wtorek, 24 listopada 2015

32. Zabić

  Anka zamarła. Nie potrafiła zabijać, nie chciała tego robić.
  Monika stanęła przy niej.
     - To najlepsze rozwiązanie- przekonywała.
     - Wolałabym, żeby zrobił to ktoś inny.
     - Ty jesteś najodpowiedniejszą osobą.
     - Ale to ty jesteś łowcą. A właściwie jak się o tym dowiedziałaś?
  Monikę zdziwiło to pytanie, bo przez chwilę nic nie mówiła.
     - Nie wiem, czy powinnaś to wiedzieć, ale ci zaufam. To jest całe zgromadzenie. Dowiedzieli się, ze wampiry są w mieście i dlatego jedno z nich przyjechało i powiedziało, że jestem potrzebna. Że nadszedł czas, żebym dowiedziała się kim jestem. Przeszłam szkolenie i wróciłam, żeby walczyć z krwiopijcami.
     - Ale ja naprawdę nie potrafię tego zrobić.
     - Znajdź w sobie siłę. Ból dodaje siły, a im szybciej pozbędziesz się osoby przez którą cierpisz, tym lepiej. On nie zasługuje, żeby dalej chodzić po ziemi.
     - Ale przez chwilę wydawał się być najlepszym przyjacielem.
     - Tak. Wampiry świetnie udają, grają ludzkimi uczuciami. Omamił cię.
  Anka wzięła głęboki oddech. Spojrzała na Monikę. Na szyi miała jakiś amulet, widząc, że Anka jej się przygląda, szybko schowała go pod bluzkę.
     - Co to?- Zapytała Anka.
     - Dla ciebie kawałek metalu na rzemyku, dla mnie znak łowcy. Dostałam go od nauczyciela. Każdy ma taki. A wracając do tematu: Schowaj ten kołek i przebij mu nim serce. Nie będzie się spodziewał tego po tobie. Nie będzie się bronił.
     - A co kiedy go zabiję?! Zostanę mordercą, trafię do więzienia.
     - Nie, spokojnie. Zajmę się tym.
     - Nie mogę- powtórzyła Anka.
  Monika szukała kolejnych powodów, które mogły ją przekonać.
     - Przebijając mu serce uratujesz go. Jego dusza odzyska spokój. Wyświadczysz mu przysługę.
  Ania niepewnie otworzyła torbę i schowała kołek.
     - Najlepiej zrób to, kiedy będzie sam.
     - Dobrze, zrobię to, ale...
  Monika jej przerwała
     - O nic się nie martw. Zajmę się resztą.
     - Lepiej już pójdę- wyszła i dziwnie zaczęło kłuć ją serce. Życie było trudniejsze niż do tej pory, ale musiała zrobić coś, żeby przywrócić spokój sobie i swojej rodzinie.



Mała zapowiedź powrotu po miesiącach nieobecności.
Proszę o komentarze :)
Jeśli to przeczytałaś/ przeczytałeś- dziękuję ;)

środa, 4 marca 2015

31. Nowi

  Franek zdenerwowany krążył w salonie dookoła dywanu.
     - Co się stało?- zapytał go brat.
     - Co się stało?! Pozwoliłem czarownicy iść do szkoły i nie zażądałem niczego w zamian. A kiedy powiedziałem, żeby zrobiła mi amulet nie zgodziła się. Dlaczego jeszcze jej nie zabiłem?! Ciągle mam nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie. Na Abigail nie mam co liczyć w tej kwestii, ona nigdy nie pomoże wampirowi. Spełnia tylko swój obowiązek i nic poza tym. Czeka tylko kiedy zapragnę spojrzeć na Słońce. Myślałem, że po tym co zrobiłem dla Isabel ona odwdzięczy się przysługą.
     - To ja powiedziałem, że jest wolna, nie odbiera tego jako przysługi z twojej strony.
  We Franciszku zagotowała się krew.
     - Uważasz, że wystarczy być miłym, a zrobi to czego żądam?
     - Nie. Uważam, że zrobi to, co uzna za stosowne.
     - Ale jak ja mam teraz żyć wśród ludzi bez...
     - Weź mój amulet- przerwał mu Polikarp.- Mi już nie będzie potrzebny. Świat się na mnie zamknął, nie mam po co wychodzić, nie mam do kogo. Popełniłem wielki błąd, ale to było silniejsze ode mnie. Chciałem pomóc, a zabiłem. Jestem mordercą i nie zasługuję na życie wśród ludzi- mówił zamyślony, ściągając wisior z szyi.
     - Dzięki. Mi się przyda.- Franciszek przerwał monolog brata i zabrał naszyjnik z jego dłoni.
     - Zaczekaj!- krzyknął Dawid, gdy brat wziął amulet i wychodził.
  Franciszek obrócił się i uniósł brwi w geście zapytania.
     - Uważaj na Anię.
     - A co? Zabije mnie?- prychnął
     - Uważaj na nią, nie na siebie. Może tobie zaufa bardziej niż mi. Nie pozwól, żeby stała się jej krzywda.
     - Nie wiedziałem, że muszę się za niego odwdzięczyć. Nie jestem żadną niańką, ale jeśli chodzi o nią to mogę zerkać od czasu do czasu co się dzieje. Zapiszę się do jej klasy- mruknął i wyszedł na zewnątrz, po kilkudziesięciu latach przywitać się ze słońcem.
  Gdy wyszedł z rozczarowaniem zauważył, że zapada zmrok. Będzie musiał czekać do jutra.

  To była wyjątkowo jasna noc, wzrok Franciszka przez kilka godzin skierowany był na wschód. Na jego szyi dumnie wisiał amulet podarowany przez brata.
  Dawid stał przed oknem w swoim pokoju, wiedział, że za kilkadziesiąt minut będzie skazany na areszt domowy. Sam był sobie winien, nie mógł cofnąć czasu. Spojrzał na Franka. Nie wiedział czego może się po nim spodziewać, ale miał nadzieję, że życie w świetle dnia zbliży go do człowieczeństwa, do tego, czego jemu się nie udało.

  Anka nie mogła spać. Księżyc tak mocno oświetlał jej pokój, a w głowie kłębiły się myśli o Antonim. Wstała z łóżka najciszej jak potrafiła poruszała się w kierunku pokoju siostry. Przemieszczając się na palcach doszła tam i stanęła obok leżącej Oliwii. Uspokoiła się trochę, gdy zobaczyła, że jej klatka piersiowa podnosi się i opada w wolnym tempie, oddychała. Na krześle Oliwia miała już przygotowane ubrania do szkoły. Anka powoli wróciła do swojej sypialni. Wyszła na balkon. Trzęsąc się z zimna usiadła na podłodze i zaczęła cicho płakać. Pierwsze promienie słońca nasiliły ból. Czuła, ze zaczyna się dziać coś o wiele gorszego niż do tej pory.

  Franciszek znudzony siedział na schodach przed dworkiem, wschodzące słońce nagle skupiło jego uwagę. Wstał automatycznie i przyglądał jak zaczyna się pierwszy od niepamiętnych czasów dzień. W tym momencie przestał być tylko dzieckiem nocy. Mógł prowadzić podwójne życie, za dnia udając zwyczajnego człowieka, wtapiając się w normalność.

  Przejęta Isabel wstała o świcie. Była przepełniona radością. Zaczynała prawdziwe, zwyczajne życie. Ubrała się i zeszła na parter. Przez szybę spostrzegła Franciszka, jak zahipnotyzowany wpatrywał się w słońce. Poczuła lekki niepokój. Wiedziała, czego może się po nim spodziewać, choć bardzo zmienił się od jej ucieczki. Był pod wpływem brata. "Jego brat jest inny niż pozostałe wampiry"- pomyślała. "Może dzięki pozorom normalnego życia zachował w sobie część człowieczeństwa".

  Oliwka stała w drzwiach pokoju Ani.
     - Jak się czujesz przed pierwszym dniem nauki?- zapytała szatynka.
     - Dobrze, ale jestem trochę zawiedziona tym liceum. Spodziewałam się jakichś lepszych towarów, a u mnie w klasie nie ma na kim oka zawiesić. U Ciebie jest Robert, ale jakoś nie najlepiej mi się kojarzy.
     - A co z Antonim? Chcesz się z nim rozstać?- dopytała zdziwiona i jednocześnie pełna obaw.
     - Nie. Antek to chłopak moich marzeń, moich snów...
     - Chyba koszmarów- dopowiedziała szeptem Ania. Na szczęście siostra niczego nie usłyszała, nie trzeba było się tłumaczyć.
  Dziewczyny szybko zabrały potrzebne rzeczy i poszły razem do szkoły.

  Anka weszła do klasy, w której była już większość osób. Nie patrząc na nich usiadła na swoim miejscu, obok Wiktorii.
     - Mamy nowego- powiedziała Wiki.- Ejjj, słyszysz?!- dodała po chwili, Ania nie reagowała przez jakiś czas.
     - Tak, słyszę.- Nie obchodziło jej to czy ma nową osobę w klasie. Miała dużo ważniejsze sprawy do przemyślenia.
  Nauczycielka weszła do sali i zaczęła czytać listę obecności. W momencie, gdy czytała "Franciszek Ferenc" Wiki szturchnęła ją w ramię.
     - To on, no popatrz! Tam siedzi, po twojej prawej.- Wiki była tym widocznie podekscytowana. W końcu Ania dla odzyskania spokoju zerknęła za prawe ramię. Zszokował i zdenerwował ją widok Franciszka, brata Dawida. Siedział pewnie i patrzył jej prosto w oczy. Nawet nie drgnął.
  "Nie, tego już za wiele"- pomyślała.
     - Ej- szepnęła Wiki, ponownie szturchając przyjaciółkę w ramię.
     - Co znowu?!- zapytała.
  Nauczycielka patrzyła na nią zza swoich grubych szkieł.
     - Lista obecności Mrozowska. Pierwsze zajęcia po wakacjach, a ty masz problemy z koncentracją? Rozumiem, że zainteresował cię nowy kolega, ale będziecie mieli przerwę, żeby się poznać.
     - Tak, na pewno porozmawiamy na przerwie, przepraszam.
  Przez pozostałą część lekcji w ogóle nie potrafiła skupić uwagi na matematyce. Wiedziała też, że co jakiś czas Wiki jej coś podszeptuje, ale to ignorowała. Ciągle czuła na sobie wzrok wampira i wyczekiwała aż usłyszy dzwonek. W końcu się doczekała. Zabrała torbę i wyszła z sali, czekała na Franciszka. Wreszcie wyszedł spokojny, opanowany, zadowolony.
     - Chciałaś ze mną rozmawiać?- zapytał.
     - Tak. Czego ode mnie chcecie? Czemu Dawid mnie szpieguje? Dlaczego nasłał ciebie, żebyś mnie śledził? Co robisz w mojej szkole i...
     - Spokojnie, po kolei. Niczego od ciebie nie chcę. Dawid, jak o nim mówisz, nie ma z trym nic wspólnego. Sam chciałem zacząć żyć na nowo, a to jedyna szkoła w okolicy. Wystarczy?!
  Prychnęła z niezadowoleniem i ruszyła przed siebie krzyżując ręce. Nie uszła nawet metra, kiedy dopadła ją siostra.
     - Słyszałam, że macie nowego chłopaka w klasie, prawda?
     - Tak, tam stoi- wskazała Franciszka, który był już na drugim końcu korytarza.
  Oliwka popatrzyła na niego. Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głowy.
     - Eeee... Nie dość, że brzydki to jeszcze rudy- wyszeptała siostrze do ucha.
     - Głupia blondynka!- wykrzyczał wampir.
  Anka obróciła się w jego stronę. Czy naprawdę chciał się zdemaskować?
  Oliwka głośno przełknęła ślinę. Było jej głupio, ale jednocześnie miała nadzieję, że nieznajomy nie mówi o niej. Uśmiechnęła się do niego z niechęcią i wróciła do rozmowy z siostrą.
     - A u mnie jest jeszcze jedna osoba, której nie było wczoraj. Niestety dziewczyna.
  Anka była przekonana, że chodzi o Karolinę, dla pewności zapytała.
     - Kto to? Jaka dziewczyna?
     - Jakaś taka dziwaczka. Ubiera się dziwnie i w ogóle to jest taka latynoska, więc zwraca uwagę. Izabela czy jakoś tak.
     - Isabel?- spytała.
     - O to to. A ty skąd wiesz?
     - Poznałam ją podczas wakacji. Bardzo sympatyczna dziewczyna. Nie oceniaj ludzi po pozorach i wyglądzie.
     - Dobra, dobra. Idę na lekcje, bo zaraz się spóźnię. Hej- Oliwka obróciła się na pięcie i poszła.
  Ania zobaczyła Monikę rozmawiającą z Robertem. No tak, o niej jeszcze zapomniała. Niespodziewanie Monika podeszła do niej i z zatroskaną miną powiedziała:
     - Musimy porozmawiać po zajęciach.
  Anka zgodziła się, bo nie miała nic do stracenia, a Monika stała się od wczoraj dla niej największą zagadką.

  Jakoś przetrwała wszystkie lekcje. Wzięła torbę i wyszła z klasy, Monika szła za nią.
     - O co chodzi?- zapytała Anka.
     - O ciebie, o mnie, o otoczenie. Najlepiej będzie jeśli porozmawiamy w mniej zatłoczonym miejscu. Chodźmy do mnie.
  Anka zmarszczyła brwi.
     - Chodź, bo autobus nam ucieknie- ponaglała brunetka.
  Dziewczyna niepewnym krokiem ruszyła za nią. Kilkanaście minut później już przez szybę obserwowała znienawidzone miejsca. Ten okropny las, droga, na której spotkała Dawida, jezioro, o którym chciała zapomnieć. Monika nerwowo szukała kluczy do mieszkania. Po chwili były na przystanku niedaleko jej domu. Weszły do pokoju dziewczyny. Był ciepły, dobrze oświetlony i pełen obrazów, które Monika sama malowała. Ale Anka nie przyszła po to, żeby oglądać obrazy.
     - Zmieniłaś się- powiedziała w końcu z niepokojem.- Czy teraz możesz mi wszystko wyjaśnić?- dodała po chwili ciszy.
     - Lepiej usiądź.
  Anka usiadła na skrzyni obok łóżka.
     - Nie tutaj- odparła Monika.- Muszę coś stąd wyjąć.
  Skrzynia otworzyła się z piskiem. Anka zajrzała do niej. Skrzynia była pełna drewnianych kołków różnej długości. Brunetka wyjęła jeden.
     - Weź go- poleciła.
     - Ale...- zaczęła Anka- Skąd ty...
     - Wakacje dużo zmieniły w moim życiu. Poznałam swoje prawdziwe przeznaczenie.
     - O czym ty mówisz?
     - Jestem łowcą wampirów i moim obowiązkiem jest ratowanie ludzi przed tymi bestiami.
  Anka chwyciła kołek, był bardzo ostro zakończony.
     - Po co mi go dajesz?
     - Żebyś mogła się bronić, żebyś mogła atakować.
     - Co ja? W jaki sposób?- Anka była w szoku.
     - Musisz wycelować prosto w serce. Z całej siły pchnąć kołek zanim wampir zdąży zareagować. Wiem, ze jesteś w niebezpieczeństwie. Ktoś zabił twojego ojca i dobrze wiesz kto. Najlepiej, jeśli ty go przebijesz. Tobie wyrządził najwięcej krzywd. Bawił się tobą i twoimi emocjami.






Bardzo długo mnie nie było, może jakimś cudem ktoś tu zajrzy. Jeśli tak- proszę o komentarz :)

sobota, 15 lutego 2014

30. Powrót do normalności?

  Oliwka smutno westchnęła stojąc przed lustrem i poprawiając fryzurę. Wpinała we włosy wsuwki, które podtrzymywały jej koka.
     - Idziesz?- zapytała zniecierpliwiona Ania, opierając się o ścianę w pokoju siostry, nerwowo zerkając na zegarek. - Przez ciebie się spóźnimy.
     - Muszę się jakoś prezentować przed nowymi znajomymi, nie chcę wyjść na dziewczynę, która o siebie nie dba.
  Ania przyjrzała się siostrze: była idealna. Czarne, obcisłe spodnie, podkreślające jej smukłe nogi i dopasowana, biała koszula spięta w talii paskiem.
     - Popatrz w lustro. Na pewno na taką nie wyjdziesz. Poza tym rozpoczęcie roku szkolnego to nie wybory miss.
     - Ale nie zaszkodzi dobrze wyglądać. Poza tym zaraz po inauguracji jestem umówiona z Antkiem- uśmiechnęła się do swojego odbicia.
  Szatynka nie miała zamiaru protestować i naprowadzać Oliwki na dobrą drogę. Od niedawna upewniała się w przekonaniu, że z dwojga wampirów to Dawid jest tym złym, który wykorzystuje ludzką naiwność. Właściwie nie mogła niczego zarzucić chłopakowi siostry. Wszystkie złe rzeczy, które uczynił były wykonywane na rozkaz Karoliny, a zainicjował je ktoś, kto wydawał się być przyjacielem.
     - Możemy już iść?- wskazała palcem na swój zegarek.
     - Już, już- odparła Oliwka, zabierając z łóżka małą, czarna kopertówkę.
  Dziewczyny w ostatniej chwili zdążyły ustawić się na szkolnym boisku. Anka zobaczyła swoją klasę. Wszyscy wypoczęci i opaleni szeptali sobie coś do uszu, lecz zamilknęli, gdy zajęła wśród nich miejsce.
     - Cześć!- Wiktoria złapała ją za ramię. - Dawno się nie widzieliśmy.
     - Fakt- dodał Igor- trzeba będzie to naprawić. Nie możemy tak porzucić przyjaźni od podstawówki.
  Ania uśmiechnęła się do nich. Czuła, że wszystko wraca do normy, jest tak jak wcześniej, jakby nie było wakacji, jakby nigdy nie poznała Dawida, jakby nic się nie wydarzyło. Wiedziała, że za chwilę wszyscy zaczną plotkować.
     - Widziałaś Pawła?- zapytała Wiki- jakby wyładniał przez te dwa miesiące.
     - Ej!- Igor szturchnął jej ramię. Stanął naprzeciw niej.- To na mnie masz patrzeć.
  Brunetka roześmiała się i ucałowała go w policzek.
     - Patrzcie na Monikę. Ta dopiero zdziwaczała. Chyba zapisała się do satanistów- przyjaciel szeptał tak, by tylko one to słyszały.
     - Co z nią?- dopytała Anka.
     - No popatrz tylko. Glany, lateksowe spodnie, wyciągnięty sweter i kupa metalu w uszach. Zgłupiałą przez nadmiar wolnego czasu.
     - A Oliwia idzie w twoje ślady? Wybrała tą samą szkołę- wtrąciła Wiki, zmieniając temat.
     - Nie miała zbyt dużego wyboru. To jedyne liceum w mieście, poza tym z tego co wiemy jest całkiem dobre- odpowiedziała Ania.
     - Aż za dobre. Kolejny rok gnębienia biednych uczniów. Mam nadzieję, że dla nas ostatni. Matura i do widzenia. Wreszcie się stąd wyniesiemy.
     - A tak, planujemy z Igorem pójść razem na studia i wynająć mieszkanie.
     - Macie jeszcze sporo czasu, a teraz nadchodzi dyrektor, więc pogadamy później. Możemy skoczyć na piwo po rozpoczęciu- zaproponowała Ania.
     - Dobra myśl- Monika wtrąciła się do ich rozmowy.- Mogę iść z wami?
     - Jasne- odparła Wiki z niechęcią.

  Po dwóch godzinach spędzonych w szkole udali się do pobliskiego baru. Wszyscy zamówili piwo. Ania zaczęła je powoli sączyć. Igor przyglądał się jej ze zdziwieniem.
     - No nie gap się tak, z tego co mi wiadomo skończyła osiemnaście lat kilka dni temu- powiedziała Monika.
     - Nie zrobiliśmy ci przyjęcia- westchnęła Wiktoria, chyba nie chciała się przyznać do tego, że zapomniała o jej urodzinach.
  Anka domyślała się co przyjaciółka ma na myśli:
     - Sama o nich zapomniałam, miałam sporo spraw na głowie, dużo się działo.
     - Co takiego?- zapytał Igor.- Pewnie spotkania z Dawidem.
     - Tym Dawidem?- dodała Monika.
     - Nie spotykam się z nim, właściwie nie utrzymujemy kontaktu.
  Monika nagle wstała.
     - Muszę iść do toalety- odparła i odeszła od stolika.
     - To teraz możesz mówić. Co się stało?- ciągnęła czarnowłosa.
     - Nic się nie stało, ja też muszę na chwilę iść do łazienki. Zaraz wrócę.- Nie chciała rozmawiać z nimi o Polikarpie, z nikim nie chciała o nim rozmawiać. Weszła do łazienki. Stanęła w holu, przy lustrze. Z toalety dobiegały dźwięki rozmowy. Rozpoznała głos Moniki.
     - Udało ci się ich skłócić. Nie rozmawiają ze sobą. Wykonałaś plan- nastała chwila ciszy.- Tak, porozmawiamy później. Teraz jestem z nimi w barze. Odezwę się. Cześć.
  Anka zdążyła opuścić pomieszczenie, zanim dziewczyna wyszła z kabiny. Szybkim krokiem ruszyła w stronę stolika. Obejrzała się za siebie, upewniając się, że Monika za nią nie idzie.
     - Błagam was, nie mówcie jej, że odchodziłam od stolika- powiedziała do przyjaciół.
  Popatrzyli na nią zdziwieni.
     - Proszę, później wam wyjaśnię- usiadła na swoim miejscu.
     - Okej- odrzekli chórem.
  Monika chwilę potem pojawiła się wśród nich.

  Dawid tępo patrzył przez okno.
     - Wchodzę- powiedział Franciszek.
     - Poczekaj chwilę- wampir podszedł do okna i zasłonił je grubymi, ciemnymi zasłonami, które nie przepuszczały światła- Już.
  Brat wszedł do pokoju.
     - Wpadłem na genialny pomysł- powiedział siadając na kanapie- pójdę do szkoły.
     - Faktycznie genialny plan- odparł beznamiętnie.- A dokumenty?
     - Nie takie rzeczy się załatwiało- machnął ręką.
     - Jaką szkołę wybierasz?- zapytał tym samym tonem, bez zainteresowania.
     - Tutejsze liceum. Dawno nie chodziłem do szkoły, zawsze to jakaś odmiana.
  Dawid wzruszył ramionami.
  Isabel przechodziła akurat korytarzem i usłyszała ich rozmowę. Niepewnie podeszła do braci.
     - Czy ja też mogłabym się uczyć?
     - Ucz się, masz te swoje magiczne książki- powiedział rudowłosy.
     - Mam na myśli szkołę- wyjaśniła.
     - Nie pytaj go o zdanie, nie może zabraniać ci chodzenia do szkoły.
     - Do tej pory mogłem- odpowiedział surowo.
     - To człowiek, nie przedmiot, nie jesteś jej właścicielem.
  Isabel z podziwem patrzyła na Polikarpa. Kolejny raz stawał po jej stronie.
     - Ale ona nigdy nie chodziła do szkoły. Musiałaby zacząć od podstawówki- zaśmiał się.
     - Panie, uczę się tak jak moi rówieśnicy. Jestem na tym samym poziomie. mam książki.
     - Musiałabyś więc mieć świadectwo ukończenia gimnazjum.
  Czarownica zasmuciła się, cicho westchnęła.
     - Nie takie rzeczy się załatwiało, prawda?- powiedział Dawid patrząc bratu prosto w twarz.
  Franciszek zastanowił się, po chwili wypowiedział jedno słowo:
     - Zgoda.
  Latynoska zaczęła piszczeć i skakać.
     - Dziękuję- była bardzo szczęśliwa. Nie kierowała tych słów do Franciszka, ale do Dawida. Pobiegła pochwalić się mamie.

  Anka stała już przed swoim domem. Całą drogę zastanawiała się z kim rozmawiała Monika. Kto chciał skłócić ją z Dawidem i dlaczego? Isabel? Chyba nie byłaby zdolna do oszustwa, po tym jak dziękowała Ani za wstawienie się w jej sprawie. Ale przecież nikt inny nie mógł mieć wpływu na rozmowę z duchem jej ojca. Wyświetlił jej się obraz Dawida wpatrzonego w jej szyję. Nim tym bardziej nikt nie mógł sterować, był zbyt silny, niepodatny na wpływy innych. Dziewczyna rozmyślając powoli wchodziła na górę po schodach. Usłyszała głos Antoniego, był z Oliwką w jej pokoju.
  Wampir palcem wskazującym wodził po wewnętrznej stronie dłoni dziewczyny.
     - To linia szczęścia- mówił- jest długa i zakrzywiona, to znaczy, że będziesz miała dużo szczęścia- zmyślał.
     - A ta?- wskazała krótką. poprzeczną linię.
     - Linia życia.
     - Taka malutka?
     - Może jeszcze się wydłuży, zobaczymy- mówił tak, bo wiedział, że przy drzwiach stoi Anka i wszystkiego słucha- położył palec na linię obok, rysował palcem wykraczając poza dłoń, powoli zbliżał się do łokcia.- A to jest twoja linia śmierci, wyjątkowo długa- dodał głośniej, żeby Ania wszystko dokładnie słyszała- był już przy szyi, wodząc palcem po tętnicy. Przysunął twarz w to miejsce. Zbliżył usta do tętnicy, Oliwka zachichotała.
     - Mam łaskotki- powiedziała uśmiechając się niewinnie.
  Anka czuła, że musi wkroczyć. Pewnym krokiem weszła do pokoju siostry.
     - Cześć Antonii, mogę z tobą porozmawiać?
  Zadowolony wstał z łóżka.
     - Oczywiście- odpowiedział.
     - Chodźmy do mnie- zaprowadziła chłopaka do pokoju naprzeciwko. Zamknęła drzwi.
     - Zostaw ją!
     - Hmm... Czy ja muszę słuchać twoich poleceń?- zastanawiał się.- Nie- dodał z uśmiechem.
     - Zostaw ją w spokoju- powtórzyła cedząc słowa przez zęby.
  Antonii przyłożył jej palec do ust, uciszając ją.
     - Nie możesz ciągle jej pilnować. Będę jej chłopakiem, a ty będziesz siedziała cicho, albo nie będę jej chłopakiem, ale ty też nie będziesz miała siostry. Kto wie, może i matki?!
  Anka milczała wzburzona. Łzy zbierały jej się w oczach, nie mogła nic zrobić, była bezsilna.
     - Umowa stoi?- czekał na jej odpowiedź.
  Ania tylko kiwnęła głową.
     - Bądź cicho to wszyscy będą szczęśliwi.
     - Chyba tylko ty- odpowiedziała cicho.
     - Coś mówiłaś?
     - Tak- powiedziała spokojnie, ręce krzyżując na klatce piersiowej.
     - Ooo... Ty też masz linię śmierci- powiedział patrząc na jej szyję.- Zadziorna jesteś i bardzo pewna siebie.- Położył dłoń na jej policzku, natychmiast ją odepchnęła.
     - Nic innego mi nie pozostało.
     - Zaczynasz mi się podobać, lubię twarde dziewczyny.
     - To co robisz z Oliwią?
     - Jest ładna- uśmiechnął się mrużąc oczy- i głupiutka, więc nie muszę się jej obawiać.- Wyszedł, a Anka czuła, że nikt nie może jej pomóc w walce z wampirami. Mogła liczyć tylko na siebie, a sama nie była wystarczająco silna.



I jak? Czekam na komentarze, proszę, jeśli już zadajecie sobie trud, żeby czytać, to napiszcie parę słów:)