła z odpowiedzią- nikogo innego nie podejrzewam.
Isabel wzięła oddech, by zgasić świecę, a Ania chciała wstać i opuścić pokój.
- Zaczekaj- zatrzymała ją czarownica.- Mam jeszcze jeden pomysł. Ułożę pytanie pomocnicze.- jednym ruchem ręki zgarnęła litery składające się w imiona Karoliny i Antoniego, a w ich miejscu ułożyła słowa "wampir" i "człowiek" nie wypuszczając przy tym świecy z lewej ręki. Następnie znów chwyciła ją w obie dłonie. Powtórzyła to samo pytanie. Płomień powtórnie się wydłużył. Chwiejąca się wskazówka tym razem wskazała konkret. Była skierowana na słowo "wampir".
Ance rozszerzyły się źrenice i serce zaczęło szybciej bić. Odwróciła na chwilę twarz, by upewnić się czy to co widziała było prawdą. Teraz miała już pewność, że człowiek nie byłby zdolny do takiego okrucieństwa. Jednak najtrudniejsze było dla niej to, że nie znała innego wampira poza dwojgiem, które podejrzewała i Dawidem, którego uważała za swojego przyjaciela.
- Isabel.
- Tak?- czarnowłosa spojrzała na nią.
- Chcę już stąd iść.
Czarownica zgasiła świecę i schowała wszystkie przyrządy na swoje miejsce. Otworzyła drzwi. Anka wyszła. Stojąc na górnym stopniu rozglądała się czy na dole nie ma Dawida. Nie widząc go spokojniejsza zaczęła ostrożnie schodzić, tak aby nie wydawać najmniejszego dźwięku.
- Zaczekaj!- usłyszała znajomy głos i poczuła dotyk dłoni na lewym ramieniu. Z niespokojnym oddechem odwróciła się. Stał za nią Dawid. Jak zwykle cały w czerni magnetyzujący spojrzeniem. Dziewczyna chciała uniknąć kontaktu z nim.- Co robiłaś u Isabel?
Anka w pośpiechu szukała odpowiedzi. Nie mogła powiedzieć mu prawdy.
- Chciałam zapytać jak się czuje.
Wampir zmarszczył brwi.
- Czyżby?- dociekał.
Dziewczyna wymusiła uśmiech.
- Tak, ale muszę już iść do domu- pokonała kolejny stopień schodów.
- Jesteś zdenerwowana- zauważył Polikarp wyprzedzając ją i zagradzając jej drogę.
- Nie. Wydaje ci się. Po prostu jestem umówiona. Spieszę się- chciała, by ją przepuścił.
- Z kim się umówiłaś?- zapytał jak na przesłuchaniu.
- Nie musisz o mnie wiedzieć wszystkiego, ja też niewiele wiem o tobie- skierowała się do drzwi.
- Pamiętaj, uważaj na Karolinę i Antoniego. Mam nadzieję, że to nie z nimi jesteś umówiona!- krzyknął gdy wychodziła z domu.
"No tak"- pomyślała Anka "Boi się, że mogliby zdradzić jego sekrety"
- Ma charakter- wtrącił Franciszek patrząc na brata.- Ciekawe stworzenie.
Dawid nie słuchał go, zastanawiał się co dziewczyna zamierza zrobić.
Na zewnątrz zrobiło się ciemno. Franciszek skorzystał z tej okazji i wyszedł na spacer. Dawid samotne myślał o Ani, o tym, że może popełnić jakieś głupstwo, a on jej przed tym nie powstrzyma. Chciał się z nią zobaczyć mimo tego jak go potraktowała. Zabrał swoją skórzaną kurtkę i wyszedł. Wybrał dłuższą drogę, wzdłuż drogi w lesie.
Karolina upewniła się, że Polikarp wyszedł z domu i obserwowała którędy idzie. Bez trudu do wyprzedziła tak, aby nie zauważył, że jest obserwowany. Była zdecydowana na realizację swojego planu. Autobus pełen ludzi powoli zbliżał się do ustawionej przez wampirzycę przeszkody. Upewniła się, że żaden inny pojazd nie znajduje się w pobliżu. Ludzie zajęci swoimi sprawami rozmawiali między sobą, nie zwracając uwagi na drogę. Zmęczony kierowca prawie zasypiał za kierownicą. Karolina stała na środku lewego pasa drogi i patrzyła w dół. Czuła pod stopami, że pojazd się do niej zbliża, usłyszała go. Uniosła ręce do góry. Ze wszystkich stron nadleciały wrony. Kumulacja ich odgłosów połączona z wyciem wilków nadawała charakter grozy. Demoniczna melodia narastała. Autobus był już widoczny. Karolina spojrzała przed siebie, odblaski w jej oczach poraziły kierowcę. Stracił władzę nad kierownicą, chmara ptaków zasłoniła przednie szyby autobusu. Kierowca oszołomiony jechał przed siebie na oślep. Napotkał jednak na przeszkodę Karoliny. Sterta pni przewróciła pojazd. Szybu z hukiem wpadły do środka, kiedy autobus lądował w przydrożnym rowie. Wampirzyca upewniła się, że nikt nie wychodzi z autobusu i idąc dostojnym krokiem zniknęła w zaroślach. Ptaki odleciały. Część z nich leżała martwa na drodze.
Dawid usłyszał huk. Pobiegł przed siebie, zauważył autobus leżący w rowie. Bez wahania wskoczył na bok maszyny i dostał się do środka wchodząc przez dziurę po szybie. To co zobaczył w środku nawet dla niego było przerażające. Ludzie krwawili, odłamki szkła powbijały się im w twarze i szyje. Większość z nich już nie żyła. Na końcu były trzy osoby, które z trudem oddychały. Musiał im pomóc. Najpierw zajął się kobietą leżącą na brzuchu, odwrócił ją. Miała rozciętą skórę w okolicy mostka. Wziął głęboki oddech i poczuł zapach jej krwi. Nie miał sił, by się przed tym bronić. Kręciło mu się w głowie. Nie otwierał nowej rany. Wyssał trochę krwi znad piersi dziewczyny. Wydała z siebie ostatni oddech i umarła. Teraz wolał zająć się kimś żywym. Mężczyzna z odłamkiem szkła w szyi wszystko widział. Dawid wyrwał szkło, świeża krew trysnęła prosto do jego ust. Mężczyzna zesztywniał. Stał się bezużytecznym trupem. Wampir szybko ocierał resztki krwi z ust, rozmazując ją po twarzy. Wtedy spostrzegł, że ktoś jeszcze się ruszał. Młoda dziewczyna miała telefon w ręce. Na pewno chciała zadzwonić po pogotowie. Wyrwał jej z rąk komórkę i wyrzucił do lasu. Odgarnął włosy do tyłu i rozgryzł żyłę. Porcja gorącej, słodkiej krwi krążyła już w jego organizmie. Dziewczyna umarła. Autobus był pełen ofiar śmiertelnych. Dawid nasycony wstał. Rozejrzał się dookoła. Nikt nie oddychał. Wampir miał wrażenie, że oczy zmarłych są w niego wpatrzone. Podniósł fragment szkła i wbił swojej ostatniej ofierze w miejsce, gdzie ją ugryzł.
Anka próbowała zasnąć. Bezskutecznie. Było jej duszno, nie mogła oddychać. Odsłoniła okno, żeby je uchylić. Na balkonie stał Dawid. Niepewnie otworzyła drzwi.
- Co ty tu robisz w środku nocy?- spytała zaniepokojona.
- Zabiłem człowieka- powiedział jakby jego ciało z nim nie współpracowało. Stał sztywny, patrząc na jej szyję.
Anka przestraszyła się, próbowała zamknąć drzwi, nie udało jej się. Wampir był silniejszy. Odeszła kilka kroków w tył, osłaniając dłonią szyję.
- Zabiłem troje ludzi- powiedział po chwili.- Mam teraz siłę, by tobą manipulować. Sprawiłem, że wstałaś, nie mogłaś spać.
- Dobrze.
- Co dobrze?- zapytał poirytowany.
- Zabij teraz i mnie. Przynajmniej zginę wiedząc kto jest zabójcą mojego ojca- rozłożyła ręce, poddała się.
- O czym mówisz? O kim?
- Skończmy już tą farsę. O tobie. Nie wierzę, ze mogłam się aż tak pomylić. Że manipulowałeś mną do tego stopnia, że uwierzyłam, że jesteś moim przyjacielem. Po co to wszystko było? Jesteś w zmowie z Karoliną, tak? Te wszystkie historie o rodzinie, bólu to bajki. Wszystko było zaplanowane. Tylko po co? Większą przyjemność sprawia zabicie kogoś z kim spędziło się dużo czasu? A ja głupia myślałam, że mnie chronisz. Zabij mnie, ale najpierw powiedz dlaczego.
Łza spłynęła mu po policzku. Szybko ją wytarł.
- Bo najbardziej ranią nas ci, na których najbardziej nam zależy.
Odszedł zeskakując z balkonu, biegł przed siebie.
Anka stała jakby była posągiem. Dopiero teraz mogła dać upust swoim emocjom. Dolna warga drżała, łzy zbierały jej się w oczach.
Mam nadzieję, że ten rozdział Was nie zawiódł:)
wtorek, 28 stycznia 2014
28. Brat
Dawid nalewał whisky do szklanek. W salonie był tylko on i Franciszek. Isabel poszła z matką do pokoju, który udostępnił im wampir.
- Nie mogę się przyzwyczaić do tego, że teraz jest między nami mniejsza różnica wieku. To tylko rok.- powiedział Polikarp.
- Przykro mi, nie miałem w planach przejścia na ciemną stronę mocy tak wcześnie. Poza tym nie od razu wiedziałem, że jesteś nieśmiertelnym. Jak się domyślasz byłem przekonany, że nie żyjesz. Kiedy znalazłem twój notes byłem wściekły, że tak podle nas oszukałeś. Na początku chciałem cię odszukać, ale to byłby zbyt duży cios dla rodziców.
- Czy oni...?- przerwał mu.
- Nie.- Nie pozwolił na dokończenie.- Aż do śmierci byli pewni, że zmarłeś w wyniku wypadku.
- Do śmierci...- zastanawiał się.- A ty? Żyłeś normalnie z nimi po przemianie?
- Niestety nie. Nie musiałem niczego ukrywać, ani narażać ich na starcie z prawdą. Odeszli wcześnie. Za wcześnie. Zdecydowałem się na przemianę kiedy zostałem sam.
Dawid był przybity przez informację o przedwczesnej śmierci rodziców. Nie odzywał się jednak pozwalając bratu swobodnie mówić.
- W twoim notesie znalazłem wszystko czego potrzebowałem. Adres i imię największego wampira w okolicy. Długo się nie wahał. Przemienił mnie w dniu, kiedy pierwszy raz do niego przyszedłem. Później nagle kazał mi odejść i wiedziałem, że życie, o ile tak można o tym mówić, nie będzie takie jak wcześniej. Zacząłem błąkać się nocami po ulicach szukając kogoś takiego jak ja, ale spotykałem głównie szczury. Próbowałem znaleźć sens wiecznej egzystencji. Ludzie przestali być przyjaciółmi, stawali się bezbronnymi ofiarami.
- A Isabel?
- To inna historia. Może przewinę ci opowieść o kilkadziesiąt lat. Abigail spotkałem siedemnaście lat temu. Miała być moją kolejną ofiarą, ale nie wiem dlaczego się nią nie stała. Widząc mnie domyśliła się wszystkiego i to mnie zaintrygowało. Skąd ktoś kto nie jest wampirem wie o ich istnieniu? Normalnie zabijamy takich ludzi, żeby nie dzielili się informacjami z innymi. Dobra. Do rzeczy. Spojrzała na mnie ze strachem i jednocześnie dziwnym spokojem. Nie wiem jak możliwe jest takie połączenie, ale właśnie tak było. Powiedziała, ze zależy jej tylko na życiu jej dziecka. Była w ciąży. Ubłagała bym nie zabijał jej jednocześnie pozbawiając życia jej córkę. W zamian obiecała, że zostanie moją służącą, chociaż ja wolę określenie niewolnica. Gdy urodziła Isabel obie mi służyły. Ale ta młoda odkąd zaczęła dorastać stała się nieposłuszna. Teraz uciekła.I będę musiał ją za to ukarać.- Powiedział surowo.
Dawid natychmiast zareagował.
- Gdyby nie jej ucieczka nie wiedziałbym, że jesteś... kim jesteś.
- A może właśnie miało być tak, ze nigdy się nie spotkamy.- Trwał przy swojej wersji.
- Nie dyskutuj z Isabel w kwestii przeznaczenia.- Uniósł szklankę w górę, wznosząc toast. Obaj zaczęli pić trunek.
Isabel podsłuchiwała ich rozmowę, poczuła się bezpieczniej. Poszła na palcach do pokoju.
- Mamo, Dawid stanął w mojej obronie- uśmiechnęła się delikatnie.
- Nawet tak o nim nie myśl. To wampir.- Odpowiedziała.
Anka spała na swoim łóżku, była spokojna. Księżyc świecił przez grube zasłony na oknie. Cały pokój wydawał się zamglony.
- Aniu! Obudź się!- usłyszała głos ojca. Natychmiast otworzyła oczy i rozejrzała się dookoła. Niczego nie widziała. Wstała, żeby zapalić lampę. Pokój wcale się nie zmienił. Poza nią nikogo w nim nie było.
- Tato- powiedziała cicho rozglądając się i obejmując ramiona z zimna. Nikt się nie odezwał. Po policzkach powoli spływały jej łzy. Dotknęła ręką czoła:" Chyba zwariowałam"- pomyślała. Zgasiła lampę i cicho łkając wróciła do łóżka. Położyła się i po nos zakryła cienką kołdrą. Niedługo potem zasnęła.
Ojciec wszedł do jej pokoju i usiadł na skraju łóżka.
- Tato!- ucieszyła się.- Co tutaj robisz?
- Przyszedłem cię ostrzec, żebyś nikomu bezgranicznie nie ufała. Ci, którzy podają się za twoich przyjaciół niekoniecznie nimi są.
- O czym mówisz?
- O sobie- pokazał ranę na szyi.- Muszę już iść- powoli zmierzał do drzwi.
- Zaczekaj! Kto to zrobił? Tato!- krzyczała, ale na próżno, ojca już nie było. Zniknął nagle.
Obudziła się zapłakana, mówiąc słowo "tato". Ktoś trzymał ją za ramię. Oliwia. Wyciągnęła ręce, żeby ją przytulić. Anka dała się objąć.
- Miałaś zły sen- powiedziała blondynka.
- To był dobry sen.
Oliwka popatrzyła na jej zapłakaną twarz za zdziwieniem. Ania ocierając łzy dodała:
- Dobry, bo był w nim tata.
Siostra jeszcze raz mocno ją uścisnęła i wyszła, rzucając krótkie:
- Dobranoc.
Faktycznie, była jeszcze noc, ale dziewczyna nie potrafiła już zasnąć. Z samego rana ubrała się i poszła do domu przyjaciela.
- Jest Isabel?- zapytała niepewnie.
- Tak, wejdź.
Ruszyła szybko schodami na górę, kierując się do pokoju, w którym przebywała czarownica. Cicho zastukała do drzwi.
- Proszę- usłyszała głos starszej z czarownic.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry- odpowiedziała jej uśmiechem.
Anka zerknęła na Isabel.
- Zostawię was same- powiedziała matka dziewczyny i wyszła z pokoju.
- Możesz coś dla mnie zrobić?- zapytała błagalnie czarownicę.
- Co takiego?
- Właściwie nie znam się na tym. Chcę, żebyś pomogła mi dowiedzieć się kto zabił mojego tatę.
Czarnowłosa po chwili namysłu powiedziała:
- Mogę z nim porozmawiać.
- To nie jest śmieszne!
- A czy ja się śmieję?! Wy niewtajemniczeni nazywacie to wywoływaniem duchów. My wolimy mówić rozmowa z duchem. Duch twojego ojca jest tutaj, albo ktoś inny bardzo ci bliski się tobą opiekuje.- uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Nie, to mój tata.
Isabel była w szoku.
- Czuję jego obecność, ale nie umiem się z nim porozumieć- wyznała Ania.
- To niezwykły dar. Czasami zmarli kontaktują się z nami przez sny.- Anka głośno przełknęła ślinę.- Nie martw się. Na szczęście ja umiem się z nimi kontaktować. Mama przyniosła wszystko, co będzie nam potrzebne.- Isabel podeszła do drzwi i zamknęła je na klucz. Spod łóżka wyjęła dużą, skórzaną torbę. otworzyła ją i wyciągnęła coś, co Ani bardziej przypominało gry planszowe niż czarodziejskie przedmioty. Coś jak szachownica, w której umieszczona była wskazówka i litery na kostkach jak od
scrabble. Isabel rozłożyła planszę. Na jej środku umieściła wskazówkę. Zapaliła świecę.
Bardzo proszę o komentarze, jeśli możecie to coś więcej niż jedno słowo:) Jeśli Wam się podoba lub nie napiszcie co konkretnie. Dzięki:)
- Nie mogę się przyzwyczaić do tego, że teraz jest między nami mniejsza różnica wieku. To tylko rok.- powiedział Polikarp.
- Przykro mi, nie miałem w planach przejścia na ciemną stronę mocy tak wcześnie. Poza tym nie od razu wiedziałem, że jesteś nieśmiertelnym. Jak się domyślasz byłem przekonany, że nie żyjesz. Kiedy znalazłem twój notes byłem wściekły, że tak podle nas oszukałeś. Na początku chciałem cię odszukać, ale to byłby zbyt duży cios dla rodziców.
- Czy oni...?- przerwał mu.
- Nie.- Nie pozwolił na dokończenie.- Aż do śmierci byli pewni, że zmarłeś w wyniku wypadku.
- Do śmierci...- zastanawiał się.- A ty? Żyłeś normalnie z nimi po przemianie?
- Niestety nie. Nie musiałem niczego ukrywać, ani narażać ich na starcie z prawdą. Odeszli wcześnie. Za wcześnie. Zdecydowałem się na przemianę kiedy zostałem sam.
Dawid był przybity przez informację o przedwczesnej śmierci rodziców. Nie odzywał się jednak pozwalając bratu swobodnie mówić.
- W twoim notesie znalazłem wszystko czego potrzebowałem. Adres i imię największego wampira w okolicy. Długo się nie wahał. Przemienił mnie w dniu, kiedy pierwszy raz do niego przyszedłem. Później nagle kazał mi odejść i wiedziałem, że życie, o ile tak można o tym mówić, nie będzie takie jak wcześniej. Zacząłem błąkać się nocami po ulicach szukając kogoś takiego jak ja, ale spotykałem głównie szczury. Próbowałem znaleźć sens wiecznej egzystencji. Ludzie przestali być przyjaciółmi, stawali się bezbronnymi ofiarami.
- A Isabel?
- To inna historia. Może przewinę ci opowieść o kilkadziesiąt lat. Abigail spotkałem siedemnaście lat temu. Miała być moją kolejną ofiarą, ale nie wiem dlaczego się nią nie stała. Widząc mnie domyśliła się wszystkiego i to mnie zaintrygowało. Skąd ktoś kto nie jest wampirem wie o ich istnieniu? Normalnie zabijamy takich ludzi, żeby nie dzielili się informacjami z innymi. Dobra. Do rzeczy. Spojrzała na mnie ze strachem i jednocześnie dziwnym spokojem. Nie wiem jak możliwe jest takie połączenie, ale właśnie tak było. Powiedziała, ze zależy jej tylko na życiu jej dziecka. Była w ciąży. Ubłagała bym nie zabijał jej jednocześnie pozbawiając życia jej córkę. W zamian obiecała, że zostanie moją służącą, chociaż ja wolę określenie niewolnica. Gdy urodziła Isabel obie mi służyły. Ale ta młoda odkąd zaczęła dorastać stała się nieposłuszna. Teraz uciekła.I będę musiał ją za to ukarać.- Powiedział surowo.
Dawid natychmiast zareagował.
- Gdyby nie jej ucieczka nie wiedziałbym, że jesteś... kim jesteś.
- A może właśnie miało być tak, ze nigdy się nie spotkamy.- Trwał przy swojej wersji.
- Nie dyskutuj z Isabel w kwestii przeznaczenia.- Uniósł szklankę w górę, wznosząc toast. Obaj zaczęli pić trunek.
Isabel podsłuchiwała ich rozmowę, poczuła się bezpieczniej. Poszła na palcach do pokoju.
- Mamo, Dawid stanął w mojej obronie- uśmiechnęła się delikatnie.
- Nawet tak o nim nie myśl. To wampir.- Odpowiedziała.
Anka spała na swoim łóżku, była spokojna. Księżyc świecił przez grube zasłony na oknie. Cały pokój wydawał się zamglony.
- Aniu! Obudź się!- usłyszała głos ojca. Natychmiast otworzyła oczy i rozejrzała się dookoła. Niczego nie widziała. Wstała, żeby zapalić lampę. Pokój wcale się nie zmienił. Poza nią nikogo w nim nie było.
- Tato- powiedziała cicho rozglądając się i obejmując ramiona z zimna. Nikt się nie odezwał. Po policzkach powoli spływały jej łzy. Dotknęła ręką czoła:" Chyba zwariowałam"- pomyślała. Zgasiła lampę i cicho łkając wróciła do łóżka. Położyła się i po nos zakryła cienką kołdrą. Niedługo potem zasnęła.
Ojciec wszedł do jej pokoju i usiadł na skraju łóżka.
- Tato!- ucieszyła się.- Co tutaj robisz?
- Przyszedłem cię ostrzec, żebyś nikomu bezgranicznie nie ufała. Ci, którzy podają się za twoich przyjaciół niekoniecznie nimi są.
- O czym mówisz?
- O sobie- pokazał ranę na szyi.- Muszę już iść- powoli zmierzał do drzwi.
- Zaczekaj! Kto to zrobił? Tato!- krzyczała, ale na próżno, ojca już nie było. Zniknął nagle.
Obudziła się zapłakana, mówiąc słowo "tato". Ktoś trzymał ją za ramię. Oliwia. Wyciągnęła ręce, żeby ją przytulić. Anka dała się objąć.
- Miałaś zły sen- powiedziała blondynka.
- To był dobry sen.
Oliwka popatrzyła na jej zapłakaną twarz za zdziwieniem. Ania ocierając łzy dodała:
- Dobry, bo był w nim tata.
Siostra jeszcze raz mocno ją uścisnęła i wyszła, rzucając krótkie:
- Dobranoc.
Faktycznie, była jeszcze noc, ale dziewczyna nie potrafiła już zasnąć. Z samego rana ubrała się i poszła do domu przyjaciela.
- Jest Isabel?- zapytała niepewnie.
- Tak, wejdź.
Ruszyła szybko schodami na górę, kierując się do pokoju, w którym przebywała czarownica. Cicho zastukała do drzwi.
- Proszę- usłyszała głos starszej z czarownic.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry- odpowiedziała jej uśmiechem.
Anka zerknęła na Isabel.
- Zostawię was same- powiedziała matka dziewczyny i wyszła z pokoju.
- Możesz coś dla mnie zrobić?- zapytała błagalnie czarownicę.
- Co takiego?
- Właściwie nie znam się na tym. Chcę, żebyś pomogła mi dowiedzieć się kto zabił mojego tatę.
Czarnowłosa po chwili namysłu powiedziała:
- Mogę z nim porozmawiać.
- To nie jest śmieszne!
- A czy ja się śmieję?! Wy niewtajemniczeni nazywacie to wywoływaniem duchów. My wolimy mówić rozmowa z duchem. Duch twojego ojca jest tutaj, albo ktoś inny bardzo ci bliski się tobą opiekuje.- uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Nie, to mój tata.
Isabel była w szoku.
- Czuję jego obecność, ale nie umiem się z nim porozumieć- wyznała Ania.
- To niezwykły dar. Czasami zmarli kontaktują się z nami przez sny.- Anka głośno przełknęła ślinę.- Nie martw się. Na szczęście ja umiem się z nimi kontaktować. Mama przyniosła wszystko, co będzie nam potrzebne.- Isabel podeszła do drzwi i zamknęła je na klucz. Spod łóżka wyjęła dużą, skórzaną torbę. otworzyła ją i wyciągnęła coś, co Ani bardziej przypominało gry planszowe niż czarodziejskie przedmioty. Coś jak szachownica, w której umieszczona była wskazówka i litery na kostkach jak od
scrabble. Isabel rozłożyła planszę. Na jej środku umieściła wskazówkę. Zapaliła świecę.
Bardzo proszę o komentarze, jeśli możecie to coś więcej niż jedno słowo:) Jeśli Wam się podoba lub nie napiszcie co konkretnie. Dzięki:)
niedziela, 12 stycznia 2014
27. Spotkanie po latach
Dawid zgrabnym i szybkim ruchem podważył deskę podłogową, która uniosła się odsłaniając schowek. Wampir chwycił umieszczony w nim pal i puścił deskę, by swobodnie opadła zasłaniając skrytkę. Gdy zbliżył się do drzwi wyrwanych z zawiasów zobaczył dwie postacie. Jedna z nich wyglądała tak bezbronnie, że wampir bez wahania zaatakował chłopaka w długiej, czarnej szacie, ignorując ją. Ściskając drewniany kołek stanął twarzą w twarz z intruzem. Przeciwnik jednak okazał się silniejszy, doskoczył do Dawida przewracając go na ziemię. Powoli zbliżał się do jego szyi obnażając zęby. Polikarp nie rezygnował jednak z pojedynku. Pomyślał, że jest tylko jeden sposób, by pozbyć się wroga. Wycelował drewnianym ostrzem w jego serce. Rywal automatycznie wstał zmieszany, marszcząc brwi. Dawid wiedział, że nie może się zawahać ani na moment. Przeczuwał, że wampir w długiej szacie szykuje na niego zasadzkę, więc przyparł go do ściany, mierząc kołkiem w jego lewy bok.
Kobieta, która z nim przyszła, czując się bezpieczniej pobiegła do wnętrza domu. Następnie nieco zwolniła. Niepewnym krokiem weszła do salonu. Isabel podbiegła do niej, objęła ją zarzucając jej ręce na szyję. Obie zaczęły szlochać.
Anka poczuła ulgę, wiedziała, że Isabel czuje to samo.
Oczy wampira przypartego do ściany rozszerzyły się, zmarszczył brwi i uśmiechnął się, co zirytowało Dawida.
- Dlaczego mi to zrobiłeś?- spytał kompletnie dezorientując czarnowłosego. W szoku nie wypowiedział ani słowa.- Co nie poznajesz mnie? Zmieniłem się przez te kilka lat? Zostałem wampirem nieco później, więcej przeżyłem. Cyba na początku tęskniłem, miałem do ciebie żal, ale to minęło. Nie byłeś mi potrzebny. Wystarczył mi twój notes.
Anka weszła do korytarza. Słyszała wszystkie słowa. Ufała, że pomoże rozwiązać tę sytuację, tak jak twierdziła czarownica.
Dawid nie wierzył w to, co działo się dookoła niego, zaczynał wszystko rozumieć, ale nie chciał przyjąć prawdy. Dziewczyna patrząc na rudowłosego też się jej domyśliła. Chciała objąć Dawida, ale wiedziała, że to zły moment.
- No co, nie poznajesz brata?- spytał z żalem w głosie rywal.
Wampir upuścił pal i odszedł kilka kroków w tył.
- Franciszek- cicho powiedziała Ania i automatycznie zasłoniła dłonią usta ze strachu.
- O! Ta dziewczyna też mnie zna? Może na mnie czekaliście?
- Przestań sobie kpić!- wypowiedziała zdenerwowana.
- Czy ty nie jesteś przypadkiem zbyt pewna siebie?- zapytał Franek zbliżając się do niej.
- Zostaw ją!- krzyknął Dawid.
- Niby dlaczego?
Polikarp podniósł pal z podłogi.
- Bo nie chcę tak szybko tracić brata.
- Dobra, a gdzie są moje niewolnice?
- Niewolnice? Nimi już nie będą.- powiedziała Anka pokazując Frankowi, że się go nie boi.
- Widzisz- podszedł do niej- w odróżnieniu od mojego brata ja żyję jak prawdziwy wampir- uśmiechnął się.
- To niesprawiedliwe tak wykorzystywać ludzi!- krzyknęła.
- Tak? A sprawiedliwe jest zabijanie ich, żeby zaspokoić swój głód? Albo związek z człowiekiem, który pewnego pięknego dnia zakończy się nagłym atakiem głodu?
- Dawid taki nie jest!
- I pewnie nie jest też taki, żeby dla głupiej miłości pozostawić rodzinę i człowieczeństwo?!
Wampir udawał, że tego nie słyszy. Franciszek kontynuował.
- Wydaje mi się, że bardziej niesprawiedliwe jest to co on robi z tobą. Udaje twojego przyjaciela, a ie można przyjaźnić się z kimś takim jak my. My nie potrafimy kochać. Możemy czegoś pragnąć, pożądać, ale nie kochać. Jesteśmy pozbawieni czegoś co wy nazywacie sercem.
- Dobrze wiem, że to nieprawda.
- Możesz to sobie wmawiać, ale niczego nie zmienisz. Dobra gdzie moje niewolnice?- Ruszył do salonu. Dawid i Anka też tam poszli. Stanęli obok Isabel i jej matki.
- Nie musisz ich wykorzystywać- powiedziała Anka.
- Przyzwyczaiłem się do nich.
- Pokażę ci inne życie- zaoferował Polikarp.
Franek rozejrzał się dookoła.
- Możesz tu zostać- powiedział brat.
- O, serio? Więc obejrzę sobie dom.- wypowiedział pewnym głosem.
- Dawid muszę już wracać- zwróciła się do niego Ania.
- Odwiozę cię- odpowiedział.
Dziewczyna popatrzyła na przestraszoną Isabel i jej matkę.
- Pojadą z nami- dodał wampir.
Wyprowadził z garażu czarne, niskie, sportowe auto.
- Wsiadajcie- powiedział.
Ania usiadła obok niego, a czarownice z tyłu.
Isabel poruszyła temat Franciszka.
- Myślałam, ze to będzie wyglądało trochę inaczej. Że się zakocha.
- Może już się zakochał, ale twierdzi, że wampiry nie kochają- podpowiedziała jej matka.
- Pewnie tak. Inaczej by z nią nie rozmawiał. Widziałam jak traktuje ludzi.
- To oznacza, że...- zaczęła matka.
- Kocha ją- dokończyła Isabel.
Dawid uderzył ręką o kierownicę.
- Możecie się wreszcie uciszyć?!- krzyknął.- Mam dosyć tego kocha, nie kocha.
Isabel spojrzała porozumiewawczo na matkę. Obie się uśmiechnęły.
- Zanosi się na kłopoty- kobieta powiedziała cicho do córki.
Ania nie odzywała się aż do końca podróży.
Antonii siedział na kanapie w dużym salonie sącząc ciemnoczerwony, gęsty płyn z kieliszka do wina. Karolina w długiej, błękitnej sukni krążyła po pokoju zdenerwowana.
- Musimy go od niej odsunąć!- krzyknęła rzucając o ścianę kieliszkiem, który wampir chwilę wcześniej odstawił na ławę.- Ona wie, że ugryzł tą małą. Poza tym wie, że zabija tak jak my wszyscy.
- Może nie jest przekonana.- wtrącił Antonii, wstając z kanapy.
Wampirzyca zignorowała go i mówiła dalej.
- Musi wiedzieć, że to jego wina. Musi być pewna, że to Dawid stoi za śmiercią jaj ojca. On należy do mnie, a ta małolata namieszała mu w głowie. Musimy zrobić coś, żeby zrozumiał, że nigdy nie będzie człowiekiem, że ludzie to nie nasi przyjaciele, tylko dawcy, bezwartościowe śmieci- złapała oddech i szybko wypuściła powietrze.- Nie mogę patrzeć jak staje się nudny jak, jak...- brakowało jej słowa- jak człowiek- powiedział krzywiąc usta.
- Ty go kochasz?- Antonii był wstrząśnięty.
- Ja nie kocham, ja... Chcę go mieć. Od zawsze był mój, a nie lubię zmian. Byliśmy parą, a on teraz udaje niewiniątko. Nie może przestać być wampirem, bo tak mu się podoba.
- Ale może przestać zabijać- powiedział przerywając jej monolog.
- A co to za atrakcja upić łyk krwi i zostawić robaka w spokoju? Najlepsze jest patrzenie jak gaśnie- powoli składała dłoń w pięść- sycenie się widokiem śmierci. On chyba przestał to rozumieć.- rozłożyła ręce w geście bezsilności.
- Ale ja nie przestałem- przysunął się do niej.
Chwyciła prawą dłonią kołnierzyk jego koszuli i zbliżyła wargi do jego ust. Całowała go namiętnie, po czym odepchnęła tak, że spadł na okrągły stolik do kawy przewracając się razem z nim. Wytarła usta od pocałunku grzbietem dłoni.
- Ty to nie on- wypowiedziała pogardliwie w jego kierunku.- Ty smakujesz jak dzieciak.
- Przecież...
- Co przecież? Mówiłam ci, że go zdobędę. To znaczy, ze on do mnie wróci- poprawiła.
- A ja?- zapytał rozczarowany.
- Ty masz tą swoją. Jak jej tam? Oliwka? No to się nią zajmij, a mi daj spokój.
Odszedł zbliżając się do drzwi wyjściowych.
- Tylko jej nie zabijaj- krzyknęła za nim.- Nie teraz.- A cicho dodała:- Muszę mieć z tego większą satysfakcję.
Przepraszam, ze tak późno, ale lepiej późno niż wcale:) Czekam na wasze opinie:)
Kobieta, która z nim przyszła, czując się bezpieczniej pobiegła do wnętrza domu. Następnie nieco zwolniła. Niepewnym krokiem weszła do salonu. Isabel podbiegła do niej, objęła ją zarzucając jej ręce na szyję. Obie zaczęły szlochać.
Anka poczuła ulgę, wiedziała, że Isabel czuje to samo.
Oczy wampira przypartego do ściany rozszerzyły się, zmarszczył brwi i uśmiechnął się, co zirytowało Dawida.
- Dlaczego mi to zrobiłeś?- spytał kompletnie dezorientując czarnowłosego. W szoku nie wypowiedział ani słowa.- Co nie poznajesz mnie? Zmieniłem się przez te kilka lat? Zostałem wampirem nieco później, więcej przeżyłem. Cyba na początku tęskniłem, miałem do ciebie żal, ale to minęło. Nie byłeś mi potrzebny. Wystarczył mi twój notes.
Anka weszła do korytarza. Słyszała wszystkie słowa. Ufała, że pomoże rozwiązać tę sytuację, tak jak twierdziła czarownica.
Dawid nie wierzył w to, co działo się dookoła niego, zaczynał wszystko rozumieć, ale nie chciał przyjąć prawdy. Dziewczyna patrząc na rudowłosego też się jej domyśliła. Chciała objąć Dawida, ale wiedziała, że to zły moment.
- No co, nie poznajesz brata?- spytał z żalem w głosie rywal.
Wampir upuścił pal i odszedł kilka kroków w tył.
- Franciszek- cicho powiedziała Ania i automatycznie zasłoniła dłonią usta ze strachu.
- O! Ta dziewczyna też mnie zna? Może na mnie czekaliście?
- Przestań sobie kpić!- wypowiedziała zdenerwowana.
- Czy ty nie jesteś przypadkiem zbyt pewna siebie?- zapytał Franek zbliżając się do niej.
- Zostaw ją!- krzyknął Dawid.
- Niby dlaczego?
Polikarp podniósł pal z podłogi.
- Bo nie chcę tak szybko tracić brata.
- Dobra, a gdzie są moje niewolnice?
- Niewolnice? Nimi już nie będą.- powiedziała Anka pokazując Frankowi, że się go nie boi.
- Widzisz- podszedł do niej- w odróżnieniu od mojego brata ja żyję jak prawdziwy wampir- uśmiechnął się.
- To niesprawiedliwe tak wykorzystywać ludzi!- krzyknęła.
- Tak? A sprawiedliwe jest zabijanie ich, żeby zaspokoić swój głód? Albo związek z człowiekiem, który pewnego pięknego dnia zakończy się nagłym atakiem głodu?
- Dawid taki nie jest!
- I pewnie nie jest też taki, żeby dla głupiej miłości pozostawić rodzinę i człowieczeństwo?!
Wampir udawał, że tego nie słyszy. Franciszek kontynuował.
- Wydaje mi się, że bardziej niesprawiedliwe jest to co on robi z tobą. Udaje twojego przyjaciela, a ie można przyjaźnić się z kimś takim jak my. My nie potrafimy kochać. Możemy czegoś pragnąć, pożądać, ale nie kochać. Jesteśmy pozbawieni czegoś co wy nazywacie sercem.
- Dobrze wiem, że to nieprawda.
- Możesz to sobie wmawiać, ale niczego nie zmienisz. Dobra gdzie moje niewolnice?- Ruszył do salonu. Dawid i Anka też tam poszli. Stanęli obok Isabel i jej matki.
- Nie musisz ich wykorzystywać- powiedziała Anka.
- Przyzwyczaiłem się do nich.
- Pokażę ci inne życie- zaoferował Polikarp.
Franek rozejrzał się dookoła.
- Możesz tu zostać- powiedział brat.
- O, serio? Więc obejrzę sobie dom.- wypowiedział pewnym głosem.
- Dawid muszę już wracać- zwróciła się do niego Ania.
- Odwiozę cię- odpowiedział.
Dziewczyna popatrzyła na przestraszoną Isabel i jej matkę.
- Pojadą z nami- dodał wampir.
Wyprowadził z garażu czarne, niskie, sportowe auto.
- Wsiadajcie- powiedział.
Ania usiadła obok niego, a czarownice z tyłu.
Isabel poruszyła temat Franciszka.
- Myślałam, ze to będzie wyglądało trochę inaczej. Że się zakocha.
- Może już się zakochał, ale twierdzi, że wampiry nie kochają- podpowiedziała jej matka.
- Pewnie tak. Inaczej by z nią nie rozmawiał. Widziałam jak traktuje ludzi.
- To oznacza, że...- zaczęła matka.
- Kocha ją- dokończyła Isabel.
Dawid uderzył ręką o kierownicę.
- Możecie się wreszcie uciszyć?!- krzyknął.- Mam dosyć tego kocha, nie kocha.
Isabel spojrzała porozumiewawczo na matkę. Obie się uśmiechnęły.
- Zanosi się na kłopoty- kobieta powiedziała cicho do córki.
Ania nie odzywała się aż do końca podróży.
Antonii siedział na kanapie w dużym salonie sącząc ciemnoczerwony, gęsty płyn z kieliszka do wina. Karolina w długiej, błękitnej sukni krążyła po pokoju zdenerwowana.
- Musimy go od niej odsunąć!- krzyknęła rzucając o ścianę kieliszkiem, który wampir chwilę wcześniej odstawił na ławę.- Ona wie, że ugryzł tą małą. Poza tym wie, że zabija tak jak my wszyscy.
- Może nie jest przekonana.- wtrącił Antonii, wstając z kanapy.
Wampirzyca zignorowała go i mówiła dalej.
- Musi wiedzieć, że to jego wina. Musi być pewna, że to Dawid stoi za śmiercią jaj ojca. On należy do mnie, a ta małolata namieszała mu w głowie. Musimy zrobić coś, żeby zrozumiał, że nigdy nie będzie człowiekiem, że ludzie to nie nasi przyjaciele, tylko dawcy, bezwartościowe śmieci- złapała oddech i szybko wypuściła powietrze.- Nie mogę patrzeć jak staje się nudny jak, jak...- brakowało jej słowa- jak człowiek- powiedział krzywiąc usta.
- Ty go kochasz?- Antonii był wstrząśnięty.
- Ja nie kocham, ja... Chcę go mieć. Od zawsze był mój, a nie lubię zmian. Byliśmy parą, a on teraz udaje niewiniątko. Nie może przestać być wampirem, bo tak mu się podoba.
- Ale może przestać zabijać- powiedział przerywając jej monolog.
- A co to za atrakcja upić łyk krwi i zostawić robaka w spokoju? Najlepsze jest patrzenie jak gaśnie- powoli składała dłoń w pięść- sycenie się widokiem śmierci. On chyba przestał to rozumieć.- rozłożyła ręce w geście bezsilności.
- Ale ja nie przestałem- przysunął się do niej.
Chwyciła prawą dłonią kołnierzyk jego koszuli i zbliżyła wargi do jego ust. Całowała go namiętnie, po czym odepchnęła tak, że spadł na okrągły stolik do kawy przewracając się razem z nim. Wytarła usta od pocałunku grzbietem dłoni.
- Ty to nie on- wypowiedziała pogardliwie w jego kierunku.- Ty smakujesz jak dzieciak.
- Przecież...
- Co przecież? Mówiłam ci, że go zdobędę. To znaczy, ze on do mnie wróci- poprawiła.
- A ja?- zapytał rozczarowany.
- Ty masz tą swoją. Jak jej tam? Oliwka? No to się nią zajmij, a mi daj spokój.
Odszedł zbliżając się do drzwi wyjściowych.
- Tylko jej nie zabijaj- krzyknęła za nim.- Nie teraz.- A cicho dodała:- Muszę mieć z tego większą satysfakcję.
Przepraszam, ze tak późno, ale lepiej późno niż wcale:) Czekam na wasze opinie:)
wtorek, 15 października 2013
26. Amulet
Była noc. Księżyc oświetlał czarną, leśną ścieżkę, po której szedł młody chłopak ubrany w długi, ciemny płaszcz z szerokim kapturem i kobieta o indiańskich rysach w długiej, granatowej sukni.
- Zgłodniałem- odezwał się chłopak patrząc porozumiewawczo na kobietę, która odkryła szyję, zarzucając włosy do tyłu. Mężczyzna rozejrzał się dookoła, po czym pewnym krokiem do niej podszedł. Ruchem jednej ręki przechylił głowę kobiety na prawą stronę. Zatopił swoje długie, ostre zęby w skórze trochę poniżej szyi. Kobieta syknęła z bólu, a on z surowym spojrzeniem pił jej krew. Trwało to około minuty. Kiedy skończył wytarł krew ze swoich ust grzbietem dłoni i odsunął się od czarnowłosej. Kobieta zachwiała się i oparła ciało o sosnowe drzewo.
- Idziemy- wypowiedział patrząc przed siebie i na chwilę odwrócił wzrok w jej kierunku. Była bardzo słaba. Chłopak wziął głęboki oddech i uśmiechnął się podejrzliwie.- Isabel jest niedaleko- dodał.
Kobieta zrobiła się bardziej blada niż dotychczas.
- Proszę Panie. Zabij mnie. Daruj życie mojej córce- wypowiedziała nieśmiało.
- Miałbym zabijać najlepszą służącą? Nie. Młoda nie jest mi do niczego potrzebna. Są z nią same kłopoty.
Kobieta zaczęła płakać. Zakryła twarz rękoma.
- Proszę, nie zabijaj jej- powtórzyła prośbę.
Chłopak nie zwracał na nią uwagi.
- Idziemy dopóki jest ciemno.
Służąca posłusznie poszła za nim.
Isabel obudziła się rano. Wstała z drewnianego łóżka. Wyjęła spod bluzki talizman, który miał fioletowy kolor. Zaniepokoiła się.
- Mamo- wypowiedziała cicho, ściskając amulet w dłoni.
Przez uchylone drzwi zobaczyła jak korytarzem przechodzi Dawid ubrany w same spodnie. Na jego szyi wisiał amulet zawieszony na czarnym, skórzanym rzemyku. Zdenerwowana Isabel wybiegła z pokoju i stanęła naprzeciw wampira. Chwyciła jego naszyjnik.
- Nie wierzę, że ktoś podobny do mnie mógł pomóc komuś takiemu jak ty!- krzyknęła.
- Chyba zapomniałaś w czyim domu spędziłaś noc- wtrącił surowo Polikarp.
- Nie. I wiesz co? Możesz mnie wyrzucić. Powiedz tylko skąd to masz- chwyciła znowu metalowy amulet w kształcie koła z kilkoma średnicami.
- Ty powinnaś wiedzieć najlepiej. To jasne, że od czarownicy. Mam to już od dawna- wyrwał naszyjnik z jej rąk.
- Musiałeś ją szantażować. Zrobić jej krzywdę. Inaczej nie przeszłaby na twoją stronę- latynoska skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- Nie musiałem niczego robić. Sama chciała mi pomóc- uśmiechnął się z wyższością.
Isabel przyjrzała mu się dokładnie od stóp po głowę. Zatrzymała wzrok na jego oczach.
- Uwiodłeś ją!- stwierdziła z przekonaniem i wyrzutem.
Dawid nie zaprzeczył tylko mrugnął, co było dla niej wystarczającym potwierdzeniem tezy.
- Narażam moją matkę. Proszę się o morderstwo tylko po to, żeby nie zrobić tego co ta biedna czarownica. Jak mogła nabrać się na maślane oczy pijawki? Nie wierzę.
Dawid nie przejmował się tym co mówiła Isabel. Ubrał czarną koszulę i zszedł na parter. Zaraz za nim zaszła czarownica i usiadła na kanapie. Rozległo się pukanie do drzwi. Wampir poszedł je otworzyć. Isabel przestraszyła się i podkuliła nogi. Ściskała swój talizman. Do domu weszła Ania. Była lekko przejęta. Dawid przywitał ją uśmiechem i zaprosił do salonu. Patrząc na czarownicę Ania zapytała:
- I jak się dogadujecie?
- Świetnie- powiedział Polikarp zanim Isabel zdążyła otworzyć usta.- Można powiedzieć, że się zaprzyjaźniliśmy.
- Tak- dodała ironicznie oburzona Isabel.
- To dobrze, bo myślałam, że będziecie się kłócić.- Anka nie wyczuła ironii w głosie dziewczyny.
- Ależ skąd! Znaleźliśmy nawet wspólne tematy- wtrącił znów Dawid, przykładając dłoń do koszuli, w miejscu, gdzie wisiał amulet.
Isabel wolała się nie odzywać.
- Dawid, mieliśmy szukać Antoniego, ale w tej sytuacji chyba będzie lepiej, jeśli najpierw pomożemy Isabel.
- Poza tym nie mamy pewności co do Antoniego, ale nie sądzę, żeby ta dziewczyna- popatrzył na czarownicę- chciała mojej pomocy.
- Musimy jej pomóc- stwierdziła Anka. Dziwnie była przekonana, że Dawid zrobi to, co ona uzna za stosowne.
Wampir uniósł brwi za zdziwienia, ale niczego nie powiedział. Ania natomiast usiadła obok Isabel. Przyglądała się czarownicy, która była przestraszona. Miała napięte mięśnie, jakby była gotowa do ataku. Po krótkiej obserwacji Ania powiedziała:
- Właściwie to już powinnam iść. Przyszłam tylko sprawdzić czy wszystko jest w porządku- popatrzyła na Polikarpa. Jej wzrok ostrzegał go przed zrobieniem Isabel krzywdy.
- Proszę zostań!- krzyknęła błagalnie czarownica, biorąc w ręce dłoń Ani.- On niedługo tu przyjdzie- dodała ściszonym głosem, płacząc.
- Skąd możesz to wiedzieć?- była zdziwiona pewnością dziewczyny.
Isabel wyjęła spod beżowej koszuli naszyjnik i pokazała go Ani.
- Co to jest?- dotknęła kamienia zawieszonego na rzemyku.
- To amulet intuicji. Teraz dzieje się coś złego. Zło się zbliża, on się zbliża. Będzie chciał mnie zabić. Mnie, albo moją mamę. Albo ans obie.
- A jak ja mogę ci pomóc?- zapytała mając łzy w oczach. Czuła się za nią odpowiedzialna. Jej słowa wywołały u dziewczyny lęk.
- Nie wiem. Może to będzie tak, ze spojrzy na ciebie i się zakocha.
Dawid zaczął się głośno śmiać. Isabel zmarszczyła czoło i skarciła go wzrokiem. Wampir zakrył usta ręką. Dziewczyna przestała zwracać na niego uwagę i kontynuowała patrząc na Anię.
- A może ty mu coś powiesz. Nie wiem, wiem, ze mi pomożesz.
Ania głośno westchnęła i otarła skórę pod oczami. Postanowiła, że zostanie jeszcze jakiś czas. Siedziała przy dziewczynie do zmroku. Wtedy zerknęła w stronę okna. Przeraził ją fakt, że będzie musiała sama nocą wracać do domu. Nie odwracając wzroku stwierdziła:
- Jest już ciemno. Pewnie już nie przyjdzie, nie dzisiaj.
- Przyjdzie teraz- pośpieszyła Isabel- wampiry nie mogą poruszać się w świetle słońca.
Ania otworzyła szeroko oczy. Słowa czarownicy nią wstrząsnęły. Zerkała raz po raz na Dawida i dziewczynę.
- Ten akurat ma talizman, który go chroni- uzupełniła swoją wypowiedź.
W tym samym czasie rozległ się hałas, jakby ktoś kopnął drzwi wejściowe. Sekundę potem głośniejszy huk. Dawid pewnym krokiem ruszył w stronę wyjścia, wyprostował dłoń w geście mówiącym: "zostańcie tu, sam się tym zajmę".
Anka uświadomiła sobie, że pomimo braku fizycznej siły ciężar całej tej sytuacji spoczywa na jej barkach. Nieśmiało poderwała się z miejsca osłaniając Isabel.
Mam nadzieję, ze się podoba:) Jeśli czytacie to komentujcie, komentujcie;) Na następny rozdział prawdopodobnie poczekacie trochę dłużej, bo skończył mi się zapas tekstu i będę musiała pisać na bieżąco, a długo tego nie robiłam:)
- To dobrze, bo myślałam, że będziecie się kłócić.- Anka nie wyczuła ironii w głosie dziewczyny.
- Ależ skąd! Znaleźliśmy nawet wspólne tematy- wtrącił znów Dawid, przykładając dłoń do koszuli, w miejscu, gdzie wisiał amulet.
Isabel wolała się nie odzywać.
- Dawid, mieliśmy szukać Antoniego, ale w tej sytuacji chyba będzie lepiej, jeśli najpierw pomożemy Isabel.
- Poza tym nie mamy pewności co do Antoniego, ale nie sądzę, żeby ta dziewczyna- popatrzył na czarownicę- chciała mojej pomocy.
- Musimy jej pomóc- stwierdziła Anka. Dziwnie była przekonana, że Dawid zrobi to, co ona uzna za stosowne.
Wampir uniósł brwi za zdziwienia, ale niczego nie powiedział. Ania natomiast usiadła obok Isabel. Przyglądała się czarownicy, która była przestraszona. Miała napięte mięśnie, jakby była gotowa do ataku. Po krótkiej obserwacji Ania powiedziała:
- Właściwie to już powinnam iść. Przyszłam tylko sprawdzić czy wszystko jest w porządku- popatrzyła na Polikarpa. Jej wzrok ostrzegał go przed zrobieniem Isabel krzywdy.
- Proszę zostań!- krzyknęła błagalnie czarownica, biorąc w ręce dłoń Ani.- On niedługo tu przyjdzie- dodała ściszonym głosem, płacząc.
- Skąd możesz to wiedzieć?- była zdziwiona pewnością dziewczyny.
Isabel wyjęła spod beżowej koszuli naszyjnik i pokazała go Ani.
- Co to jest?- dotknęła kamienia zawieszonego na rzemyku.
- To amulet intuicji. Teraz dzieje się coś złego. Zło się zbliża, on się zbliża. Będzie chciał mnie zabić. Mnie, albo moją mamę. Albo ans obie.
- A jak ja mogę ci pomóc?- zapytała mając łzy w oczach. Czuła się za nią odpowiedzialna. Jej słowa wywołały u dziewczyny lęk.
- Nie wiem. Może to będzie tak, ze spojrzy na ciebie i się zakocha.
Dawid zaczął się głośno śmiać. Isabel zmarszczyła czoło i skarciła go wzrokiem. Wampir zakrył usta ręką. Dziewczyna przestała zwracać na niego uwagę i kontynuowała patrząc na Anię.
- A może ty mu coś powiesz. Nie wiem, wiem, ze mi pomożesz.
Ania głośno westchnęła i otarła skórę pod oczami. Postanowiła, że zostanie jeszcze jakiś czas. Siedziała przy dziewczynie do zmroku. Wtedy zerknęła w stronę okna. Przeraził ją fakt, że będzie musiała sama nocą wracać do domu. Nie odwracając wzroku stwierdziła:
- Jest już ciemno. Pewnie już nie przyjdzie, nie dzisiaj.
- Przyjdzie teraz- pośpieszyła Isabel- wampiry nie mogą poruszać się w świetle słońca.
Ania otworzyła szeroko oczy. Słowa czarownicy nią wstrząsnęły. Zerkała raz po raz na Dawida i dziewczynę.
- Ten akurat ma talizman, który go chroni- uzupełniła swoją wypowiedź.
W tym samym czasie rozległ się hałas, jakby ktoś kopnął drzwi wejściowe. Sekundę potem głośniejszy huk. Dawid pewnym krokiem ruszył w stronę wyjścia, wyprostował dłoń w geście mówiącym: "zostańcie tu, sam się tym zajmę".
Anka uświadomiła sobie, że pomimo braku fizycznej siły ciężar całej tej sytuacji spoczywa na jej barkach. Nieśmiało poderwała się z miejsca osłaniając Isabel.
Mam nadzieję, ze się podoba:) Jeśli czytacie to komentujcie, komentujcie;) Na następny rozdział prawdopodobnie poczekacie trochę dłużej, bo skończył mi się zapas tekstu i będę musiała pisać na bieżąco, a długo tego nie robiłam:)
sobota, 5 października 2013
25. Czarownica
Godzinę później Anka
i Isabel stały pod drzwiami domu Dawida. Anka zastukała kołatką. Wampir
otworzył drzwi. Ucieszył się na widok przyjaciółki.
- To jest Isabel-
powiedziała Anka.- Mogłaby u ciebie przenocować?
- Wejdźcie-
odpowiedział.
Gdy przeszły przez
próg Polikarp zadał pytanie:
- O co tu chodzi?
- Ona nie ma
gdzie się podziać- wypowiedziała niepewnie Anka.
Dawid przyjrzał się
nieznajomej.
- Twarz ładna,
ale te ubrania… Spódnica z frędzelkami?
- Isabel nie jest
tu po to, żeby ci się podobać.
- A dlaczego
twoja koleżanka nie zanocuje u ciebie?
- Bo to nie jest
moja koleżanka. Dzisiaj ją poznałam.
Dawid uniósł brwi.
- Tym bardziej
cię nie rozumiem.
- Uciekła przed
wampirem, który chciał ją zabić i…
- I dlatego
postanowiłaś, że przyprowadzisz ją do innego wampira na noc- zaakcentował dwa
ostatnie słowa.
- Dawid ufam ci.-
Anka popatrzyła prosto w jego czarne oczy.
- Ale ona mi nie
ufa- wskazał na przestraszoną, skuloną Isabel.
- Proszę, ona
naprawdę nie ma dokąd iść. Przyszła do mnie, bo przepowiada przyszłość.
Dawid wyczuł
zagrożenie ze strony drobnej istotki ludzkiej. Skinął na nią głową i jakby
nigdy nic zapytał:
- Jesteś
czarownicą?
- Tak- odparła
Isabel.
Ankę zdziwiła ta
odpowiedź. Myślała, ze to zwykła dziewczyna z darem. Taka jak ona, a tymczasem
okazało się, że nie tylko wampiry, ale i czarownice istnieją naprawdę.
- Co się stało?-
spytał Dawid.
- Kiedy cię
poznałam okazało się, że świat, w którym żyję bardzo różni się od tego, który
znam, a Isabel utwierdziła mnie w tym.
- Czyli znowu
będziemy mieli przesłuchanie- przewrócił oczami.
- Spodziewałeś
się, że nie będzie mnie obchodziło z kim mam do czynienia?
Dawid tylko głośno
wypuścił powietrze i zaprowadził obie dziewczyny do salonu. Kiedy wszyscy
siedzieli wygodnie Ania zwróciła się do czarnowłosej:
- Jak stałaś się
czarownicą?
Isabel uśmiechnęła
się nieśmiało.
- Urodziłam się
taka. Odziedziczyłam to po mamie- była dumna ze swojego pochodzenia. Słyszeli
to w tonie jej głosu.
- A można w inny
sposób…- nie skończyła. Isabel podburzyła się i surowo powiedziała:
- Nie. Nie można
nauczyć się być czarownicą. Możesz uczyć się nowych zaklęć, ale nie zostaniesz
czarownicą z dnia na dzień.
- Co w takim
razie potrafi robić taka jak ty?- Anka czuła, że zdobywa cenną wiedzę.
- Możemy
wszystko. Musimy mieć tylko dostęp do odpowiednich ksiąg.
„Możemy wszystko”.
Te dwa słowa przypomniały Ance Karolinę. To skojarzenie sprawiło, że
zrozumiała, iż czarownice równie jak wampiry mogą być niebezpieczne.
Po pewnym czasie
Ania musiała wyjść i zostawić Isabel sam na sam z Dawidem. Kiedy poszła
nieśmiała czarownica rozpoczęła rozmowę z Polikarpem.
- Nie sądziłam,
że uciekając od tamtej bestii będę musiała spędzić noc w domu innego wampira.
Dawid zmarszczył
brwi i uśmiechnął się szyderczo:
- Do niczego cię
nie zmuszę. Tam są drzwi- skinął.
- Jednak
zdecyduję się zostać tutaj- rozejrzała się.
- Możesz się umyć
i przebrać w łazience. Spać będziesz u góry.
- Dobrze.-
Nabrała pokory- ale nie mam się w co przebrać.
- Coś się
znajdzie. Możesz iść obejrzeć pokój.
Zaprowadził ją na
pierwsze piętro do sypialni. Na środku pokoju przy ścianie stało drewniane
łóżko. Naprzeciw niego szafa. Stare meble miały duszę. Dawid zostawił ją samą.
Czarownica wyjęła spod błękitnej bluzki kamień zawieszony na rzemyku. Zaświecił
na niebiesko. Uśmiechnęła się do niego i umieściła z powrotem pod bluzką.
Postanowiła zejść do wampira, żeby dał jej zaoferowane wcześniej ubrania. Po
schodach schodziła ostrożnie, trzymając się poręczy. Było jej słabo, kręciło
jej się w głowie. Wreszcie upadła.
Polikarp podbiegł do
niej i podał jej dłoń. Chwyciła ją i oboje przeszedł niemal widzialny prąd.
- Co widziałaś?-
zapytał zaniepokojony wyrazem jej twarzy chłopak.
- Nic, faktycznie
jesteś inny niż wszyscy, chociaż tak podobny.
- Co masz na
myśli mówiąc podobny?- dociekał.
- Nic-
odpowiedziała przyglądając się jego twarzy.- Jestem głodna.
- To nie mój
problem- odpowiedział surowo. Wstał nie pomagając jej.- Idę coś zjeść- rzucił
do niej uśmiech.
- Chyba wypić…-
odgryzła się.
Wyszedł nie wdając
się z nią w dyskusję. Trzasnął drzwiami.
- O! Już
wróciłeś- wypowiedziała ironicznie Isabel. Było po północy.
Wampir nie
odpowiadał na jej zaczepki. Rzucił w jej stronę reklamówką i szybkim krokiem
wszedł po schodach. Czarna, skórzana kurtka falowała od wiatru, który
wytwarzał. Dziewczyna rozpakowała torebkę. W środku były dwie bułki, sok
jabłkowy i kilka plasterków żółtego sera. Nie zastanawiała się ani chwili i
zaczęła łapczywie wpychać sobie do ust. Popiła wszystko sokiem i położyła się w
przydzielonym pokoju.
Przepraszam, że tak późno, ale przeprowadzałam się, a w nowym mieszkaniu nie mam jeszcze internetu, wybaczcie;)
sobota, 21 września 2013
24. Niewolnica
Było popołudnie, gorące słońce wlewało się do salonu. Dziadek zbierał walizki, a babcia ściskała mamę. Uznali, że dziewczyny czują się lepiej i postanowili wrócić do domu. Mama odprowadziła ich do drzwi i dziadkowie odjechali starym, błękitnym autem. Faktycznie od kilku dni mama nie płakała, a Oliwka przestała ubierać czarne sukienki. Ankę dobijało stwierdzenie, że wszystko wraca do normy, ale tak właśnie było, tylko, że nową normą był brak ojca. Oliwia jak każdego dnia wybrała się z mamą na cmentarz. Anka nie chciała z nimi iść, wiedziała, że tego nie zrozumieją, ale nie chciała im niczego tłumaczyć. Została sama w domu. Siedziała na kanapie w salonie z niezbyt optymistyczną myślą, że wakacje dobiegają końca, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Dziewczyna natychmiast wstała i je otworzyła. Po drugiej stronie stała młoda latynoska z pięknym, długimi włosami. Wyglądała na niepewną i przestraszoną, ale po chwili milczenia i spoglądania na Anię wypowiedziała z pewnością:
- To ty- i odetchnęła z ulgą.
- Słucham?- Ania była zdezorientowana.
- Ty. Wiem, że mnie zrozumiesz. Pomożesz nam.- To nie było pytanie, ale stwierdzenie. Dziewczyna była przekonana co do trafności wypowiadanych słów.
Anka nadal patrzyła na nią nie wiedząc jak zareagować.
- Mogę wejść?- zapytała nieznajoma.
- Tak, proszę- odpowiedziała. Myślała, że dziewczyna cierpi na jakąś chorobę.
- Posłuchaj- zaczęła czarnowłosa- wiem, że uratujesz mnie i moją matkę.
Anka uśmiechnęła się.
- Naprawdę. Jesteśmy niewolnicami- dodała.
- Uspokój się- dotknęła ramienia dziewczyny.- Usiądź. Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Nie ma niewolników. Na pewno nie w Polsce, nie w Europie.
Dziewczyna niezłomnie kontynuowała.
- Widzę przyszłość- wypowiedziała niepewnie i cicho oczekując reakcji Anki. Ta spojrzała na nią badawczo i postanowiła słuchać jej bez względu na wszystko. Latynoska mówiła dalej:
- Mój pan zakocha się w tobie, będziesz miała na niego dobry wpływ. Uwolnisz nas.
- Ostatnio często to słyszę. Nikt nigdy mnie nie kochał, a ty jesteś drugą osobą, która przynosi mi podobne wieści.- Ania była rozbawiona.
- Masz kontakt z innymi z kręgu?
Dziewczyna nie miała pojęcia o czym mówi nieznajoma. Zaczęła się jej bać.
- Chcesz się czegoś napić?- zapytała. Myślała, że chociaż tak może pomóc przestraszonej istocie siedzącej z podwiniętymi nogami.
- Nie wierzysz mi- drążyła.- Zacznę od początku. Mam na imię Isabel.
- Ania- wyciągnęła do niej dłoń i wtedy to się stało. Ankę przeszedł elektryczny dreszcz. Zrobiło jej się ciemno przed oczami. Potem widziała urywane obrazy: Isabel sprzątającą jakiś pokój razem ze starszą od niej kobietą. Jej matką. Isabel uciekającą z domu. Mężczyznę, a właściwie chłopaka biegnącego za nią z zawrotną prędkością, wreszcie bijącego ją i... pijącego z niej krew. Anka była tak zszokowana, że jakoś zerwała to połączenie.- Wampir- wyszeptała.
- Za dużo widziałaś- spuściła głowę i dotknęła dłonią rany na szyi.- Skąd je znasz?
- Znam troje wampirów. Jeden jest moim przyjacielem.
- Jak można przyjaźnić się z jakąś pijawką?!- Zarzuciła Ani.
- A jak można mi wmawiać, że inna pijawka mnie pokocha?
- To prawda- tupnęła nogą jak małe dziecko w sprzeczce.
- Dawid nie jest taki jak inne wampiry. Nie zabija ludzi.
- Pewnie- rzuciła oburzona Isabel.- A żywi się nektarem z roślin- dodała z gorzkim uśmiechem.
- Jakoś musi żyć.
- Nie broń ich. Wszyscy dawno powinni byli umrzeć.
- Wiesz, chyba nie chcę ci pomagać- wyznała Anka.
- Chcesz i pomożesz- nie wywierała na Ance presji. Znów mówiła ze spokojną pewnością.
- Jak mam ci pomóc?
- On niedługo zacznie mnie tropić. Znajdzie mnie tu... i wtedy ty zmienisz go, nie będzie wykorzystywał mnie i mojej mamy.
- Nie wiem dlaczego ci wierzę.
- Ale wierzysz- wtrąciła Isabel z uśmiechem pięciolatki.
- Tak, tylko nie możesz zostać u mnie w domu- było jej przykro, że nie mogła zapewnić noclegu swojemu gościowi.
- Mogę spędzić noc w parku.
- Nie!- krzyknęła Anka- mam lepszy pomysł.
Przepraszam, że znów musieliście długo czekać i mam nadzieję, ze rozdział się podoba.
Następny będzie szybciej;)
Czekam na komentarze... ;)
- To ty- i odetchnęła z ulgą.
- Słucham?- Ania była zdezorientowana.
- Ty. Wiem, że mnie zrozumiesz. Pomożesz nam.- To nie było pytanie, ale stwierdzenie. Dziewczyna była przekonana co do trafności wypowiadanych słów.
Anka nadal patrzyła na nią nie wiedząc jak zareagować.
- Mogę wejść?- zapytała nieznajoma.
- Tak, proszę- odpowiedziała. Myślała, że dziewczyna cierpi na jakąś chorobę.
- Posłuchaj- zaczęła czarnowłosa- wiem, że uratujesz mnie i moją matkę.
Anka uśmiechnęła się.
- Naprawdę. Jesteśmy niewolnicami- dodała.
- Uspokój się- dotknęła ramienia dziewczyny.- Usiądź. Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Nie ma niewolników. Na pewno nie w Polsce, nie w Europie.
Dziewczyna niezłomnie kontynuowała.
- Widzę przyszłość- wypowiedziała niepewnie i cicho oczekując reakcji Anki. Ta spojrzała na nią badawczo i postanowiła słuchać jej bez względu na wszystko. Latynoska mówiła dalej:
- Mój pan zakocha się w tobie, będziesz miała na niego dobry wpływ. Uwolnisz nas.
- Ostatnio często to słyszę. Nikt nigdy mnie nie kochał, a ty jesteś drugą osobą, która przynosi mi podobne wieści.- Ania była rozbawiona.
- Masz kontakt z innymi z kręgu?
Dziewczyna nie miała pojęcia o czym mówi nieznajoma. Zaczęła się jej bać.
- Chcesz się czegoś napić?- zapytała. Myślała, że chociaż tak może pomóc przestraszonej istocie siedzącej z podwiniętymi nogami.
- Nie wierzysz mi- drążyła.- Zacznę od początku. Mam na imię Isabel.
- Ania- wyciągnęła do niej dłoń i wtedy to się stało. Ankę przeszedł elektryczny dreszcz. Zrobiło jej się ciemno przed oczami. Potem widziała urywane obrazy: Isabel sprzątającą jakiś pokój razem ze starszą od niej kobietą. Jej matką. Isabel uciekającą z domu. Mężczyznę, a właściwie chłopaka biegnącego za nią z zawrotną prędkością, wreszcie bijącego ją i... pijącego z niej krew. Anka była tak zszokowana, że jakoś zerwała to połączenie.- Wampir- wyszeptała.
- Za dużo widziałaś- spuściła głowę i dotknęła dłonią rany na szyi.- Skąd je znasz?
- Znam troje wampirów. Jeden jest moim przyjacielem.
- Jak można przyjaźnić się z jakąś pijawką?!- Zarzuciła Ani.
- A jak można mi wmawiać, że inna pijawka mnie pokocha?
- To prawda- tupnęła nogą jak małe dziecko w sprzeczce.
- Dawid nie jest taki jak inne wampiry. Nie zabija ludzi.
- Pewnie- rzuciła oburzona Isabel.- A żywi się nektarem z roślin- dodała z gorzkim uśmiechem.
- Jakoś musi żyć.
- Nie broń ich. Wszyscy dawno powinni byli umrzeć.
- Wiesz, chyba nie chcę ci pomagać- wyznała Anka.
- Chcesz i pomożesz- nie wywierała na Ance presji. Znów mówiła ze spokojną pewnością.
- Jak mam ci pomóc?
- On niedługo zacznie mnie tropić. Znajdzie mnie tu... i wtedy ty zmienisz go, nie będzie wykorzystywał mnie i mojej mamy.
- Nie wiem dlaczego ci wierzę.
- Ale wierzysz- wtrąciła Isabel z uśmiechem pięciolatki.
- Tak, tylko nie możesz zostać u mnie w domu- było jej przykro, że nie mogła zapewnić noclegu swojemu gościowi.
- Mogę spędzić noc w parku.
- Nie!- krzyknęła Anka- mam lepszy pomysł.
Przepraszam, że znów musieliście długo czekać i mam nadzieję, ze rozdział się podoba.
Następny będzie szybciej;)
Czekam na komentarze... ;)
niedziela, 1 września 2013
23. Nie wszystko jest takie jak ci się wydaje
Anka przypatrywała się wampirzycy. Nie wyglądała jak w jej snach, a tym bardziej nie jak wtedy w lesie. Teraz była piękna. Złote, proste włosy okalały jej bladą twarz w kształcie trójkąta. Wygląd zewnętrzny kompletnie zaprzeczał jej wnętrzu. Wyglądała jak anioł z błękitnymi, niewinnymi oczami. Uśmiech też miała delikatny, gdyby Anka nie wiedziała do czego była zdolna mogłaby jej całkowicie zaufać.
Tymczasem samochód z wampirem, wampirzycą i pokarmem w postaci Ani znajdował się w środku gęstego, liściastego lasu. Karolina zatrzymała pojazd, a Anka natychmiast wysiadła z niego trzaskając drzwiami. Wampiry wyszły za nią.
- Czego ode mnie chcecie?- zapytała zdenerwowana i przestraszona dziewczyna.
- My?! Niczego. Ty chciałaś się z nami spotkać.- Karolina uśmiechnęła się szeroko.
- Właściwie nie z tobą, tylko Antonim. Myślałam, że ty nie żyjesz.
- Jak się okazało twoje ciało to nie jedyne wyjście. Z resztą moje podoba mi się bardziej.- Poprawiła włosy.- A tak naprawdę wiedziałaś, że żyję. Przynajmniej d dzisiejszego poranka.
Anka bała się jeszcze bardziej. Czy Karolina ją szpiegowała? To byłoby nie do zniesienia.
- To nie był przypadek, że mi się przyśniłaś, prawda?
- Chciałam z tobą porozmawiać, ale i tak tego nie rozumiesz. Ludzie czasami okazują się naprawdę głupi.- Westchnęła.
- O co ci chodzi?
- Kiedy zrozumiesz, będziesz mi dziękować.
- Tobie? Nie sądzę. Zabiłaś mojego ojca.
- Zdecyduj się ja go zabiłam czy ten tutaj- skinęła na Antka.
- Nie wiem. Właśnie tego chcę się od was dowiedzieć.- Nabrała pewności siebie.
- No to się nie dowiesz.- Wampirzyca wzruszyła ramionami.- Sama musisz się tego domyślić.
- Chcesz robić mi z tego zagadkę?! Powiedz tylko ty czy on!
Karolina milczała. Odwróciła głowę w stronę Antoniego, który stał z tyłu przy samochodzie. Podeszła do Anki. Dziewczynę przeszedł zimny dreszcz.
- Nie wszystko jest takie jak ci się wydaje- wyszeptała jej do ucha.
- Czyli to on- naciskała Anka.
Karolina złapała się za głowę. Wyraźnie puszczały jej nerwy.
- Nie będę ci wszystkiego tłumaczyć, dopóki sama nie zmądrzejesz.
Wampirzyca ruszyła do samochodu.
- Czemu mnie nie zabijesz?!- krzyknęła Anka w jej kierunku.
- Mój chłopak ma na ciebie ochotę- powiedziała zamykając drzwi i odjechała z Antonim.
Ania odetchnęła głośno. Nadal nic nie wiedziała, poza tym, że Karolina żyje. A jej ostatnie słowa sprawiały, że stało się potwornie zimno. Blondynka miała wpływ na przyrodę. "Pewnie chce, żebym tu zamarzła"- pomyślała Anka. Byłaby pierwszą osobą, która zamarzła w sierpniu.
Nagle usłyszała dźwięk łamanej gałęzi. Obróciła się przestraszona i przemarznięta. Z drzewa zeskoczył Dawid.
- Znów znajduję cię w takim stanie.- Zdjął kurtkę i dał Ance tak jak wtedy. Ubrała ją, bo nie wytrzymywała na mrozie, a Dawid i tak nie odczuwał zimna.
- Byłeś tutaj cały czas- zarzuciła mu.
- Powiedziałem, że nie możesz być sama.
- Słyszałeś wszystko?
- Mówiłem ci, że to wariatka. Nie usłyszałem tylko tego co ci wyszeptała.
- To samo co we śnie.- Anka skrzyżowała ręce.- Niczego nie rozumiem.
Dzisiaj taki króciutki;) Jeśli czytacie- komentujcie;)
Tymczasem samochód z wampirem, wampirzycą i pokarmem w postaci Ani znajdował się w środku gęstego, liściastego lasu. Karolina zatrzymała pojazd, a Anka natychmiast wysiadła z niego trzaskając drzwiami. Wampiry wyszły za nią.
- Czego ode mnie chcecie?- zapytała zdenerwowana i przestraszona dziewczyna.
- My?! Niczego. Ty chciałaś się z nami spotkać.- Karolina uśmiechnęła się szeroko.
- Właściwie nie z tobą, tylko Antonim. Myślałam, że ty nie żyjesz.
- Jak się okazało twoje ciało to nie jedyne wyjście. Z resztą moje podoba mi się bardziej.- Poprawiła włosy.- A tak naprawdę wiedziałaś, że żyję. Przynajmniej d dzisiejszego poranka.
Anka bała się jeszcze bardziej. Czy Karolina ją szpiegowała? To byłoby nie do zniesienia.
- To nie był przypadek, że mi się przyśniłaś, prawda?
- Chciałam z tobą porozmawiać, ale i tak tego nie rozumiesz. Ludzie czasami okazują się naprawdę głupi.- Westchnęła.
- O co ci chodzi?
- Kiedy zrozumiesz, będziesz mi dziękować.
- Tobie? Nie sądzę. Zabiłaś mojego ojca.
- Zdecyduj się ja go zabiłam czy ten tutaj- skinęła na Antka.
- Nie wiem. Właśnie tego chcę się od was dowiedzieć.- Nabrała pewności siebie.
- No to się nie dowiesz.- Wampirzyca wzruszyła ramionami.- Sama musisz się tego domyślić.
- Chcesz robić mi z tego zagadkę?! Powiedz tylko ty czy on!
Karolina milczała. Odwróciła głowę w stronę Antoniego, który stał z tyłu przy samochodzie. Podeszła do Anki. Dziewczynę przeszedł zimny dreszcz.
- Nie wszystko jest takie jak ci się wydaje- wyszeptała jej do ucha.
- Czyli to on- naciskała Anka.
Karolina złapała się za głowę. Wyraźnie puszczały jej nerwy.
- Nie będę ci wszystkiego tłumaczyć, dopóki sama nie zmądrzejesz.
Wampirzyca ruszyła do samochodu.
- Czemu mnie nie zabijesz?!- krzyknęła Anka w jej kierunku.
- Mój chłopak ma na ciebie ochotę- powiedziała zamykając drzwi i odjechała z Antonim.
Ania odetchnęła głośno. Nadal nic nie wiedziała, poza tym, że Karolina żyje. A jej ostatnie słowa sprawiały, że stało się potwornie zimno. Blondynka miała wpływ na przyrodę. "Pewnie chce, żebym tu zamarzła"- pomyślała Anka. Byłaby pierwszą osobą, która zamarzła w sierpniu.
Nagle usłyszała dźwięk łamanej gałęzi. Obróciła się przestraszona i przemarznięta. Z drzewa zeskoczył Dawid.
- Znów znajduję cię w takim stanie.- Zdjął kurtkę i dał Ance tak jak wtedy. Ubrała ją, bo nie wytrzymywała na mrozie, a Dawid i tak nie odczuwał zimna.
- Byłeś tutaj cały czas- zarzuciła mu.
- Powiedziałem, że nie możesz być sama.
- Słyszałeś wszystko?
- Mówiłem ci, że to wariatka. Nie usłyszałem tylko tego co ci wyszeptała.
- To samo co we śnie.- Anka skrzyżowała ręce.- Niczego nie rozumiem.
Dzisiaj taki króciutki;) Jeśli czytacie- komentujcie;)
niedziela, 25 sierpnia 2013
22. Spotkanie z mordercą
Kiedy razem z mamą i Oliwią dotarła na cmentarz było już południe. Gorące promienie padały na czarne ubrania mamy i siostry. Ania ubraniami nie chciała okazywać żałoby. Czy strój mógł cokolwiek zmienić? Miała na sobie białą sukienkę dla kontrastu. Widziała spojrzenie matki, kiedy wychodziła z domu. Ludzie, którzy przechodzili obok pewnie myśleli "Nie kochała ojca", ale to nie była prawda. Dziewczyna żałobę skrywała na dnie serca, chociaż chciała ją z całej siły wyprzeć myślami, ze ojciec ich nie opuścił.
Mama przyniosła świeże kwiaty na grób i rozpłakała się kładąc ja na zimnej, granitowej powierzchni. Oliwka objęła ją i obie usiadły na ławce obok pomnika. Zawiał chłodny wiatr i Anka poczuła zapach perfum ojca. Zerknęła na kobiety, ale one chyba tego nie czuły. Patrzyły tępo na grób jak tysiące innych ludzi, którzy wierzą, że zmarli są tam, pod ziemią. Naprawdę tam był tylko piasek, trumna i ciało. Duch był z nimi, ale może były tak zamknięte w swoich przekonaniach, że nie chciały wyczuwać obecności ojca. Kolejny podmuch wiatru zaczesał Ance włosy na lewy bok. Tata zawsze mówił jej, ze tak wygląda lepiej. Brunetka uśmiechnęła się szeroko. Oliwia natychmiast skarciła ją wzrokiem, jakby chciała powiedzieć, że uśmiechanie się jest zakazane. Anka nie tłumaczyła niczego tylko szybko przywołała się do porządku.
Czekając na kobiety spędziła na cmentarzu dwie godziny. Trochę im współczuła, bo myślały, że będąc przy grobie są bliżej taty, a nie wiedziały, że on jest przy nich cały czas. Kiedy mijały bramę Anka wypatrzyła Dawida. Powiedziała, że musi porozmawiać z chłopakiem i poszła do niego.
- Idziemy?- zapytał Polikarp.
- Tak- rzuciła bez zastanowienia.
Według tego co mówiła Oliwia dom Antoniego był niedaleko cmentarza. Ruszyli przed siebie, ale po chwili Ania zatrzymała chłopaka.
- Poczekaj! Co my właściwie mu powiemy?
- Może po prostu użyjemy tego- kopnął kawałek gałęzi leżący na chodniku.
- Nie!- zaprotestowała.- Nikogo nie będziemy zabijać.
- To powiedzmy mu, żeby zapomniała o twojej siostrzyczce i zapytajmy kulturalnie czy przypadkiem nie zabił twojego ojca- uśmiechnął się ironicznie.
- Masz rację, to kompletnie nie ma sensu.- Odwróciła się na pięcie.
Dawid chwycił jej dłoń i pociągnął za sobą.
- Co by się nie stało będę przy tobie- patrzył jej prosto w oczy.
Uwierzyła mu i bez planu poszła za nim. Moment później byli pod drzwiami wskazanego przez Oliwię domu. Dawid chciał wyważyć drzwi, ale Anka wyprzedziła go stukając w nie.
- Dzień dobry- powiedziała , kiedy ujrzała około czterdziestoletnią kobietę po drugiej stronie progu.
- Dzień dobry- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
- Może wynajmuje mu pokój, albo mają romans- mówił Dawid w jej myślach.
Popatrzyła na niego nie dowierzając w jego drugi pomysł.
- Czy zastaliśmy Antoniego- spytał na głos Dawid.
- Nie. Żaden Antonii tu nie mieszka.
- Czyżby?- Polikarp wepchnął nogę na próg.
Kobieta przestraszyła się i pchnęła drzwi. Napotkała jednak opór nogi Dawida. Anka uderzyła go ręką w ramię. Cofnął się.
- Proszę pani, czy na pewno nie mieszka tu Antonii?- dopytywała Ania.
- Na pewno. Wiem kto mieszka w moim domu.
Anka usłyszała radosny krzyk dzieci, co upewniło ją w przekonaniu, że kobieta nie jest kochanką wampira.
- Nie wynajmowała pani kiedyś pokoju młodemu chłopakowi?
- Nie. Musieliście pomylić adresy. Żaden Antonii tu nigdy nie mieszkał.
Anka jej uwierzyła i pożegnała kobietę. Dawid ruszył za nią. Była pewna, że nie pomylili domu.
- I gdzie my go mamy szukać?- Spojrzała w prawo, ale Dawida nie było obok niej. Rozejrzała się dookoła. Stał pod drzwiami i nasłuchiwał. Po chwili podszedł do dziewczyny.
- Nie okłamała nas- powiedział.
- Skąd wiesz?
- Kazała dzieciom rozpakować walizki. Byli na urlopie. Ciekawe jak długo.- Popatrzył porozumiewawczo na Ankę.
Uśmiechnęła się. Bez przyjaciela by tego nie wiedziała. Oliwia mogła być zaproszona do tego domu w czasie nieobecności właścicieli.
Po powrocie do domu dziewczyna zobaczyła, że ktoś zostawił jej kartkę na toaletce. Przeczytała napis:
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale byłam bardzo zajęta. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba;) Proszę o komentarze.
Pozdrawiam;*
Mama przyniosła świeże kwiaty na grób i rozpłakała się kładąc ja na zimnej, granitowej powierzchni. Oliwka objęła ją i obie usiadły na ławce obok pomnika. Zawiał chłodny wiatr i Anka poczuła zapach perfum ojca. Zerknęła na kobiety, ale one chyba tego nie czuły. Patrzyły tępo na grób jak tysiące innych ludzi, którzy wierzą, że zmarli są tam, pod ziemią. Naprawdę tam był tylko piasek, trumna i ciało. Duch był z nimi, ale może były tak zamknięte w swoich przekonaniach, że nie chciały wyczuwać obecności ojca. Kolejny podmuch wiatru zaczesał Ance włosy na lewy bok. Tata zawsze mówił jej, ze tak wygląda lepiej. Brunetka uśmiechnęła się szeroko. Oliwia natychmiast skarciła ją wzrokiem, jakby chciała powiedzieć, że uśmiechanie się jest zakazane. Anka nie tłumaczyła niczego tylko szybko przywołała się do porządku.
Czekając na kobiety spędziła na cmentarzu dwie godziny. Trochę im współczuła, bo myślały, że będąc przy grobie są bliżej taty, a nie wiedziały, że on jest przy nich cały czas. Kiedy mijały bramę Anka wypatrzyła Dawida. Powiedziała, że musi porozmawiać z chłopakiem i poszła do niego.
- Idziemy?- zapytał Polikarp.
- Tak- rzuciła bez zastanowienia.
Według tego co mówiła Oliwia dom Antoniego był niedaleko cmentarza. Ruszyli przed siebie, ale po chwili Ania zatrzymała chłopaka.
- Poczekaj! Co my właściwie mu powiemy?
- Może po prostu użyjemy tego- kopnął kawałek gałęzi leżący na chodniku.
- Nie!- zaprotestowała.- Nikogo nie będziemy zabijać.
- To powiedzmy mu, żeby zapomniała o twojej siostrzyczce i zapytajmy kulturalnie czy przypadkiem nie zabił twojego ojca- uśmiechnął się ironicznie.
- Masz rację, to kompletnie nie ma sensu.- Odwróciła się na pięcie.
Dawid chwycił jej dłoń i pociągnął za sobą.
- Co by się nie stało będę przy tobie- patrzył jej prosto w oczy.
Uwierzyła mu i bez planu poszła za nim. Moment później byli pod drzwiami wskazanego przez Oliwię domu. Dawid chciał wyważyć drzwi, ale Anka wyprzedziła go stukając w nie.
- Dzień dobry- powiedziała , kiedy ujrzała około czterdziestoletnią kobietę po drugiej stronie progu.
- Dzień dobry- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
- Może wynajmuje mu pokój, albo mają romans- mówił Dawid w jej myślach.
Popatrzyła na niego nie dowierzając w jego drugi pomysł.
- Czy zastaliśmy Antoniego- spytał na głos Dawid.
- Nie. Żaden Antonii tu nie mieszka.
- Czyżby?- Polikarp wepchnął nogę na próg.
Kobieta przestraszyła się i pchnęła drzwi. Napotkała jednak opór nogi Dawida. Anka uderzyła go ręką w ramię. Cofnął się.
- Proszę pani, czy na pewno nie mieszka tu Antonii?- dopytywała Ania.
- Na pewno. Wiem kto mieszka w moim domu.
Anka usłyszała radosny krzyk dzieci, co upewniło ją w przekonaniu, że kobieta nie jest kochanką wampira.
- Nie wynajmowała pani kiedyś pokoju młodemu chłopakowi?
- Nie. Musieliście pomylić adresy. Żaden Antonii tu nigdy nie mieszkał.
Anka jej uwierzyła i pożegnała kobietę. Dawid ruszył za nią. Była pewna, że nie pomylili domu.
- I gdzie my go mamy szukać?- Spojrzała w prawo, ale Dawida nie było obok niej. Rozejrzała się dookoła. Stał pod drzwiami i nasłuchiwał. Po chwili podszedł do dziewczyny.
- Nie okłamała nas- powiedział.
- Skąd wiesz?
- Kazała dzieciom rozpakować walizki. Byli na urlopie. Ciekawe jak długo.- Popatrzył porozumiewawczo na Ankę.
Uśmiechnęła się. Bez przyjaciela by tego nie wiedziała. Oliwia mogła być zaproszona do tego domu w czasie nieobecności właścicieli.
Po powrocie do domu dziewczyna zobaczyła, że ktoś zostawił jej kartkę na toaletce. Przeczytała napis:
" Wiemy, że nas szukasz. Możemy się spotkać dzisiaj o 20 w parku (wiesz gdzie). Tym razem przyjdź bez ochroniarza.
A. i K."
Ania podała kartkę Polikarpowi.
- Mówiłam ci, że ona żyje. Muszę się z nimi spotkać.
- Pójdę z tobą.
- Nie możesz.
- A ty nie możesz iść sama.
- Muszę- nalegała.
Wstał i złapał ją za ramiona.
- Musisz uważać na Karolinę i Antoniego.
- Dlaczego? Bo mnie zabiją?!- Wiedziała, że jeśli będą chcieli to zrobić znajdą ją wszędzie.
- Mogą zrobić wszystko. Są wampirami.
- Tak jak ty- odparła i wyszła.
Poszła prosto do parku. Stanęła pod swoją wierzbą. Wiedziała, że o to miejsce im chodziło. Zadziałała impulsywnie, dopiero teraz uświadomiła sobie, że Dawid mógł mieć rację. Pocieszała się myślą, że o tej porze roku w parku zawsze byli ludzie. Chodziła dookoła drzewa i coraz mniej podobał jej się pomysł rozmawiania sam na sam z dwojgiem wampirów. Czy to sformułowanie było adekwatne do sytuacji, w której występują trzy osoby? Zawróciła w stronę domu, ale było za późno. Pojawił się Antonii, chwycił Ankę za rękę i prowadził w stronę drogi. Na poboczu zaparkowany był czarny, terenowy samochód. Antek otworzył tylne drzwi i wepchnął dziewczynę do środka. Usiadła posłusznie i zapięła pasy.
Usłyszała cichy chichot z przodu.
- Myślisz, że to ci pomoże?!- wampirzyca odwróciła się w jej stronę.- Jestem Karolina- dodała, kiedy zauważyła, że Anka nie ma ochoty odpowiadać na jej zaczepki.
- Miło cię poznać- w głosie Anka słychać było ironię.
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale byłam bardzo zajęta. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba;) Proszę o komentarze.
Pozdrawiam;*
środa, 24 lipca 2013
21. Smak krwi
Anka była w szkole. Szła przez korytarz, ale zupełnie nie wiedziała dokąd. Coś kazało jej iść, kierowało nią przeczucie, ze zobaczy coś ważnego. Wyszła z budynku na boisko szkolne. Było puste i zimne. Na drzewach nie było liści. Pomiędzy suchymi pniami poruszała się jakaś postać. Blondynka. Wysoka i szczupła. Była ubrana w długi, szary płaszcz, który zakrywał całe jej ciało. Kobieta zbliżała się do Anka powoli, dystyngowanym krokiem. Podeszła do dziewczyny na odległość jednego kroku i uśmiechnęła się szyderczo. W jej oczach był zamęt. Ania skądś ją znała. Nie mogła sobie przypomnieć skąd, ale znała ten podły uśmiech. Nagle ją olśniło. To była Karolina. Pewność, że to ona napawała ją obawą. Wampirzyca wyciągnęła do Ani prawą rękę. Miała w niej nóż cały we krwi.
- To ty zabiłaś mojego tatę- przełknęła łzę.
- Widzisz- zaczęła Karolina.- To takie głupie zabić kogoś kawałkiem metalu, kiedy ma się coś lepszego.- Obnażyła zęby. Kły się wydłużyły.
Dziewczyna odsunęła się o pół kroku. Była silna i dziwnie pewna, że nic jej nie grozi.
- Może ci to zademonstruję- powiedziała wampirzyca. Nagle pomiędzy nią, a Anką pojawił się chłopak. Dawid! Karolina przechyliła lekko jego głowę.
- Zostaw go!- krzyknęła Ania.- Nie możesz go zabić!
Karolina wzruszyła ramionami.
- Mogę. Mogę wszystko- wypowiedziała z pewnością w głosie i zbliżyła usta do szyi chłopaka.
- Nieee!- krzyczała brunetka.
Dawid powoli tracił grunt pod nogami, a Karolina namiętnie spijała krew z jego żył. Chłopak opadł na ziemię. Blondynka oblizała dokładnie wargi. Uśmiechnęła się. Anka spuściła wzrok na bezwładne ciało leżące na piasku. Uklęknęła obok niego i objęła jego martwą twarz. Jeszcze raz spojrzała w jego oczy, które nie były czarne tylko zielone. Z niedowierzaniem patrzyła na twarz ofiary. To nie był Dawid. To na pewno nie był on, ale jeszcze przed chwilą wyglądał zupełnie jak Polikarp...
- Nie wszystko jest takie jak ci się wydaje- powiedziała blondynka tonem innym niż zwykle. Była spokojna i uśmiechnięta, ale szczerze jak przyjaciółka, która daje ci dobrą radę. Wampirzyca odeszła. Zniknęło też ciało chłopaka.
- Dawid- mówiła dalej Anka. Czuła, że ktoś ją szturcha, ale nie tu. W innym wymiarze. Sen. To nie była rzeczywistość. Otworzyła oczy i zobaczyła Dawida.
- Miałaś koszmar- stwierdził.
Przytaknęła bezsłownie, zastanawiając się nad znaczeniem snu.
- Ona żyje- powiedziała.
- Kto?
- Karolina. Śniła mi się.
- To, że ci się śniła nie oznacza jeszcze, że żyje- odparł surowo.
- Jeszcze niedawno mówiłeś, ze mam dar.
- Nie mówiłem o snach. A co ci się przyśniło?- dopytał.
- Ona miała nóż w ręce. Cały we krwi, a później wyrzuciła go i cię zabiła, ale to nie byłeś ty.
- Co? Znowu bredzisz- dotknął jej czoła.- Gorące.
- Nic dziwnego jak ma się temperaturę wampira. Wiem, że to głupie, ale przecież sny nie muszą być dosłowne. To ona zabiła tatę, albo Antonii. Nie wiem. Mówiła, że nie wszystko jest takie jak mi się wydaje. Czyli sugerowała, że to ona.
Ktoś zapukał do pokoju Anki. Dziewczyna popatrzyła na Dawida.
- Dobra. Już mnie nie ma- powiedział i zniknął za balkonem.
Oliwka powoli weszła do pokoju.
- Jedziesz z nami na cmentarz?- zapytała.
- Tak. Tylko muszę się ubrać- odparła.- Oliwia!- zwróciła się do siostry, która już wychodziła.
- Co?
- Wiesz gdzie mieszka Antonii?
- Antek- poprawiła ją.
- Tak- skinęła.- Byłaś kiedyś u niego?
- Byłam. Mieszka w tym dużym domu na końcu Modrzewiowej. A dlaczego o to pytasz?
Anka pośpiesznie szukała odpowiedzi.
- Chciałam pożyczyć od niego książkę, o której ostatnio rozmawialiśmy- palnęła, bo nic innego nie przychodziło jej do głowy. Ta odpowiedź widocznie wystarczyła Oliwce, bo szybko wyszła z pokoju, w którym natychmiast pojawił się Dawid.
- Dobra robota- powiedział trzymając jabłko w ręce.- To z twojego ogrodu. Pewnie są dobre. Możesz coś dla mnie zrobić?- spytał z głupim wyrazem twarzy.
- Co takiego?
- Ugryź i powiedz mi jak smakuje.- Podał jej owoc.
Bez wahania wgryzła się w niego.
- Twarde- stwierdziła.
- Smak?!- dociekał.
- Aha. Słodki miąższ. Gorzka skórka Bardzo soczyste. Może trochę kwaśne. Tak. Słodko- kwaśne.
- Może być. Dziękuję- powiedział.
- Nie ma za co- uśmiechnęła się.- Teraz ty powiedz mi jak smakuje krew.
- To zależy od dawcy. Czasem jest słodka, innym razem gorzka, ale zawsze ma metaliczny posmak- opowiadał, jakby wykładał biologię.
- Co to znaczy, że ma metaliczny posmak?
Rozejrzał się po pokoju. Chwycił za srebrną łyżeczkę, która leżała na półce. Anka zastanawiała się skąd ona się tam wzięła.
- Poliż- polecił jej.
- Co? Cyba zwariowałeś.
- Nie. Tak smakuje krew.
- Dobra. Nie będę lizać łyżeczki. Umówmy się na piętnastą. Odwiedzimy Antoniego, a teraz wybacz, ale chciałabym się ubrać.
- Pewnie. Do zobaczenia- wypowiadając wyszedł jak zwykle, czyli przez balkon. Anka upewniła się, że go nie ma. Nie mogła wytrzymać z ciekawości i włożyła sobie w usta srebrną łyżeczkę. Po chwili odłożyła ją tak, skąd ją wzięła. Za szybą Dawid śmiał się z niej. Nie widziała go. Zniknął.
- To ty zabiłaś mojego tatę- przełknęła łzę.
- Widzisz- zaczęła Karolina.- To takie głupie zabić kogoś kawałkiem metalu, kiedy ma się coś lepszego.- Obnażyła zęby. Kły się wydłużyły.
Dziewczyna odsunęła się o pół kroku. Była silna i dziwnie pewna, że nic jej nie grozi.
- Może ci to zademonstruję- powiedziała wampirzyca. Nagle pomiędzy nią, a Anką pojawił się chłopak. Dawid! Karolina przechyliła lekko jego głowę.
- Zostaw go!- krzyknęła Ania.- Nie możesz go zabić!
Karolina wzruszyła ramionami.
- Mogę. Mogę wszystko- wypowiedziała z pewnością w głosie i zbliżyła usta do szyi chłopaka.
- Nieee!- krzyczała brunetka.
Dawid powoli tracił grunt pod nogami, a Karolina namiętnie spijała krew z jego żył. Chłopak opadł na ziemię. Blondynka oblizała dokładnie wargi. Uśmiechnęła się. Anka spuściła wzrok na bezwładne ciało leżące na piasku. Uklęknęła obok niego i objęła jego martwą twarz. Jeszcze raz spojrzała w jego oczy, które nie były czarne tylko zielone. Z niedowierzaniem patrzyła na twarz ofiary. To nie był Dawid. To na pewno nie był on, ale jeszcze przed chwilą wyglądał zupełnie jak Polikarp...
- Nie wszystko jest takie jak ci się wydaje- powiedziała blondynka tonem innym niż zwykle. Była spokojna i uśmiechnięta, ale szczerze jak przyjaciółka, która daje ci dobrą radę. Wampirzyca odeszła. Zniknęło też ciało chłopaka.
- Dawid- mówiła dalej Anka. Czuła, że ktoś ją szturcha, ale nie tu. W innym wymiarze. Sen. To nie była rzeczywistość. Otworzyła oczy i zobaczyła Dawida.
- Miałaś koszmar- stwierdził.
Przytaknęła bezsłownie, zastanawiając się nad znaczeniem snu.
- Ona żyje- powiedziała.
- Kto?
- Karolina. Śniła mi się.
- To, że ci się śniła nie oznacza jeszcze, że żyje- odparł surowo.
- Jeszcze niedawno mówiłeś, ze mam dar.
- Nie mówiłem o snach. A co ci się przyśniło?- dopytał.
- Ona miała nóż w ręce. Cały we krwi, a później wyrzuciła go i cię zabiła, ale to nie byłeś ty.
- Co? Znowu bredzisz- dotknął jej czoła.- Gorące.
- Nic dziwnego jak ma się temperaturę wampira. Wiem, że to głupie, ale przecież sny nie muszą być dosłowne. To ona zabiła tatę, albo Antonii. Nie wiem. Mówiła, że nie wszystko jest takie jak mi się wydaje. Czyli sugerowała, że to ona.
Ktoś zapukał do pokoju Anki. Dziewczyna popatrzyła na Dawida.
- Dobra. Już mnie nie ma- powiedział i zniknął za balkonem.
Oliwka powoli weszła do pokoju.
- Jedziesz z nami na cmentarz?- zapytała.
- Tak. Tylko muszę się ubrać- odparła.- Oliwia!- zwróciła się do siostry, która już wychodziła.
- Co?
- Wiesz gdzie mieszka Antonii?
- Antek- poprawiła ją.
- Tak- skinęła.- Byłaś kiedyś u niego?
- Byłam. Mieszka w tym dużym domu na końcu Modrzewiowej. A dlaczego o to pytasz?
Anka pośpiesznie szukała odpowiedzi.
- Chciałam pożyczyć od niego książkę, o której ostatnio rozmawialiśmy- palnęła, bo nic innego nie przychodziło jej do głowy. Ta odpowiedź widocznie wystarczyła Oliwce, bo szybko wyszła z pokoju, w którym natychmiast pojawił się Dawid.
- Dobra robota- powiedział trzymając jabłko w ręce.- To z twojego ogrodu. Pewnie są dobre. Możesz coś dla mnie zrobić?- spytał z głupim wyrazem twarzy.
- Co takiego?
- Ugryź i powiedz mi jak smakuje.- Podał jej owoc.
Bez wahania wgryzła się w niego.
- Twarde- stwierdziła.
- Smak?!- dociekał.
- Aha. Słodki miąższ. Gorzka skórka Bardzo soczyste. Może trochę kwaśne. Tak. Słodko- kwaśne.
- Może być. Dziękuję- powiedział.
- Nie ma za co- uśmiechnęła się.- Teraz ty powiedz mi jak smakuje krew.
- To zależy od dawcy. Czasem jest słodka, innym razem gorzka, ale zawsze ma metaliczny posmak- opowiadał, jakby wykładał biologię.
- Co to znaczy, że ma metaliczny posmak?
Rozejrzał się po pokoju. Chwycił za srebrną łyżeczkę, która leżała na półce. Anka zastanawiała się skąd ona się tam wzięła.
- Poliż- polecił jej.
- Co? Cyba zwariowałeś.
- Nie. Tak smakuje krew.
- Dobra. Nie będę lizać łyżeczki. Umówmy się na piętnastą. Odwiedzimy Antoniego, a teraz wybacz, ale chciałabym się ubrać.
- Pewnie. Do zobaczenia- wypowiadając wyszedł jak zwykle, czyli przez balkon. Anka upewniła się, że go nie ma. Nie mogła wytrzymać z ciekawości i włożyła sobie w usta srebrną łyżeczkę. Po chwili odłożyła ją tak, skąd ją wzięła. Za szybą Dawid śmiał się z niej. Nie widziała go. Zniknął.
wtorek, 16 lipca 2013
20. Szalona
- To niesprawiedliwe. Był ode mnie młodszy, a to ja żyję nadal. Powinienem był dawno umrzeć. Na pewno wcześniej od niego.
- Nie mów tak. Żył jak każdy człowiek, a ty po prostu stałeś się nieśmiertelny. Nie osiągniesz wieku naturalnej śmierci- spuściła głowę.- Przepraszam, głupio mówię. Nie miałeś przecież wpływu na jego życie.
- To był mój młodszy brat. Nie potrafię sobie wyobrazić, że mógł umrzeć jako dziadek- wyznał z żalem.- Dobra, koniec tego rozczulania- przywołał się do porządku. Nie mógł wpędzić Anki w melancholię i nie chciał, żeby odbierała go jak kogoś słabego. Wyznawał zasadę, że słabi są ci, którzy okazują słabość.
- Ktoś tu idzie- stwierdził po chwili nasłuchiwania.
- Niczego nie słyszę- powiedziała Ania próbując wyostrzyć zmysł słuchu, ale to nic nie dało. Nadal nic nie mogła usłyszeć.- Wydawało ci się.
- Nie możesz uważać, że nasze zmysły są takie same. W porównaniu ze mną jesteś prawie głucha. Idą tu trzy osoby- wytężył słuch.- Jakaś dziewczyna mówi do twojej siostry, że lepiej będzie jeśli pójdzie z nimi, bo nie wie czy chcesz ich widzieć.
- Jakich ich?- dopytywała.
- Nie przeceniaj mnie. To, że mam dobry słuch nie oznacza, że wzrok mam na tyle ostry, żeby widzieć kto stoi na schodach.
Rozległo się pukanie do drzwi. Dopiero to dziewczyna była w stanie usłyszeć. Popatrzyła z podziwem na Dawida. Ten przeczesał dłonią włosy w znanym jej geście. Anka podeszła do drzwi i je otworzyła.
- Masz gości- powiedziała Oliwka.
- Cześć.- usłyszała głos Igora- Jak się czujesz?- To pytanie było irytujące. Nie powinno być zadawane komuś, kto stracił bliską osobę, bo nie było na nie odpowiedzi.
- W porządku.- odpowiedziała jednak- Chodźcie.
Za Igorem weszła Oliwia i Wiktoria. Brunetka miała smutny wyraz twarzy, który zdradzał tyle, że chciała powiedzieć coś pocieszającego, ale nic nie przychodziło jej do głowy.
- Byliśmy na pogrzebie- wyznał blondyn siadając na kanapie obok Wiki i Dawida. Oliwka usiadła na krześle obok toaletki. Anka stała przygnębiona z założonymi rękoma.
- Pewnie źle się czujecie z tym, że nie ma już waszego taty- wypaliła Wiki. Dawid spiorunował ją wzrokiem. Oliwia rozpłakała się i wybiegła z pokoju.
- Taka ładna dziewczyna, a taka głupia- zarzucił brunetce.- Nie przyszło ci do głowy, że najmniej stosowną rzeczą teraz jest mówienie o tym co się stało?
- Ale ja nie chciałam nic złego- usprawiedliwiła się.
- Wiem- odparła spokojnie Anka.- Oliwia jest słaba, ale ja mam wrażenie, że tata tu jest. Raczej jestem tego pewna.
Dawid wziął dziewczynę pod ramię.
- Chyba musimy ws na chwilę przeprosić- wycedził przez zęby, a do Ani dodał:- Musimy porozmawiać.
Szarpiąc za ramię wyprowadził ją na balkon. Nie chciał, żeby ich słyszeli.
- Oszalałaś? Dlaczego im to mówisz?
- Nie chcę, żeby się o mnie martwili, przecież nie skłamałam, mój tata tu jest. Wierzysz mi?
- Tak, ja ci wierzę, ale to są zwykli ludzie. To idioci.
- Ja też jestem zwykłym człowiekiem- zripostowała.
- Nie. Ty jesteś inna, masz dar.
- I dlatego mam innych jak kogoś gorszego?
- Tak, właśnie tak. Oni tego nie zrozumieją. Będą cię traktowali, jakbyś miała urojenia, a na koniec zawiozą cię do szpitala psychiatrycznego.
- Dlatego, że czuję obecność ojca?
- Zmarłego ojca- podkreślił.- Dla ludzi coś co jest inne niż widują co dzień jest dziwaczne, nienormalne, chore.-wymawiając ostatnie słowo otworzył szerzej oczy, przez co dobitnie to do niej dotarło.
- Dlaczego?
- Od zawsze było tak, że coś co zasługiwało na podziw było odbierane odwrotnie. Wszystko przez zazdrość. Czasem ludzie mówią, że kogoś nienawidzą tylko dlatego, że mu zazdroszczą.
Miał rację. Nie urodził się wczoraj i wiedział o świecie więcej niż ona sama. Postanowiła wrócić do pokoju, ale nie kontynuować tematu. Kiedy weszli do środka zauważyła jak Wiktoria przygląda się wampirowi. Dokładnie tak jak Oliwia, kiedy widziała go po raz pierwszy. Wyglądało to tak, jakby nie widziała niczego poza nim, "jakby był jej jedynym marzeniem"- pomyślała Anka.-"Jakby zapomniała o istnieniu Igora"- dodała w myślach. Polikarpowi to wyraźnie się podobało. Przeszywał Wiki swoim tajemniczym spojrzeniem i magnetyzował ją.
Igor podszedł do Dawida:
- Czego chcesz od mojej dziewczyny?- Pchnął go dłońmi.
Wampir tylko się roześmiał:
- Nie patrzy na mnie jakby była twoją dziewczyną- nie zerknął nawet na Igora, który sięgał mu ledwie do ramion. Patrzył na Wiktorię i posyłał jej swój uwodzicielski uśmiech. W blondynie gotowała się krew.
- Masz piękne włosy- powiedział wampir do dziewczyny.
- Naprawdę?- zaczęła nawijać włosy na palec, nie spuszczając wzroku z magnetycznych oczu Polikarpa.
- Dość tego!- krzyknął Igor- Wiktoria wychodzimy- rzucił słowami w jej kierunku, ale jego głos do niej nie docierał.- Więc idę sam- dodał po chwili, tracąc cierpliwość. Czekał, aż dziewczyna wstanie i wyjdzie z nim, ale nawet nie drgnęła. Wyszedł trzaskając drzwiami.
- Dawid przestań!- krzyknęła Anka.
Wampir spuścił wzrok z Wiki. Spojrzał na Anię, znanym jej wyrazem. Uśmiechnął się szeroko i uniósł jedną brew do góry. Skarciła go spojrzeniem. Brunetka się ocknęła. Rozejrzała się dookoła:
- Gdzie jest Igor?- zapytała.
- Wyszedł- powiedziała cicho Ania.
- Jak to?
- Zwyczajnie poszedł- dodała zszokowana i zła na Dawida.
- Na mnie chyba też już czas- stwierdziła Wiki.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy- powiedział do niej Polikarp, kiedy zbliżała się do wyjścia.
Obróciła się i uśmiechnęła. Nic nie powiedziała. Poszła i zamknęła za sobą drzwi.
- Co ty zrobiłeś?- spytała Anka, chociaż bardziej był to zarzut.
- Nic. Wpadłem jej w oko- mówił głosem seryjnego uwodziciela.
- Przepłoszyłeś moich znajomych. Zamieniłam z nimi może trzy słowa, a ty postarałeś się o to, żeby jak najszybciej stąd wyszli!
- Trochę więcej niż trzy słowa- poprawił ją i mrugnął okiem w jej kierunku.
- Ty jesteś chory! To moi przyjaciele. Chcieli ze mną porozmawiać.
- Ja ci nie wystarczam? Możesz rozmawiać ze mną- stwierdził urażony.
- Chyba mam prawo rozmawiać z kim chcę. Mogę gadać z tobą, nimi i setką innych osób.
- Ale oni cię nie rozumieją. Masz mnie i ze mną możesz rozmawiać o wszystkim.
Najgorsze była to, ze miał rację, ale to nie znaczyło, że może mieć ją na wyłączność. Pomimo swojego brutalnego zachowania był w nim wrażliwy, zraniony chłopak. Wiedziała o tym, ale nie mogła tego mówić, wszystkiego by się wyparł. Najdziwniejsze było to, że był o nią zazdrosny. Jako pierwsza osoba na świecie. W głębi duszy bał się, że ją straci i dlatego się tak zachowywał., albo tak jej się tylko wydawało i po prostu reprezentował taki typ zachowania. Nie chciała się dłużej nad tym zastanawiać. Teraz miała plan, ale nie wiedziała jak go wykonać. Musiała znaleźć Antoniego. Podświadomie czuła, że od tego może zależeć spokój jej ojca.
- Nie mów tak. Żył jak każdy człowiek, a ty po prostu stałeś się nieśmiertelny. Nie osiągniesz wieku naturalnej śmierci- spuściła głowę.- Przepraszam, głupio mówię. Nie miałeś przecież wpływu na jego życie.
- To był mój młodszy brat. Nie potrafię sobie wyobrazić, że mógł umrzeć jako dziadek- wyznał z żalem.- Dobra, koniec tego rozczulania- przywołał się do porządku. Nie mógł wpędzić Anki w melancholię i nie chciał, żeby odbierała go jak kogoś słabego. Wyznawał zasadę, że słabi są ci, którzy okazują słabość.
- Ktoś tu idzie- stwierdził po chwili nasłuchiwania.
- Niczego nie słyszę- powiedziała Ania próbując wyostrzyć zmysł słuchu, ale to nic nie dało. Nadal nic nie mogła usłyszeć.- Wydawało ci się.
- Nie możesz uważać, że nasze zmysły są takie same. W porównaniu ze mną jesteś prawie głucha. Idą tu trzy osoby- wytężył słuch.- Jakaś dziewczyna mówi do twojej siostry, że lepiej będzie jeśli pójdzie z nimi, bo nie wie czy chcesz ich widzieć.
- Jakich ich?- dopytywała.
- Nie przeceniaj mnie. To, że mam dobry słuch nie oznacza, że wzrok mam na tyle ostry, żeby widzieć kto stoi na schodach.
Rozległo się pukanie do drzwi. Dopiero to dziewczyna była w stanie usłyszeć. Popatrzyła z podziwem na Dawida. Ten przeczesał dłonią włosy w znanym jej geście. Anka podeszła do drzwi i je otworzyła.
- Masz gości- powiedziała Oliwka.
- Cześć.- usłyszała głos Igora- Jak się czujesz?- To pytanie było irytujące. Nie powinno być zadawane komuś, kto stracił bliską osobę, bo nie było na nie odpowiedzi.
- W porządku.- odpowiedziała jednak- Chodźcie.
Za Igorem weszła Oliwia i Wiktoria. Brunetka miała smutny wyraz twarzy, który zdradzał tyle, że chciała powiedzieć coś pocieszającego, ale nic nie przychodziło jej do głowy.
- Byliśmy na pogrzebie- wyznał blondyn siadając na kanapie obok Wiki i Dawida. Oliwka usiadła na krześle obok toaletki. Anka stała przygnębiona z założonymi rękoma.
- Pewnie źle się czujecie z tym, że nie ma już waszego taty- wypaliła Wiki. Dawid spiorunował ją wzrokiem. Oliwia rozpłakała się i wybiegła z pokoju.
- Taka ładna dziewczyna, a taka głupia- zarzucił brunetce.- Nie przyszło ci do głowy, że najmniej stosowną rzeczą teraz jest mówienie o tym co się stało?
- Ale ja nie chciałam nic złego- usprawiedliwiła się.
- Wiem- odparła spokojnie Anka.- Oliwia jest słaba, ale ja mam wrażenie, że tata tu jest. Raczej jestem tego pewna.
Dawid wziął dziewczynę pod ramię.
- Chyba musimy ws na chwilę przeprosić- wycedził przez zęby, a do Ani dodał:- Musimy porozmawiać.
Szarpiąc za ramię wyprowadził ją na balkon. Nie chciał, żeby ich słyszeli.
- Oszalałaś? Dlaczego im to mówisz?
- Nie chcę, żeby się o mnie martwili, przecież nie skłamałam, mój tata tu jest. Wierzysz mi?
- Tak, ja ci wierzę, ale to są zwykli ludzie. To idioci.
- Ja też jestem zwykłym człowiekiem- zripostowała.
- Nie. Ty jesteś inna, masz dar.
- I dlatego mam innych jak kogoś gorszego?
- Tak, właśnie tak. Oni tego nie zrozumieją. Będą cię traktowali, jakbyś miała urojenia, a na koniec zawiozą cię do szpitala psychiatrycznego.
- Dlatego, że czuję obecność ojca?
- Zmarłego ojca- podkreślił.- Dla ludzi coś co jest inne niż widują co dzień jest dziwaczne, nienormalne, chore.-wymawiając ostatnie słowo otworzył szerzej oczy, przez co dobitnie to do niej dotarło.
- Dlaczego?
- Od zawsze było tak, że coś co zasługiwało na podziw było odbierane odwrotnie. Wszystko przez zazdrość. Czasem ludzie mówią, że kogoś nienawidzą tylko dlatego, że mu zazdroszczą.
Miał rację. Nie urodził się wczoraj i wiedział o świecie więcej niż ona sama. Postanowiła wrócić do pokoju, ale nie kontynuować tematu. Kiedy weszli do środka zauważyła jak Wiktoria przygląda się wampirowi. Dokładnie tak jak Oliwia, kiedy widziała go po raz pierwszy. Wyglądało to tak, jakby nie widziała niczego poza nim, "jakby był jej jedynym marzeniem"- pomyślała Anka.-"Jakby zapomniała o istnieniu Igora"- dodała w myślach. Polikarpowi to wyraźnie się podobało. Przeszywał Wiki swoim tajemniczym spojrzeniem i magnetyzował ją.
Igor podszedł do Dawida:
- Czego chcesz od mojej dziewczyny?- Pchnął go dłońmi.
Wampir tylko się roześmiał:
- Nie patrzy na mnie jakby była twoją dziewczyną- nie zerknął nawet na Igora, który sięgał mu ledwie do ramion. Patrzył na Wiktorię i posyłał jej swój uwodzicielski uśmiech. W blondynie gotowała się krew.
- Masz piękne włosy- powiedział wampir do dziewczyny.
- Naprawdę?- zaczęła nawijać włosy na palec, nie spuszczając wzroku z magnetycznych oczu Polikarpa.
- Dość tego!- krzyknął Igor- Wiktoria wychodzimy- rzucił słowami w jej kierunku, ale jego głos do niej nie docierał.- Więc idę sam- dodał po chwili, tracąc cierpliwość. Czekał, aż dziewczyna wstanie i wyjdzie z nim, ale nawet nie drgnęła. Wyszedł trzaskając drzwiami.
- Dawid przestań!- krzyknęła Anka.
Wampir spuścił wzrok z Wiki. Spojrzał na Anię, znanym jej wyrazem. Uśmiechnął się szeroko i uniósł jedną brew do góry. Skarciła go spojrzeniem. Brunetka się ocknęła. Rozejrzała się dookoła:
- Gdzie jest Igor?- zapytała.
- Wyszedł- powiedziała cicho Ania.
- Jak to?
- Zwyczajnie poszedł- dodała zszokowana i zła na Dawida.
- Na mnie chyba też już czas- stwierdziła Wiki.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy- powiedział do niej Polikarp, kiedy zbliżała się do wyjścia.
Obróciła się i uśmiechnęła. Nic nie powiedziała. Poszła i zamknęła za sobą drzwi.
- Co ty zrobiłeś?- spytała Anka, chociaż bardziej był to zarzut.
- Nic. Wpadłem jej w oko- mówił głosem seryjnego uwodziciela.
- Przepłoszyłeś moich znajomych. Zamieniłam z nimi może trzy słowa, a ty postarałeś się o to, żeby jak najszybciej stąd wyszli!
- Trochę więcej niż trzy słowa- poprawił ją i mrugnął okiem w jej kierunku.
- Ty jesteś chory! To moi przyjaciele. Chcieli ze mną porozmawiać.
- Ja ci nie wystarczam? Możesz rozmawiać ze mną- stwierdził urażony.
- Chyba mam prawo rozmawiać z kim chcę. Mogę gadać z tobą, nimi i setką innych osób.
- Ale oni cię nie rozumieją. Masz mnie i ze mną możesz rozmawiać o wszystkim.
Najgorsze była to, ze miał rację, ale to nie znaczyło, że może mieć ją na wyłączność. Pomimo swojego brutalnego zachowania był w nim wrażliwy, zraniony chłopak. Wiedziała o tym, ale nie mogła tego mówić, wszystkiego by się wyparł. Najdziwniejsze było to, że był o nią zazdrosny. Jako pierwsza osoba na świecie. W głębi duszy bał się, że ją straci i dlatego się tak zachowywał., albo tak jej się tylko wydawało i po prostu reprezentował taki typ zachowania. Nie chciała się dłużej nad tym zastanawiać. Teraz miała plan, ale nie wiedziała jak go wykonać. Musiała znaleźć Antoniego. Podświadomie czuła, że od tego może zależeć spokój jej ojca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)